33. kolejkę ekstraklasy zakończyły „małe derby Małopolski” pomiędzy Wisłą Kraków i Termalicą Bruk-Betem Nieciecza. Dość przeciętne przez dłuższy czas spotkanie zakończyły niebywałe emocje i… bramka Sebastiana Nowaka, bramkarza drużyny gości.

Zanim rozbrzmiał pierwszy gwizdek, największym zaskoczeniem było ustawienie drużyny gości. Trener Piotr Mandrysz zdecydował się na grę trójką nominalnych stoperów, wspomaganych przez bocznych obrońców – Patryka Fryca i Sebastiana Ziajkę. Jeśli zaś chodzi o profil całej drużyny, zaledwie trzech piłkarzy to naturalnie ofensywni zawodnicy. Dariusz Wdowczyk nie silił się na większe zaskoczenia, „Biała Gwiazda” wyszła w takim ustawieniu, do jakiego przyzwyczaiła nas w ostatnich meczach.
Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem wyrównanej gry i ciągłych roszad w ustawieniu gościu, którzy, klasycznie dla siebie, próbowali grać kombinacyjnie, brakowało jednak jakości w rozegraniu. Katastrofalnie grał Stefan Nikolić. Jedynym poważnym atutem Czarnogórca okazało się nazwisko, słaba technika i brak szybkości dawały o sobie znać. Na skrzydle niespecjalnie prezentował się Vladislavs Gutkovskis, który kiepsko czuł się na nieswojej pozycji (Łotysz to typowa „dziewiątka”).
Wisła na mecz wyszła zbyt rozluźniona, jakby w głowach piłkarzy było przeświadczenie, że nic złego nie może się im przytrafić. Najlepszą okazję zmarnował Rafał Boguski, który nie trafił do pustej bramki z odległości kilku metrów.
W drugiej połowie działo się nieco więcej, a na prowadzenie po rzucie karnym wyszli gospodarze. Chwilę później szkoleniowiec Termaliki zdecydował się na ściągnięcie Nikolicia i wprowadzenie Wojciecha Kędziory. Po niedługim czasie napastnik odwdzięczył się piękną bramką.











