Zespół prowadzony przez Roberto Manciniego wygrał w niedzielę po raz piąty i, gromadząc 17 punktów, wskoczył na pozycję wicelidera. Blackpool dzielnie stawiało czoła, przeważając podczas długich partii meczu, ale nie wystarczyło to na dobrze ustawiony zespół z Manchesteru.
Początkowe minuty meczu bezsprzecznie należały do podopiecznych Roberto Manciniego. Pierwszy strzał w meczu, po zaledwie kilkudziesięciu sekundach, oddał James Milner. Bez problemów jednak poradził sobie z nim bramkarz Blackpool. Dwie minuty później z ostrego kąta próbował jeszcze Carlos Tevez. Również i jego strzał nie zagroził bramce gości strzeżonej przez Matta Gilksa. W 6. minucie ponownie zaatakowali goście. Tym razem świetnym uderzeniem popisał się Adam Johnson. Przed utratą gola gości uratował dobrze ustawiony bramkarz „Mandarynek”. Na dobrą akcję Blackpool czekaliśmy do 10. minuty. Wtedy doskonale przed polem karnym zagrali Vaughan oraz Grandin. Piłka trafiła pod nogi Varneya, który mocno dośrodkował w pole karne „The Citizens”. Na miejscu był jednak Joe Hart, który z pomocą obrońcy pozbył się piłki z własnego pola karnego.

Po pierwszym kwadransie, w którym przeważali gracze z Manchesteru, gra się wyrównała. Coraz częściej przy piłce byli gracze Iana Hollowaya, ale stwarzanie dogodnych sytuacji strzeleckich nie przychodziło im z łatwością. W 21. minucie gospodarze oddali kolejny strzał na bramkę Harta. Tym razem próbował Adam, ale i on nie zdołał trafić w światło bramki. Kolejną szansę „Mandarynki” wywalczyły sobie w 27. minucie. Strzał jednego z graczy Hollowaya został jednak zablokowany przez Lescotta. Pięć minut później po raz kolejny sprawdzona została obrona drużyny Manciniego. Z lewego skrzydła w pole karne dośrodkował Crainey, a uderzenie głową oddał Dudley Campbell. Piłka minęła bramkę obok słupka. Goście wyraźnie stracili zacięcie, z jakim rozpoczęli spotkanie, a przytomność przy rozgrywaniu piłki i dobre interwencje w obronie gospodarzy przyniosły bezbramkowe rozstrzygnięcie pierwszej połowy meczu na Bloomfield Road.
Druga połowa rozpoczęła się od nieudanej akcji Blackpool. Chwilę później piłka znalazła się już pod polem karnym Gilksa, a Manchester City wywalczył rzut rożny, po którym niecelnie główkował Kompany. Na początku 54. minuty gospodarze stworzyli doskonałą sytuację na zdobycie gola. Najpierw długie podanie uruchomiło nadbiegającego Varneya, który wyłożył piłkę Campbellowi. Przed napastnikiem został już tylko Joe Hart, ale Campbell nie zdołał trafić w bramkę. Powinno być 1:0. Gracze Manciniego wyraźnie zwolnili, a minutę później kolejne ostrzeżenie dla defensywy „The Citizens” wysłał Taylor-Fletcher. Gracz „Mandarynek” umieścił piłkę w bramce gości, ale bramka nie została uznana, ponieważ sędzia liniowy dopatrzył się spalonego. Powtórka pokazała, że się mylił.












