W meczu inauguracyjnym trzeciej kolejki polskiej Ekstraklasy Ruch Chorzów wygrał 1:0 na stadionie przy ulicy Cichej z Arką Gdynia. Szczęśliwym strzelcem jedynej bramki okazał się reprezentant polskiej młodzieżówki Artur Sobiech.
Pierwsza połowa spotkania przebiegała zdecydowanie pod dyktando podopiecznych Waldemara Fornalika. W poczynaniach Arki widać było sporo nerwowości, niektórzy zawodnicy wyglądali na mocno stremowanych, co owocowało wieloma niedokładnymi zagraniami i łatwymi stratami w środku pola. W trzeciej minucie dał temu wyraz Michał Płotka gubiąc piłkę w okolicach linii środkowej, co sprokurowało pierwszy groźny rajd wiatronogiego Andrzeja Niedzielana. Już 60 sekund później ponownie, tym razem za sprawą Nykiela w opałach znalazła się gdyńska defensywa, jednak piłka po strzale obrońcy „Niebieskich” przeleciała nad poprzeczką bramki Andrzeja Bledzewskiego. W 6 minucie Ruch kontynuował swoją nawałnicę. Grzyb popisał się dokładną centrą w pole karne, jednak w ostatniej chwili tor lotu futbolówki przeciął Maciej Szmatiuk.

Po 8 minutach gry do głosu po raz pierwszy doszli goście. Zza pola karnego swoją słabszą, prawą nogą uderzał Marcin Wachowicz. Piłka po jego strzale została z łatwością przechwycona przez interweniującego Krzysztofa Pilarza. W wielkim „gazie” od pierwszego gwizdka arbitra był Andrzej Niedzielan. Popularny „Wtorek” w 13 minucie kapitalnie rozegrał futbolówkę z Grzybem. Strzał kapitana Chorzowian został skutecznie zblokowany.
Ataki Ruchu dały pożądany efekt w 20 minucie meczu. Ponownie błysnął na lewej flance Niedzielan, zacentrował piłkę w kierunku nadbiegającego Artura Sobiecha, który pomimo asysty defensorów Arki zewnętrzną częścią stopy ulokował piłkę w bramce rywala. Chwilę później ponownie z dobrej strony pokazał się Sobiech. 19-latek w pojedynkę stworzył sobie okazję do podwyższenia prowadzenia. Przedarł się na szesnastym metrze przez linię defensywną Arki, jego uderzenie zostało zblokowane jednak już w zarodku.
Następnie przez dłuższe okresy goście z Wybrzeża utrzymywali się w posiadaniu futbolówki. Nie owocowało to jednak groźnymi sytuacjami bramkowymi. Niepewnie poczynał sobie nowy nabytek „Żółto-niebieskich” Adrian Mrowiec, ustawiony w pierwszej połowie na środku pomocy u boku Marcina Budzińskiego.
W końcówce pierwszej połowy oba zespoły stworzyły sobie okazje po stałych fragmentach gry. W 40 minucie z lewego sektora boiska centrował futbolówkę Tomasz Brzyski. Z jego dośrodkowaniem zdołali sobie poradzić gdyńscy obrońcy. W doliczonym czasie gry po rzucie rożnym wykonywanym przez Arkę najwyżej w polu karnym wyskoczył Maciej Szmatiuk. Piłka po strzale byłego zawodnika Podbeskidzia przeleciała jednak znacznie obok bramki Pilarza.
W drugiej połowie widowisko straciło na atrakcyjności, głownie za sprawą piłkarzy Ruchu Chorzów, którzy zdecydowali się na bardziej zachowawczą, wyrachowaną grę. Od groźnej sytuacji rozpoczęli tę drugą odsłonę głodni wyrównania stanu tego meczu piłkarze Arki. Z piłką w polu karnym znalazł się Tadas Labukas. Litwin chciał w zbyt koronkowy sposób rozegrać piłkę z Tomaszem Sokołowskim i w efekcie ta akcja spaliła na panewce. W 58 minucie po rzucie rożnym wykonywanym przez graczy Ruchu zawodnicy Arki zdołali wyprowadzić groźnie wyglądającą kontrę. Marcin Wachowicz wyrzucił do boku Sokołowskiego, były gracz Legii momentalnie zacentrował piłkę w pole karne, tam jednak z futbolówką minął się Labukas. Nie trzeba było długo czekać na ripostę ze strony „Niebieskich”. Już 60 sekund później Artur Sobiech uciekł defensorom Arki, jednak zabrakło mu kilku centymetrów by sięgnąć piłki i przelobować Bledzewskiego.
W 64 minucie kombinacyjnie rozegrali piłkę gracze „Żółto-niebieskich”. Po skrupulatnym dośrodkowaniu Sokołowskiego piłkę do Wachowicza zgrał Labukas, jednak uderzenie byłego Lechity przeleciało minimalnie obok bramki. Gracze Ruchu szukali swoich okazji po grze z kontry. W 69 minucie ze swojej szybkości skrzętnie skorzystał Andrzej Niedzielan. Wyprowadził błyskawicznie piłkę ze środka pola a następnie sprawdził czujność Bledzewskiego uderzając z osiemnastu metrów.
Trener Arki, Marek Chojnacki wprowadzał na boisko zawodników z ofensywnymi inklinacjami. Na murawie pojawili się Przemysław Trytko oraz Grzegorz Niciński i to właśnie ci dwaj zawodnicy byli głównymi aktorami najważniejszej akcji jaką oglądaliśmy w drugiej połowie. Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry faulowany w polu karnym był Trytko. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze od bramki Pilarza podszedł niezwykle doświadczony Niciński i fatalnie wykonał ten rzut karny uderzając w bardzo lekki i co najważniejsze przewidywalny sposób. Gracze Ruchu podbudowani obronieniem jedenastki przez Pilarza nie dali już sobie wydrzeć w końcówce trzech punktów i wygrali drugie spotkanie z rzędu.
W Trójmieście spotkanie z Ruchem anonsowane było przez media jako mecz o być albo nie być dla Marka Chojnackiego, dlatego można mieć wątpliwości czy po tej porażce były trener ŁKSu zachowa swoją posadę. Trzy spotkania, zerowy dorobek punktowy, nadciągająca na horyzoncie rozpędzona lokomotywa krakowskiej Wisła sprawiają, że zaczyna się tworzyć w Gdyni nerwowa atmosfera.