Znamy już komplet wyników 25. kolejki ekstraklasy. W dzisiejszych meczach Piast Gliwice pokonał 1:0 Śląsk Wrocław, a Korona Kielce zremisowała 1:1 z Wisłą Kraków. W obu spotkaniach mogliśmy oglądać dwie zupełnie różne od siebie połowy. Najwięcej emocji zobaczyliśmy w drugich częściach gry.
Dzisiejsze mecze to zaległe spotkania 25. kolejki, które nie odbyły się 1 marca z powodu beznadziejnej murawy w Kielcach i złych warunków pogodowych w Gliwicach. Murawa na stadionie w Kielcach została wymieniona, pogoda choć wciąż daleka od ideału, to jednak była dzisiejszego wieczoru bardziej znośna. W ten sposób dostaliśmy ekstraklasowy prezent, przystawkę przed Ligą Mistrzów.
Zacznijmy od meczu w Gliwicach. Piast przystępował do tego spotkania jako wicelider i wiadomym było, że niezależnie od jego wyniku na drugim miejscu w tabeli pozostanie. Mimo tej wciąż wysokiej lokaty w drużynie Radoslava Latala nie dzieje się ostatnio najlepiej. Drużyna, która na jesieni zachwycała całą ligę, gdzieś zgubiła swój blask. Gra Piasta stała się nudna i przewidywalna. Jakby tego było mało, również wyniki nie powalały na kolana. Drużyna z Gliwic na wiosnę jeszcze nie wygrała, notując trzy remisy i jedną porażkę z Lechią Gdańsk.
O punktowej impotencji Śląska Wrocław w tym sezonie pisano już wiele. Bliski utraty posady był trener Szukiełowicz, któremu jednak, przynajmniej na razie, udało się utrzymać posadę. Śląsk na wiosnę potrafił pokonać Wisłę Kraków, jednak potem nie było już tak różowo. Remis z Górnikiem Zabrze oraz dwie porażki – z Jagiellonią i Zagłębiem sprawiły, że po ostatnim meczu na trybunach doszło do nieciekawych scen.
https://youtu.be/lLA2CCjKcMs
Początek meczu upłynął pod znakiem wzajemnego badania się obu drużyn. Zarówno Śląsk, jak i Piast grały zachowawczo, bojąc się otworzyć i oczekując na błędy rywali. Sytuacji bramkowych nie mieliśmy aż do 26. minuty. Wówczas na prawej stronie piłkę otrzymał Mateusz Mak. Były piłkarz GKS-u Bełchatów idealnie dośrodkował do zupełnie niepilnowanego Josipa Barisicia, który pokonał debiutującego w ekstraklasie bramkarza Śląska Mateusza Abramowicza.
Gol dla gospodarzy sprawił, że Śląsk, chcąc nie chcąc, musiał się otworzyć i postarać o wyrównanie. Groźne sytuacje w dalszym ciągu można było policzyć na palcach jednej ręki, jednak gra ożywiła się. Zrobiło się więcej miejsca w środku pola, co pozwoliło Piastowi na wyprowadzanie raz po raz kontrataków. Żaden z nich nie zakończył się jednak podwyższeniem wyniku i piłkarze schodzili do szatni przy wyniku 1:0 dla gospodarzy.
Druga połowa rozpoczęła się od groźnej sytuacji dla Piasta. Abramowicz wychodził do piłki, jednak minął się z nią. Do futbolówki nie zdążył Patrik Mraz, a ta wyszła za linię końcową boiska. Ta sytuacja zadziałała na Śląsk jak płachta na byka. Oczywiście zachowując proporcje, bo gdzież drużynie z Wrocławia do rozwścieczonego byka. Zasługują oni jednak na pochwałę, gdyż po 169 minutach(sic!) w końcu udało im się oddać celny strzał. Bardzo groźnie uderzał Jacek Kiełb, który z dwudziestu kilku metrów próbował zaskoczyć Jakuba Szmatułę. Bramkarz Piasta kilka minut później znów musiał się wysilić, by obronić strzał jaki z bliska oddawał Robert Pich. Nowy-stary zawodnik Śląska miał swoją okazję jeszcze w końcówce meczu, kiedy popisał się pięknym uderzeniem z około 20 metrów. Piłka trafiła jednak w spojenie słupka z poprzeczką. Do końca spotkania nic już się nie zmieniło i Śląsk niezasłużenie poległ w Gliwicach.











