10. kolejka ekstraklasy już za nami. Czego dowiedzieliśmy się po tej serii spotkań? Zobaczcie sami! Oto osiem punktów do zapamiętania.
Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka…
Podobnie jak w słowach piosenki zaczęła się 10. kolejka naszej ligi. Pogłoski o zwolnieniu trenera Moskala demotywująco podziałały na piłkarzy Wisły, którzy zatracili polot zaprezentowany w poprzednim spotkaniu. Najgorzej mecz będzie wspominał Maciej Jankowski, do którego wróciły demony z poprzedniego sezonu, gdy zanotował najbardziej spektakularne pudło roku. W meczu przeciwko Koronie było niewiele lepiej. Jankowski zmarnował piłkę meczową, co w konsekwencji może kosztować trenera Moskala posadę.
Śląsk zaprosił Piasta do tańca

A że Piast się w tańcu nie… zatraca, z zaproszenia nie skorzystał, tylko przyjechał jak po swoje. Mecz okazał się szczególny dla Patrika Mraza. Wyrzucony ze Śląska w atmosferze skandalu Słowak dwiema asystami pogrążył swoją byłą drużynę. Włodarze wrocławskiego klubu pewnie żałują, że niespełna trzy lata temu ten jeden jedyny raz nie przymknęli oka na alkoholowy występek lewego obrońcy. Skoro oka nie przymknęli, Mraz postanowił im je podbić. Pomogli mu w tym dwaj defensorzy, Hebert i Uros Korun, którzy postanowili w tym meczu wyręczyć swoich napastników.
Znowu nowa zmiotka
Objęcie Podbeskidzia było dla trenera Podolińskiego dużym wyzwaniem. Pierwszy mecz pokazał, że łatwo nie będzie, ale że da się coś z tej drużyny ułożyć. Okazało się, że lepiej było już w Łęcznej. Co prawda bielszczanom towarzyszyło sporo szczęścia, bo gospodarze dwa razy obili słupek bramki Zubasa, a potem obejrzeli dwie czerwone kartki, co przesądziło o losach tego spotkania. Widać już pewną zmianę w grze PBB, ale o efekcie miotły jeszcze mówić nie możemy. No, chyba że miotełki. Albo nawet zmiotki.
Przed zimą obudził się niedźwiedź













