Dwa z czterech dni 6. kolejki ekstraklasy już za nami – pora na podsumowania. Oto pięć faktów, które musimy zapamiętać po piątkowo-sobotnich spotkaniach!
Skazani na remis
Wyglądało na to, że Pogoń po raz pierwszy w tym sezonie przegra swój mecz. Byłoby tak, gdyby nie kontrowersyjny karny, jaki podyktował Jarosław Przybył. „Biała Gwiazda” natomiast może mieć sobie za złe to, że nie wykorzystała kilku dobrych sytuacji przed tym feralnym zdarzeniem. Tym samym oba zespoły pozostają niepokonane, a Wisła zalicza piąty remis w rozgrywkach. Duża w tym zasługa Pawła Brożka, który wyglądał tak, jakby złej passy bez strzelonego gola przerwać nie chciał.
Wsio Haras(lin)zo!
Sześć kolejek i wyrzucony bramkarz drużyny przeciwnej – tyle potrzebowała Lechia Gdańsk na to, aby w końcu pokonać jakiegoś rywala w tym sezonie. I choć „Biało-zieloni” kilka punktów już naskrobali, to wszyscy wiemy, że ich wyniki nikogo nie satysfakcjonowały. Wrażenie robi posiadanie piłki gdańszczan – utrzymywali się oni przy niej przez 71% czasu! Teoretycznie trudne mecze już za nimi, więc powinno być z górki, a stołek Jerzego Brzęczka, przynajmniej na chwilę, nieco się schłodził.
https://twitter.com/lukasharaslin/status/634703090055290880
Lukas Haraslin strzelił w piątek dwa gole
Sprowadzeni na ziemię bruk
„Pavol Stano nas uratuje”, „Były reprezentant Czech – co za wzmocnienie!”, „Złapaliśmy wiatr w żagle” – nic z tego. Po dwóch zwycięstwach u siebie bez bramki w plecy Termalica pojechała do Chorzowa nadgonić gole, których nie straciła z Zagłebiem i Górnikiem. Widać było, że piłkarze z Niecieczy nabrali pewności siebie i najwyraźniej się nią przejedli. Ruch szybko sprowadził nieokrzesanego beniaminka na ziemię, a ten wylądował na bruku. Bet-Bruku.
A to Pich!
Wymówka „Zabrakło nam szczęścia” chyba tym razem leży najlepiej. Spoglądając na wynik, można by odnieść wrażenie, że mecz był zacięty. Nic podobnego. Podbeskidzie grało równie słabo, co w pozostałych meczach, a może i gorzej. Z 21 strzałów, jakie oddał Śląsk na bramkę Emiliusa Zubasa, tylko jeden wpadł do bramki. Co prawda większość z nich była niecelna, ale w kilku przypadkach wiele nie zabrakło: raz bramkarz Podbeskidzia obronił rzut karny, a trzykrotnie futbolówka lądowała na poprzeczce. Jak pech, to pech!
„Kosta” brawa
Jagiellonia świetnie trafiła z transferami – większość strzelonych dotąd bramek wypracowali gracze pozyskani latem tego roku. Jak się jednak ostatnio okazuje, najbardziej rozkręca się Konstantin Vassiljev. Nie inaczej było i tym razem. Swoim atomowym uderzeniem Estończyk wyprowadził „Jagę” na prowadzenie. Marcin Budziński nie pozostał mu wcale dłużny i chwilę później odpowiedział równie ładnym strzałem. Mecz był rozgrywany na bardzo dobrym poziomie, idealnie odzwierciedlającym formy i aspiracje obu drużyn. Rzadkość w naszej rodzimej lidze, ale gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni… prosiliśmy o więcej.











