Dwa miesiące. Tyle czekała drużyna prowadzona przez Michała Probierza na przełamanie i zwycięstwo w ekstraklasie. Moment na odwrócenie złej passy przypadł na mecz z niepokonanymi dotąd na wyjazdach kielczanami.
Zanim rozbrzmiał pierwszy gwizdek jednego z naszych najlepszych arbitrów, Pawła Raczkowskiego, zostaliśmy nieco zaskoczeni przez skład, który na Koronę desygnował szkoleniowiec Jagiellonii. Martin Baran na prawej, Piotr Tomasik na lewej obronie, Fedor Czernych na skrzydle i Łukasz Sekulski na szpicy – Probierz ewidentnie chciał coś zmienić w szwankujących ostatnio formacjach swojego zespołu.
Niedokładność. To słowo najlepiej oddaje, jak wyglądała większość akcji obu ekip w tym meczu. Po zawodnikach z Białegostoku widać było usztywnienie spowodowane zapewne świadomością, że kolejne powinięcie się nogi bardzo niebezpiecznie zbliży Jagiellonię do strefy spadkowej. Kielczanie nie pozostawali dłużni – nawet gdy chcieli poklepać, zwykle trzecie, czwarte podanie okazywało się niecelne. W takim właśnie chaosie już w siódmej minucie zrodziła się akcja bramkowa gospodarzy. Szybki kontratak Jagiellonii, dokładne podanie piłki przez Vassilieva do Czernycha, który zagubił się w polu karnym, ale ostatecznie wtoczył futbolówkę do bramki drużyny gości.
Przemeblowana defensywa Jagiellonii spisywała się więcej niż solidnie, neutralizując kolejne ataki kielczan. Postawa obrony nakręcała przednie formacje, dzięki czemu gospodarze rozkręcali się z minuty na minutę. Jedyne, czego brakowało, to postawienia kropki nad i. Z tego też powodu kibice do końca musieli drżeć o końcowy wynik.
Grę Jagiellonii w meczu z Koroną najlepiej oddaje postawa wracającego do formy Jacka Góralskiego. Niewysoki pomocnik był wszędzie, walczył za czterech, znakomicie odbierał piłki. Jedynym problemem było dokładne rozegranie – zresztą nie tylko w jego przypadku. Wracając do samego defensywnego pomocnika drużyny z Białegostoku – to był ten sam Jacek Góralski, który zachwycał kibiców na stadionie przy ulicy Słonecznej na początku obecnego, swojego debiutanckiego sezonu w ekstraklasie.
Zwycięstwo w sobotnim spotkaniu daje Jagiellonii chwilę wytchnienia – przewaga nad strefą spadkową wynosi teraz sześć punktów (Lech rozegrał jeden mecz mniej). Korona Kielce z 23 punktami ciągle znajduje się w górnej „ósemce”, co bez wątpienia może cieszyć Marcina Brosza i jego podopiecznych.
[interaction id=”5650978163937fdb5ee0d1d7″]











