W Łodzi doszło do pojedynku, który był dla Zabrzan jedną z wielu szans na utrzymanie się w Ekstraklasie. Niestety górą byli gospodarze, a w Zabrzu nikt nie może spać spokojnie.
Górnik Zabrze miał pod wodzą Henryka Kasperczaka odzyskać dawny blask i bez problemów utrzymać się w Ekstraklasie. Tymczasem od momentu, gdy „Henri” objął stery „Ślązaków” to nikt nie może spać spokojnie. Górnik w rundzie wiosenne gra w kratkę. Piłkarze, którzy w zimie wzmocnili zespół z Zabrza, jakoś nie błyszczą.
Zupełnie inne nastroje panują w Łodzi. Niedawno ŁKS zmienił właściciela, a piłkarze otrzymali zaległe pensje. Wszystko wskazuje na to, że więcej problemów z pieniędzmi nie będzie.

Od pierwszego gwizdka atakowali gospodarze i bramkę, ale ze spalonego, zdobył Rafał Kujawa. Zaledwie 10 minut później szanse na strzelenie gola miał Piotr Madejski, jednak podopieczny Henryka Kasperczaka nie trafił w piłkę. W 44. minucie pierwszą bramkę dla ŁKS-u zdobył Rafał Kujawa. Rzut wolny wykonywał Geworgyan, a futbolówka odbijając się od Kujawy wpadła do siatki.
Po zmianie stron nie wiele się zmieniło. Na boisku nie działo się nic nadzwyczajnego, a oba zespoły grały dość niemrawo. W 59. minucie znów rzut wolny wykonywał Geworgyan, który już umyślnie podał do Marcina Adamskiego, a ten z dwóch metrów pokonał bramkarza rywali. Fani zgromadzeni w Łodzi już więcej bramek nie zobaczyli. Henryk Kasperczak znów musi się martwić o to, czy jego drużyna zostanie w Ekstraklasie.











