#LoveTwitter! Dziś mija dziesięć lat od pierwszego tweeta w sieci. Hasztagi, 140 znaków i wiadomości – formuła nie zmienia się od lat. Twitter to drugi obok Facebooka internetowy świat, w którym aż buzuje od polityki, religii, nauki i każdej innej dziedziny życia. Gdzieś pośrodku tego wszystkiego jest piłka nożna. Jak serwis społecznościowy z charakterystycznym ptaszkiem w logo zmienił futbolowy świat?
Gdzie najszybciej znaleźć informacje? Zanim włączycie telewizyjny serwis informacyjny, wejdźcie na Twittera. Podstawowa różnica pomiędzy Twitterem a Facebookiem to nastawienie tej pierwszej platformy na czas teraźniejszy: na TT towarem pierwszego sortu jest informacja. Ta z reguły żyje chwilę, zwłaszcza w futbolu, gdzie breaking news to bramka, czerwona kartka bądź fatalny błąd sędziego.
Formuła Twittera, a więc „nadawanie” w czasie teraźniejszym, jest wprost stworzona do dyskusji, a więc również do wymiany poglądów i spostrzeżeń podczas meczów, losowań Ligi Mistrzów czy okienka transferowego. Messi przedryblował trzech rywali i wpakował piłkę do pustej bramki? TT o tym wie. Mundial w RPA kupiony, „Ibra” odchodzi z PSG? TT wie. Piszą o tym eksperci i kibice. Piszą dziennikarze, zanim jeszcze zadzwonią do pracodawców.
Gwiazdy na co dzień
Jedną ze znaczących różnic pomiędzy Facebookiem a Twitterem jest fakt, że na drugiej platformie konta ma o wiele więcej celebrytów niż na tej pierwszej, a że dziś różnica pomiędzy piłkarzem a celebrytą jest ledwo dostrzegalna, również nasi idole konta na TT posiadają i, co więcej, udzielają się na nich.
Przycisk follow na kontach naszych ulubieńców jest wykorzystywany z wielką chęcią i jeszcze większą regularnością. Nikogo nie powinien dziwić fakt, że zawodnikiem najchętniej obserwowanym jest Cristiano Ronaldo – najbardziej medialny sportowiec w historii (do czego oczywiście przyczynia się rozwój internetu w tempie wykładniczym). Jak myślicie, ilu followersów mieliby w swoich czasach Pele i Maradona?














