Starcie dwóch zespołów znajdujących się na podium ligowej tabeli zawsze uznaje się jako hit, w przypadku spotkania Legii z Cracovią istnieje jednak niemałe prawdopodobieństwo, że zapowiedź spełni się na boisku. Co przemawia za tym, żeby w piątek od godziny 20:30 spędzić wieczór na stadionie przy Łazienkowskiej lub przed telewizorem?
Starcie dwóch utytułowanych trenerów z zupełnie odmiennych światów – zarówno w sensie charakterologicznym, jak i szkoleniowym. Pojedynek dwóch najlepszych ofensyw (59 bramek w tym sezonie zdobyli zarówno gospodarze, jak i goście), zespołów, które jak nikt inny w ekstraklasie potrafią zdominować swojego przeciwnika. Wreszcie ekip, które w swoich składach mają pewniaków do wyjazdu na zbliżające się mistrzostwa Europy. Wszystko to sprawia, że Łazienkowska 3 może wieczorem eksplodować od nadmiaru emocji.
Forma obu zespołów

Od ostatniego starcia Legii z Cracovią minęło pięć kolejek ligowych. Przy Kałuży było gorąco, gospodarz starał się, długimi momentami skutecznie, narzucić wicemistrzowi Polski swoje warunki gry, legioniści odpowiadali jednak w sposób zabójczy i to oni koniec końców cieszyli się z kompletu punktów. Właśnie wtedy oficjalnie można było zacząć trąbić o kryzysie „Pasów”. Od tego momentu trzy oczka dopisały sobie bowiem tylko raz – w ostatnim meczu przeciwko Zagłębiu Lubin. Ogółem pięć ostatnich spotkań to sześć punktów, zaledwie jedna porażka (ze Śląskiem we Wrocławiu), ale też wyraźnie słabsza gra piłkarzy Jacka Zielińskiego.
Wszystko zaczęło się właściwie z urazem Damiana Dąbrowskiego. Defensywny pomocnik po pierwsze w nieoceniony sposób układał grę zespołu w środku pola, dodatkowo potrafił też co jakiś czas popisać się dłuższym prostopadłym podaniem, czego wyraźnie brakuje obecnej Cracovii. Często jest tak, że kibice zgromadzeni przy Kałuży oklaskują sposób prowadzenia akcji w centralnej strefie boiska, równocześnie łapiąc się za głowę z powodu braku pomysłu na wykończenie sytuacji.
Legia wbrew pozorom nie znajduje się w wiele lepszej dyspozycji niż jej dzisiejszy rywal. Wiele prawdy jest w stwierdzeniu, że w naszej lidze nikt nie jest w stanie z nią wygrać (ostatnio Termalica osiem kolejek temu), kłamstwem jednak nie będzie teza, że i warszawianie zapomnieli, jak niszczyć rywali. Od spotkania przy Kałuży Legia wygrała tylko dwa mecze, oba ze śmiertelnym wrogiem z Poznania. Wszystko to daje podstawy do wytypowania remisu w dzisiejszym pojedynku.
Legia – problemy
1) Brak Jodłowca i Pazdana














