Drużyny, które w poprzedniej edycji PNA spotkały się w finale rozgrywek, teraz rywalizowały ze sobą dopiero w ćwierćfinale. Któryś z faworytów musiał odpaść we wczesnym etapie fazy pucharowej. Trafiło na Egipt.
Przed meczem faworyta upatrywano w drużynie Egiptu, która jako jedyna uzbierała komplet oczek w fazie grupowej. Zawodnicy z kraju nad Nilem uporali się z Nigerią (3:1), Mozambikiem (1:0) i Beninem (2:0). Dużo więcej problemów z awansem mieli Kameruńczycy, którzy do końca nie byli pewni promocji do kolejnej rundy. W fatalnym stylu zainaugurowali rozgrywki, przegrywając z Gabonem (0:1), potem szczęśliwie pozbawili punktów Zambię (3:2), a na zakończenie zmagań w grupach zremisowali z Tunezją (2:2). Rzucała się w oczy nieporadność w szeregach obronnych „Nieposkromionych Lwów” w opozycji do świetnej dyspozycji Egiptu – gracze z północy Afryki imponowali zgraniem i skutecznością.

Podopieczni Paula Le Guena od pierwszych minut spotkania chcieli udowodnić, że poprzednie mecze puścili w niepamięć i od fazy play-off rozpoczną nowy rozdział swoich występów podczas PNA. Kameruńczycy starali się nie schodzić z połowy Egipcjan, a główną bronią „Nieposkromionych Lwów” były rzuty rożne. Acille Emana wrzucał piłkę z narożnika boiska kilkakrotnie i w końcu dopiął swego. W 26. minucie nadał jej takiej rotacji, że poleciała w krótki róg bramki. Przy interwencji pomylił się najbardziej doświadczony z Egipcjan, Ahmed Hassan, i to on wyprowadził Kamerun na prowadzenie po samobójczym golu. Piłkarz, który w reprezentacji Egiptu wystąpił po raz 170., zrehabilitował się jednak bardzo szybko. Po jego strzale z ponad 30 metrów piłka wylądowała w siatce, a na tablicy świetlnej ponownie widniał rezultat remisowy.
Grę po przerwie z większym animuszem rozpoczęli „Faraonowie”. Chrapkę na pierwszego gola w turnieju miał atakujący Borussii Dortmund, Mohamed Zidan, ale zmarnował dwie doskonałe okazję do wzbogacenia swojego bramkowego dorobku. Na sytuację szybko zareagował trener Egipcjan, Hassan Shehata, który zdjął nieskutecznego napastnika. Po nieco gorszym okresie gry, w drugiej połowie przebudzili się Kameruńczycy. W przeciągu paru minut mogli obnażyć wszelkie błędy w obronie Egiptu. Najpierw sporo miejsca do oddania strzału miał Eyong – uderzył jednak bardzo niecelnie – a potem prawdziwą bombą z 20 metrów popisał się Emana, jednak futbolówka leciała zbyt blisko golkipera „Faraonów”, by go zaskoczyć. Im bliżej końca meczu, tym obie drużyny utwierdzały kibiców w przekonaniu, że czekają na dogrywkę. Niespodziewanie jednak w 89. minucie piłkę meczową mieli gracze Shehata. Po bardzo dobrym dośrodkowaniu Hassanna i niezłym uderzeniu Motaeby piłka trafiła w boczną siatkę. Powtórzyła się zatem sytuacja z wczoraj, gdy rezultat meczu Algieria – WKS miała rozstrzygnąć dogrywka.










