Drużyny Lecha Poznań i Legii Warszawa meczami z Cracovią i Ruchem Chorzów zakończyły piłkarski sezon 2008/09. Zarówno w Wielkopolsce, jak i na Mazowszu wszyscy liczyli na tytuł mistrzowski, jednak ten trafił do Małopolski.
Lech Poznań – Cracovia Kraków 2:2
Lech Poznań już w ubiegłej kolejce pogodził się z tym, że nie zdobędzie tytułu Mistrza Polski. Podopieczni Franciszka Smudy wiedzieli, że Wisła Kraków nie przegra meczu ze Śląskiem i tym samym obroni czempionat. Dzisiaj na stadionie przy ulicy Bułgarskiej „Kolejorz” podejmował Cracovię. Prawdopodobnie był to ostatni mecz Franciszka Smudy w roli szkoleniowca Lecha, który wczoraj pożegnał się z dziennikarzami. Od pierwszego gwizdka częściej przy piłce byli gospodarze. Już w czwartej minucie strzałem z dystansu Cabaja chciał pokonać Semir Stilić, jednak bramkarz Cracovii zachował czyste konto.

Później do głosu doszli przyjezdni, aż trzykrotnie Ivana Turinę starał się pokonać Pawlusiński, jednak za każdym razem górą był chorwacki golkiper. W 13. minucie fani Lecha mogli cieszyć się z pierwszej bramki. Doskonałe podanie od Stilicia dostał Robert Lewandowski. Skierował on futbolówkę prosto w słupek i gdy wydawało się, że nic z tej akcji nie wyniknie, nagle do pustej bramki piłkę skierował Hernan Rengifo. Peruwiańczyk, który w najbliższym czasie opuści Poznań dał swojej drużynie prowadzenie. Jak się okazało, był to jedyny gol w tej części spotkania. Swoje szanse mieli jeszcze Rafał Murawski i bardzo aktywny Dariusz Pawlusiński, jednak w obu przypadkach bramkarze byli górą.
Po zmianie stron kibice jeszcze nie zdążyli zasiąść na swoich miejscach, a już było 1:1. Bardzo dobre podanie od Pawlusińskiego otrzymał Szeliga, pokonując z ostrego kąta golkipera Lecha, który nawet nie drgnął. Był to sygnał do ataku dla zespołu Cracovii. Przyjezdni wielokrotnie gościli pod poznańską bramką, jednak brakowało wykończenia. Trener Smuda, widząc, że Lech sobie nie radzi, wpuścił na boisko najpierw Wilka, a potem Djurdjevicia. Zmiany przyniosły skutek, gdyż w 68. minucie Rafał Murawski świetnie „obsłużył” Sławomira Peszko. Były gracz Wisły Płock wyłożył piłkę Rengifo, a ten zdobył swoją drugą bramkę. Gdy wydawało się, że Cracovia już się nie podniesie, na osiem minut przed końcem do wyrównania doprowadził najniższy na boisku Tomasz Moskała, strzałem głową pokonując Turinę.
Legia Warszawa – Ruch Chorzów 4:1
W Warszawie wszyscy się zastanawiają jak Legia, która miała tytuł Mistrza Polski na wyciągnięcie ręki, ostatecznie musi się zadowolić drugim miejscem. Piłkarze jeszcze przed meczem zapowiadali, że w pojedynku z Ruchem zaprezentują się tak, jakby dalej grali o mistrzostwo. Od początku widać było olbrzymie zdeterminowanie. Podopieczni Jana Urbana kontrolowali przebieg spotkania i bez przerwy atakowali bramkę rywala. Wielokrotnie swoje szanse mieli Rocki, Roger czy Iwański. Brakowało jednak wykończenia. Jedyną groźną akcję Ruchu przeprowadził Nowacki, jednak chorzowianin nie zdołał pokonać Jana Muchy. W 33. minucie w końcu fani „Wojskowych” mogli się cieszyć ze zdobytego gola. Do siatki Pilarza trafił Roger. Zaledwie osiem minut później, w polu karnym faulowany był Paluchowski i „jedenastkę” wykorzystał Maciej Iwański. Gdy wydawało się, że przy stanie 2:0 sędzia zakończy pierwszą część, w polu karnym Legii faulowany był Tomasz Brzyski, a honorowego gola zdobył Balaż.











