Obrońcy tytułu, reprezentacja Egiptu, rozgromiła Algierię, pokonując ją aż 4:0. Do przerwy nie oglądaliśmy wielu klarownych sytuacji, a jedyna bramka padła z rzutu karnego. Dopiero po przerwie „Faraonowie” pokazali swoją zdecydowaną wyższość, wbijając rywalowi kolejne trzy bramki.
W drugim spotkaniu półfinałowym naprzeciwko siebie stanęły dwie reprezentacje, które bardzo pozytywnie zaskakują na turnieju Pucharu Narodów Afryki. Po jednej stronie Algierczycy, którzy wyeliminowali wielkie Wybrzeże Kości Słoniowej, po drugiej zaś Egipcjanie, chcący po raz trzeci z rzędu obronić tytuł najlepszej drużyny na Czarnym Lądzie. Nic zatem dziwnego, że to właśnie podopieczni Hassana Shehaty byli w tym starciu faworytami.
Od pierwszego gwizdka arbitra niespodziewanie do ataków przystąpili Egipcjanie. Większość rozegranych do tej pory spotkań w Angoli „Faraonowie” rozpoczynali niemrawo i dopiero w miarę upływu czasu lepiej radzili sobie na murawie. Składne, szybkie i przemyślane próby ofensywne to było jednak to, co charakteryzowało Egipcjan w inaugurujących fragmentach spotkania półfinałowego. Algierczycy sprawiali natomiast wrażenie przestraszonych, jakby zdawali sobie sprawę z rangi rywalizacji – niestety, to nie wpływało na nich mobilizująco. Na pierwszą okazję do zdobycia bramki podopieczni Rabaha Saadana musieli czekać do 11. minuty, kiedy to płaski strzał z dystansu minął lewy słupek bramki El Hadary’ego.
Dopiero w 25. minucie byliśmy świadkami doskonałej sytuacji do zdobycia bramki. Przed szansą stanęli Egipcjanie, lecz znakomitą interwencją przy strzale zza pola karnego popisał się Faouzi Chaouchi. Fatalna w skutkach dla „Lisów Pustyni” była 38. minuta gry. Za faul w polu karnym drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał Rafik Halliche, a kilkadziesiąt sekund później Hosny Abd Rabbou „jedenastkę” zamienił na gola. Sam strzał również budził kontrowersje. Egzekutor rzutu karnego podczas nabiegu na futbolówkę wyraźnie się zatrzymał, czego przepisy zabraniają. Mimo stanowczych protestów golkipera Algierii, arbiter pozostał nieugięty. Do przerwy rezultat nie uległ już zmianie i bliżsi wielkiego finału byli więc „Faraonowie”. Choć brakowało w tej części gry klarownych okazji, to widzieliśmy jedną bramki. Do siatki z rzutu karnego trafił bowiem Hosny Abd Rabbou.
Kto spóźnił się na premierowe minuty drugiej odsłony, ten nie ma czego żałować. Mecz zrobił się brzydki dla oka, mało było składnych akcji, a niekiedy dochodziło do spięć między zawodnikami obu drużyn. W 65. minucie jeszcze bardziej do finału zbliżyli się Egipcjanie. Mohamed Zidan na szesnastym metrze popularnym „zakosem” oszukał defensora Algierii i pięknym uderzeniem wprost w okienko bramki Chaouchiego podwyższył prowadzenie „Faraonów”. Drugie wykluczenie w postaci czerwonego kartonika z 71. minuty dla „Lisów Pustyni” oznaczała jedno – w finale wystąpi Egipt i nic nie ma prawa odebrać im zwycięstwa. Dziesięć minut później było po wszystkim. Gola na 3:0 zdobył Abdel Shafi, z ostrego kąta pokonując bramkarza Algierii. Rywala dobił Nagy Gedo, ustalając rezultat spotkania na 4:0. Z trzema czerwonymi kartkami na koncie kończyli natomiast ten mecz piłkarze w białych strojach. Wszystkie wykluczenia były jak najbardziej słuszne.










