W meczu otwierającym drugą serię zmagań w sezonie 2009/2010 Lechia Gdańsk pewnie pokonała w Sosnowcu Cracovię Kraków w stosunku 6:2 i z kompletem sześciu punktów wysunęła się na czoło tabeli naszej Ekstraklasy. Dla „Pasów” była to już druga porażka w rozpoczętym zaledwie tydzień temu sezonie.
Spotkanie to z wysokości trybun śledziło zaledwie 199 osób wliczając akredytowanych dziennikarzy oraz obsługę Stadionu Ludowego. Atmosfera bardziej przypominała piknik aniżeli futbolowe widowisko. Obie ekipy przystępowały do tego starcia w skrajnie różnych nastrojach. Zespół Lechii podbudowany zwycięstwem w prestiżowym derbowym spotkaniu z Arką Gdynia przyjechał na południe z jasno określonym celem – zdobyciem pierwszych trzech punktów w meczu wyjazdowym. Z kolei Cracovia po przegranej 2:0 ze Śląskiem we Wrocławiu tym bardziej chciała udowodnić, że należy jej się miejsce w Ekstraklasie, do której ekipa „Pasów” dostała się „kuchennymi drzwiami”. Trener Artur Płatek deklarował przed meczem, że jego zespół będzie agresywnie nastawiony i zaatakuje rywala, jednak pierwsi do bramki trafili goście. Po zamieszaniu w polu karnym celnym, płaskim uderzeniem popisał się Marcin Kaczmarek. Podopieczni Tomasza Kafarskiego zdołali iść za ciosem i już po kwadransie gry prowadzili dwoma bramkami. Po indywidualnym rajdzie z dwudziestego metra od bramki Cabaja zdecydował się uderzyć Piotr Wiśniewski, piłka odbijając się od pleców jednego z defensorów „Pasów” zmieniła kierunek lotu i zatrzepotała w siatce. Sfrustrowany kapitan Cracovii nie miał szans na skuteczną interwencję, gdyż rzucił się w przeciwległym kierunku. Po piorunującym początku w wykonaniu gości z Wybrzeża coraz częściej do głosu dochodzili gospodarze. Zazwyczaj długimi zagraniami szukali w polu karnym jednego nominalnego napastnika Bartosza Ślusarskiego. Ich próby przyniosły efekt w 28 minucie spotkania, gdy precyzyjne dośrodkowanie z rzutu wolnego autorstwa Dariusza Pawlusińskiego wykorzystał Piotr Polczak. Wydawało się, że bramka kontaktowa pozwoli „Pasom” wrócić na właściwie tory, jednak Lechia zdołała momentalnie zareagować. Już około 60 sekund później po zamieszaniu w polu karnym Cracovii faulowany przez Marcina Cabaja był Marcin Kaczmarek i sędzia Mariusz Trofimiec z Kielc bez chwili zawahania wskazał na wapno znajdujące się jedenaście metrów od bramki. Pewnym egzekutorem „jedenastki” okazał się Huber Wołąkiewicz i jak na kapitana przystało podwyższył prowadzenie swojego zespołu
Trener Artur Płatek reagował na bieg boiskowych wydarzeń wprowadzając dwóch napastników Tomasza Moskałę oraz Jakuba Kaszubę. Drugi z wymienionych zaliczył prawdziwe „wejście smoka”. Pojawił się na murawie wraz z rozpoczęciem drugiej połowy a już w 53 minucie popisał się kapitalnym uderzeniem i zmusił do kapitulacji Mateusza Bąka. 180 sekund później mogło dojść do wyrównania, jednak po dośrodkowaniu z prawej strony Pawlusińskiego w poprzeczkę trafił Łukasz Derbich. Cracovia stopniowo przejmowała inicjatywę. W 63 minucie Lechia wybiła im jednak z głów marzenia o remisie przeprowadzając skuteczną kontrę zakończoną bramką Macieja Rogalskiego. Ostatnie akordy tego meczu należały do byłego gracza „Pasów” Pawła Nowaka. Pomocnik Lechii dwukrotnie w odstępie zaledwie trzech minut wpisał się na listę strzelców i ustalił wynik spotkania na 6:2. Pierwsze trafienie sprokurował nieudolną interwencją Marcin Cabaj, drugie zaś było efektem dokładnej centry Krzysztofa Bąka i odważnego „szczupaka” w wykonaniu Nowaka










