W meczu 15. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Jagiellonia Białystok zremisowała 1:1 z Ruchem Chorzów. Po spotkaniu chwilę na rozmowę z serwisem iGol.pl znalazł strzelec gola dla zespołu z Podlasia – Euzebiusz Smolarek. Były reprezentant Polski w krótkim wywiadzie przyznał, że jego drużynie w pojedynku z wicemistrzem Polski zabrakło koncentracji.
Mecz z Ruchem zwieńczony golem w Pana wykonaniu. Dla Pana ten mecz był chyba udany?
Gdyby padła jeszcze druga bramka, to na pewno. Szkoda, że znowu musieliśmy gonić wynik. To jest nasz największy problem, że nie potrafimy zdobyć gola, który wyprowadziłby nas na prowadzenie. Gdy wszedłem na boisko, otrzymałem od „Franka” dobre podanie i pomogłem drużynie. To jest dla mnie najważniejsze. Na początku siedziałem na ławce – dziwiłem się, ale taka jest piłka. Dla mnie to nie jest problem, bo wiem, że gdy wejdę, to mam szansę coś pokazać.
Może trener uważa, że rola dżokera lepiej Panu służy?

W przypadku „Franka” trener też tak robi. W poprzednim meczu to właśnie „Franek” siedział na ławce. Gdy wszedł, strzelił bramkę i zanotował asystę. W spotkaniu z Ruchem to ja byłem rezerwowym i gdy wszedłem na plac gry, również zdobyłem gola. Myślę, że to jest troszkę dziwna sytuacja, gdy napastnik wchodzi z ławki i strzela te bramki. Chcieliśmy pierwsi zdobyć gola, bo wówczas to byłby inny mecz w naszym wykonaniu.
Pewien progres w Waszej grze jednak widać. W spotkaniu ze Śląskiem straciliście trzy gole, z Bełchatowem dwa, natomiast z wicemistrzem Polski jednego. Według Pana może to być jakiś powód do optymizmu?
Mam nadzieję, że w następnym meczu będzie zero i to my strzelimy gola, który otworzy wynik spotkania. Gdybyśmy byli troszkę bardziej skoncentrowani, moglibyśmy mecz z Ruchem wygrać. Bramka dla chorzowian padła troszkę przypadkowo w tej 16. minucie. My w tym czasie atakowaliśmy – Kupisz miał sytuację sam na sam z bramkarzem. Jednak zawodnik Ruchu [Igor Lewczuk – przyp. red.] powstrzymał go, za co otrzymał żółtą kartkę.
A propos kartek, jak Pan się odniesie do kary dla Tomasza Bandrowskiego, który otrzymał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę, i przedwcześnie skończył mecz? Czy według Pana z perspektywy boiska zasłużył na tę karę?
Na pewno trzymał zawodnika Ruchu. Chorzowianie mogli wyjść z kontrą w tym momencie. Tomek mógł odpuścić, bo było jeszcze dużo czasu, aby powstrzymać tę akcję. Skoro go przytrzymywał, to chyba ta kartka była zasłużona. W tym aspekcie też nie mamy szczęścia. Często dostajemy żółte czy czerwone kartki. Musimy też z tym coś zrobić i to zmienić. Nie można tak grać, ale to jest też kwestia koncentracji.











