Za nami już pierwsza kolejka spotkań fazy grupowej mistrzostw świata w Brazylii. Po czterech latach oczekiwań w końcu mogliśmy się doczekać emocji. I nie możemy narzekać! Kapitalne mecze, ciekawe sytuacje i charakterystyczne momenty powodują, że już po pierwszych meczach mamy o czym pamiętać. Co więc najbardziej zapadło nam w pamięć?
Świetna atmosfera
Oglądając każdy mecz, trudno usłyszeć komentatorów (choć to może i dobrze), bo kibice dają czadu na trybunach. Ciągle słychać też o strefach kibica, o atmosferze w miastach, a także całym Kraju Kawy. Jednak fale protestów nie okazały się na tyle mocne, aby zniweczyć to wielkie święto.
MEGAwysoki poziom sportowy
Kibice robią swoje, ale są też zdecydowanie rozpieszczani przez piłkarzy. W większości spotkań nie ma praktycznie chwili, żeby odsapnąć. Mnóstwo ciekawych akcji, pokazy umiejętności, piękne bramki, kapitalne parady, walka do ostatniej minuty. Czego chcieć więcej? To nie przypadek, że eksperci twierdzą, że ten mundial stoi na dużo wyższym poziomie niż Liga Mistrzów.
Mnóstwo goli
Pierwsza kolejka przyniosła nam aż 49 trafień w szesnastu meczach. Dla porównania w RPA na tym samym etapie padło ledwie 25 bramek. Jeżeli policzyć średnią, to okazuje się, że w Brazylii oglądamy średnio ponad trzy gole na mecz. Miejmy nadzieję, że piłkarze nadal będą podtrzymywać taką formę strzelecką.
Niespodzianki
Nie są to zbyt świetne mistrzostwa dla miłośników bukmacherki, nie ma bowiem na nich typowych pewniaków. Ale to tylko dodaje smaczku widzom. Kto by się spodziewał, że obrońcy tytułu polegną w rewanżu za zeszły finał aż 1:5 albo że Portugalia zostanie „rozjechana” przez Niemców i polegnie aż 0:4? To jednak nic w porównaniu do klęski Urugwaju, który przegrał 1:3 z Kostaryką.
Dramaturgia
Któż by się spodziewał, że uważana za czarnego konia Belgia będzie się tak męczyła z Algierią i dopiero w końcówce rezerwowi dadzą jej zwycięstwo? Już pierwszy gol w turnieju był samobójczy, i to strzelony przez gospodarzy. Hitem według nas jest jednak i tak postawa Szwajcarii, która strzeliła bramkę dającą zwycięstwo w ostatniej minucie doliczonego czasu gry.
Piękne bramki…
Takie gole jak ten strzelony przez van Persiego, po którym zyskał miano „Latającego Holendra”, można oglądać zawsze. Kapitalne indywidualne rajdy, piękne strzały, akcje zespołowe. Już w pierwszej kolejce mieliśmy praktycznie wszystko. Piękne bramki oglądaliśmy już na początku, jak np. trafienie Oscara czy później Clinta Dempseya już w pierwszej minucie. Kto by to widział w Lidze Mistrzów?










