Dwóch silnych i reszta przeciętna? Poznaliśmy uczestników mundialu 2022 z Afryki


Zakończyły się baraże o mistrzostwa świata w strefie CAF. Nie obyło się bez niespodzianek

30 marca 2022 Dwóch silnych i reszta przeciętna? Poznaliśmy uczestników mundialu 2022 z Afryki
sportzpoint.com

Zakończył się ostatni etap eliminacji do mistrzostw świata w strefie CAF. Na sam koniec dziesięć ekip zagrało o pięć miejsc dających bilet do Kataru. Los sprawił, że niemal każda para była ciekawa, a wszystkie ekipy miały szansę na awans. Ostatecznie Czarny Ląd będą reprezentować Senegalczycy, Ghańczycy, Marokańczycy, Tunezyjczycy i Kameruńczycy. Uczestnicy mistrzostw świata 2022 z Afryki składają się z dwóch silnych drużyn i trzech przeciętniaków.


Udostępnij na Udostępnij na

Już rok po nieudanym dla Afryki mundialu w 2018 roku napisaliśmy artykuł, że przedstawiciele Czarnego Lądu mają coś do udowodnienia. W przerwie między turniejem w Rosji a w Katarze mogliśmy dwukrotnie zobaczyć zmagania w Pucharze Narodów Afryki. Przyniosły one wiele wiary afrykańskim kibicom. Afrykańskie reprezentacje mogą się pokazać z niezłej strony na kolejnym mundialu. Rzeczywistość może być nieco inna. Wydaje się, że tylko dwie drużyny będą mogły postraszyć uczestników z innych kontynentów.

Do ostatniego etapu eliminacji do mistrzostw świata w strefie CAF awansowało dziesięć drużyn. W losowaniu zestawiono dwie bardzo mocne pary, ale przy praktycznie każdej można było znaleźć argumenty za awansem jednej lub drugiej ekipy. Po skończeniu dwumeczów możemy śmiało powiedzieć, że nie obyło się bez małych niespodzianek. Poniżej omawiamy każdego z uczestników mistrzostw świata z Afryki.

Awans przy dużym kryzysie

Pierwszą małą niespodziankę mieliśmy w parze Nigeria – Ghana, w której ci drudzy wywalczyli awans. „Super Orły” zrobiły wrażenie na kibicach podczas PNA 2021, zwłaszcza w fazie grupowej. Wtedy wydawało się, że to najsilniejsza reprezentacja w turnieju. Niestety weryfikacja ich umiejętności przyszła wraz z pierwszym meczem o stawkę. Już w 1/8 finału Nigeryjczycy zostali wyeliminowani przez Tunezję. Spora sensacja, ale przed nimi był jeszcze dwumecz o mundial 2022. I nie zapamiętają go za dobrze.

Po raz kolejny wyszło, że mimo wielu fantastycznych zawodników w składzie trzeba jeszcze z tego skleić drużynę. Nigeria znowu w meczu o większą stawkę okazała się słabsza. Już w pierwszym spotkaniu w Ghanie wyglądała dość blado. W rewanżu po błędzie Francisa Uzoha skończyły się marzenia o wylocie do Kataru. Jeszcze bardziej boli fakt, że „Super Orły” zostały wyeliminowane przez Ghańczyków, którzy od kilku lat mają kłopoty z ustabilizowaniem swojej pozycji w Afryce.

https://twitter.com/InterBoy1908/status/1508952787442454536

Jeszcze dziesięć lat temu Ghana uchodziła za jednego z czołowych przedstawicieli Czarnego Lądu. W ostatnich pięciu latach jej poziom wyraźne spadł, czego najlepszym dowodem był PNA 2021. W nim „Czarne Gwiazdy” odpadły już w fazie grupowej, w której wywalczyły tylko jeden punkt (przegrana z Komorami wyrzuciła ich z turnieju). Przed samym startem imprezy w Kamerunie wielu afrykańskich ekspertów przewidywało, że Ghańczycy nie pokażą nic ciekawego na mistrzostwach Czarnego Lądu. Podobnie było przed dwumeczem o awans na mistrzostwa świata.

Za sukces już uważano bezbramkowy remis w pierwszym meczu z Nigerią. W rewanżu niespodziewanie szybko Ghana objęła prowadzenie za sprawą strzału Thomasa Parteya, jednego z obecnie nielicznych przedstawicieli Ghany na najwyższym piłkarskim poziomie. „Czarne Gwiazdy” po niespełna dziesięciu minutach straciły prowadzenie, ale za to potrafiły utrzymać wynik do samego końca. Mimo oblężenia gospodarze nie potrafili odnaleźć drogi do bramki strzeżonej przez Joe Wollacotta. Pogrążona w kryzysie i przemianie Ghana uzyskała przepustkę do Kataru dzięki zasadzie zdobytych bramek na wyjeździe.

W składzie „Czarnych Gwiazd” jest kilka znanych nazwisk. Dzisiaj jednak bardziej czeka się, aż nowe talenty zaczną błyszczeć na miarę wcześniejszych gwiazd.

Mane znowu lepszy od Salaha

Najciekawiej zapowiadała się para złożona z finalistów Pucharu Narodów Afryki 2021. Senegal znowu mierzył się z Egiptem w jednym z najważniejszych meczów ostatnich lat. Przeciwko sobie ponownie stanęli koledzy z Liverpoolu, Sadio Mane i Mohamed Salah. Któryś z nich musiał obejść się smakiem i najbliższe mistrzostwa świata obejrzy w telewizorze. Ponownie tym pokonanym został lider „Faraonów”. Choć dopiero rzuty karne zdecydowały o tym, kto poleci do Kataru.

Pierwsze spotkanie w Egipcie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy, którzy z zaliczką 1:0 polecieli do Dakaru. Senegal u siebie błyskawicznie odrobił straty, bo już w 3. minucie objął prowadzenie. Potem napór „Lwów Terangi” rósł coraz mocniej, a w bramce Egiptu cuda wyczyniał Mohamed El Shenawy. Kolejny raz „Faraonowie” wytrzymali do rzutów karnych. Presja była odczuwalna z obu stron, bo w pierwszych dwóch seriach „jedenastek”… nikt nie zdobył gola. Dopiero później rozstrzelali się Senegalczycy (Egipcjanie strzelili jednego karnego z czterech prób), a Sadio Mane przypieczętował awans.

Po meczu dużo mówiło się o sytuacji widocznej na tweecie powyżej. Kibice Senegalu mocno utrudniali grę Egipcjanom, a potem konkurs „jedenastek” za pomocą zielonych laserów. Nie była to uczciwa zagrywka, ale trzeba przyznać, że los bywa przewrotny. Na Czarnym Lądzie z tego sposobu rozpraszania przeciwników słyną fani… Egiptu. Pewnie niektórzy mieszkańcy Afryki mogli się ucieszyć, że w końcu zemściło się to na nich. CAF raczej nie będzie rozpatrywać żadnego odwołania – może poza jakimiś karami finansowymi lub ograniczeniem liczby kibiców na meczach domowych Senegalu – bo takich sytuacji jest tam bardzo dużo.

Egipt w ostatnim czasie był drużyną opartą na geniuszu Mohameda Salaha. Selekcjoner Carlos Queiroz bardziej dbał o zabezpieczenie tyłów i liczył na ewentualny zryw lidera. Wypaliło to dość szczęśliwie na PNA 2021, ale już w barażu o mundial 2022 nie wypaliło. Do historii przechodzi za to Aliou Cisse, który ma bardzo dobry rok. Najpierw pierwszy raz w historii zdobył mistrzostwo Afryki, a potem jako pierwszy selekcjoner doprowadził „Lwy Terangi” do drugich z rzędu mistrzostw świata.

Największa nadzieja Afryki zgasła

Od momentu wygrania PNA 2019 Algieria uchodziła za najlepszą drużynę na Czarnym Lądzie. Od tego triumfu „Lisy Pustyni” szły z serią meczów bez porażki. Wydawało się, że to wreszcie może być drużyna z Afryki, która będzie mogła osiągnąć bardzo dobry wynik na mistrzostwach świata. Ale zanim turniej w Katarze, to najpierw mieli potwierdzić swoją dominację w PNA. Już tutaj zdarzyła się bardzo duża wpadka. Algierczycy zdobyli zaledwie jeden punkt w fazie grupowej (po remisie z Sierra Leone) i przedwcześnie pożegnali się z mistrzostwami.

Mecz barażowy z Kamerunem miał udowodnić, że PNA 2021 był tylko drobną wpadką, a Algieria dalej będzie kroczyć po marzenia. „Nieposkromione Lwy” miały za sobą dość przyzwoity turniej na własnej ziemi, ale w nim trafiały na dość łatwych przeciwników. Aż do półfinału, w którym uległy Egiptowi. Dlatego mało kto obstawiał zwycięstwo Kameruńczyków w pojedynku z tak mocnym – jak się wydawało – rywalem. W pierwszym spotkaniu w Kamerunie to właśnie Algierczycy odnieśli zwycięstwo 1:0. Wydawało się, że rewanż jest formalnością.

Niespodziewanie to Kameruńczycy objęli prowadzenie w meczu wyjazdowym. Mimo dużego naporu „Lisów Pustyni” wytrzymali przez 90 minut bez straty gola, a to oznaczało dogrywkę. W niej wreszcie swego dopięła Algieria, która w 118. minucie doprowadziła do remisu. Rezultat 1:1 promował awansem gospodarzy. W 124. minucie, w ostatniej akcji meczu stało się coś nieprawdopodobnego. Karl Toko Ekambi zdobył bramkę, która dała wygraną „Nieposkromionym Lwom” i przepustkę na mistrzostwa świata. Wielka niespodzianka stała się faktem. Po meczu dużo jeszcze będzie się mówiło o pracy sędziego, który zdaniem algierskich kibiców wypaczył wynik spotkania.

Porażka Algierii i brak awansu oznacza początek przemian. Wydawało się, że narodziło się wielkie pokolenie algierskiej piłki, które będzie godnie reprezentować Afrykę na mundialu. Niestety na to jeszcze trzeba będzie poczekać. Za to zaczyna się odradzać Kamerun, który kolejny raz udowadnia swoją siłę. „Nieposkromione Lwy” teraz staną przed trudnym zadaniem wytrzymania presji w Katarze. Czy kolejne mistrzostwa świata z ich udziałem skończą się klapą?

Maroko dalej mocne

Podczas PNA 2021 jedną z mocniejszych drużyn było Maroko. Trudno było się przyczepić do gry Marokańczyków, którzy z meczu na mecz rośli na imprezie o mistrzostwo Czarnego Lądu. Zatrzymał ich dopiero błysk geniuszu Mohameda Salaha w ćwierćfinale. Do barażów o mundial 2022 przystępowali w roli faworytów, bo ich przeciwnikiem była Demokratyczna Republika Konga. „Leopardy” od paru lat mają problemy wewnętrzne. Od 2017 roku brakuje im nawet najdrobniejszego sukcesu na kontynencie. Patrząc na skład, znajdują się tam znani zawodnicy. Brakuje tylko odpowiedniego zgrania zespołu.

DRK jedyne nadzieje na awans mogło opierać na wygraniu meczu na swoim gruncie. Prawie udało się tego dokonać, bo w pierwszym spotkaniu długo prowadzili 1:0. Dopiero na kwadrans przed końcem „Lwy Atlasu” doprowadziły do remisu. To sprawiło, że „Leopardy” musiały zagrać jeszcze uważniej w rewanżu. Niestety dla nich, Marokańczycy szybko zaczęli zdobywać bramki i dość łatwo wywalczyli sobie bilety do Kataru. Nawet piękny gol dla gości autorstwa Bena Malango nie mógł poprawić nastrojów kibiców. Przed Kongijczykami jeszcze kolejny rok ciężkiej pracy, aby znowu móc powalczyć z najlepszymi na kontynencie.

Maroko utrzymało dobrą dyspozycję z czasu gry na PNA 2021. Vahid Halilhodzić stworzył naprawdę ciekawy zespół, który cały czas się rozwija. Być może kolejny sezon będzie kluczowy dla tej reprezentacji. Drzemie w nich duży potencjał, a jego fragment widzieliśmy już na mistrzostwach świata w 2018 roku. Wtedy Marokańczycy potrafili stawić opór Hiszpanii czy Portugalii. Brakło im troszkę umiejętności i szczęścia do sprawienia niespodzianki. Może właśnie teraz w Katarze uda im się przebić swój ostatni rezultat.

Nieobliczalna Tunezja z awansem

Ostatnia para była dość ciekawa. Los skrzyżował ze sobą Tunezję oraz Mali, a obie ekipy po losowaniu były na pewno zadowolone. Nie było łatwo wskazać faworyta do awansu, choć szala lekko przechylała się na korzyść bardziej doświadczonych Tunezyjczyków. „Orły Kartaginy” to jeden z najbardziej nieprzewidywalnych zespołów w Afryce. W PNA 2019 zaskoczył wszystkich ekspertów, kończąc imprezę na 4. miejscu. W PNA 2021 już nie grali tak pewnie, a problemy z Covid-19 sprawiły, że mieli problemy nawet z wyjściem z grupy. Choć w 1/8 finału sprawili dużą niespodziankę, wyrzucając z turnieju Nigerię, to sami skończyli udział w mistrzostwach na ćwierćfinale. W nim przegrali z Burkina Faso.

Mali to zespół złożony z młodych talentów. Od kilku lat pojawia się tam wielu uzdolnionych piłkarzy, którzy trafiają do Europy. Na Starym Kontynencie są szlifowani i później starają się swoje umiejętności pokazywać także na szczeblu reprezentacyjnym. Problem w tym, że do tej pory uzdolniona młodzież nie potrafi przekuć swojej gry na jakikolwiek sukces. W PNA 2019 i PNA 2021 kończyli imprezę na 1/8 finału. Zwycięstwo w barażu o mundial mogłoby naznaczyć to nowe pokolenie. Malijczycy nigdy nie zagrali na mistrzostwach świata i wiemy już, że nie zagrają także w 2022 roku.

Mali nie musiało się obawiać Tunezji. Grali już z nimi w PNA 2021 i trochę pechowo zremisowali. Dwumecz Malijczyków z Tunezyjczykami był najsłabszym ze wszystkich. Obie drużyny były nastawione na przejęcie panowania nad środkową strefą boiska i długie rozgrywanie akcji. Przez to mieliśmy niewiele sytuacji bramkowych, a o awansie „Orłów Kartaginy” zdecydował gol samobójczy z pierwszego spotkania. Moussa Sissako pokonał w kuriozalny sposób własnego bramkarza, a chwilę później opuścił boisko z czerwoną kartką. W rewanżu nie działo się zbyt wiele i „Orły” wciąż nie osiągnęły żadnego sukcesu. Nieopierzeni malijscy zawodnicy nadal nie udowodnili swojego potencjału. A czy uda się to kiedykolwiek zmienić?

Tunezja pojedzie na swój drugi z rzędu mundial. Przed czterema laty nie udało im się zbyt wiele ugrać, bo trafili do grupy z Anglią i Belgią. Dodatkowo walczyli z wieloma kontuzjami. Obecnie nie są w wybitnej formie, a prawda jest taka, że jakby trafili na każdego innego rywala z całej barażowej puli, to prawdopodobnie mistrzostwa świata w Katarze oglądaliby w telewizji.

Uczestnicy z Afryki – dwóch mocnych, trzech przeciętnych

Znamy już całą piątkę, która będzie reprezentować Afrykę na mistrzostwach świata w Katarze. Wśród tych zespołów można wymienić dwa, które będą mogły tam pojechać z myślą o sprawieniu jakiejś większej niespodzianki. Mowa tu o Senegalu i Maroku. Tylko te dwa zespoły obecnie mogłyby powalczyć o co najmniej 1/8 finału na mundialu 2022. Aliou Cisse ciągle rozwija senegalskich piłkarzy i zapewne marzy mu się jeszcze poprawienie swojego piłkarskiego osiągnięcia. W 2002 roku w debiucie „Lwów Terangi” na najważniejszym piłkarskim turnieju świata osiągnął ćwierćfinał. Żaden zespół z Czarnego Lądu nie przebił tej bariery, a najbliżej tego była Ghana w 2010 roku. Wtedy przegrała po rzutach karnych z Urugwajem.

Maroko to zespół grający na wzór europejski. Już przed czterema laty pokazali, że są zdolni do walki ze światową czołówką. Wtedy zabrakło im trochę szczęścia w losowaniu, bo przy ciut słabszym zestawieniu mogliby zagrać w fazie pucharowej. Vahid Halilhodzić też buduje ciekawy zespół, który jeszcze nie osiągnął swego apogeum. Bośniaka będzie można rozliczyć z najbliższego mundialu 2022 oraz PNA 2023. To powinien być odpowiedni moment na wyciągnięcie pazurów. „Lwy Atlasu” mają predyspozycje do bycia czołową drużyną Czarnego Lądu i pokazania się z lepszej strony w turnieju międzykontynentalnym. Zwłaszcza że tylko raz w swojej historii wyszły z grupy na mistrzostwach świata (w 1986 roku).

Pozostali uczestnicy raczej nie powinni stanowić przeszkód dla ekip z innych kontynentów. Kamerun co prawda sprawił wielką niespodziankę, eliminując Algierię oraz zdobywając brązowy medal PNA 2021, ale jest to drużyna mająca momenty. I przede wszystkim problemy w obronie, które trochę przysłania dobrze broniący Andre Onana. Podczas mistrzostw Afryki mieli dość łatwą ścieżkę do półfinału, a dopiero tam trafiając na mocniejszego rywala, przegrali. Jedyne, co może ich uratować, to dość szczęśliwe losowanie.

To raczej nie powinno być pomocne dla Ghany i Tunezji. Obie te reprezentacje zmagają się z problemami kadrowymi, a mianowicie wymianą pokoleniową. Obie próbują ciągnąć już dojrzali liderzy, którzy mogą zagrać swój ostatni mundial. Na razie trudno wróżyć tym ekipom lepszą przyszłość, bo kolejne pokolenie jeszcze nie zostało dobrze oszlifowane. Na ten moment wydaje nam się, że to mogą być nawet dwie najsłabsze drużyny w całej stawce mistrzostw.

***

Do mistrzostw świata w Katarze zostało jeszcze dziewięć miesięcy. W piłce nożnej jest to szmat czasu i może się jeszcze wiele zmienić. Mimo to już teraz w Afryce można mieć nadzieję na dobry wynik Senegalu i Maroka. Trudno być optymistą w kwestii Kamerunu, Tunezji i Ghany, ale czas może zadziałać na ich korzyść. Kameruńczycy mają ciekawych piłkarzy, ale muszą jeszcze mocniej popracować nad swoją defensywą. Więcej braków mają Tunezyjczycy i Ghańczycy, ale być może ci młodzi, wchodzący do drużyny odpalą właśnie jesienią.

Na pewno Czarny Ląd nie przeżyje, jeżeli drugi raz z rzędu nie będzie miał żadnego przedstawiciela w fazie pucharowej. Takie coś miało miejsce w 2018 roku i był to pierwszy raz od 1982 roku. Wtedy to afrykańskie reprezentacje były tylko egzotycznym dodatkiem do mundiali. W Afryce ludzie kochają piłkę nożną, a jak grają ich kadry narodowe, to nie ma nic ważniejszego w życiu od meczu rodaków. Dla nich brak jakiejkolwiek afrykańskiej ekipy w następnej rundzie będzie wstydem i rozpaczą.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze