Droga, jaką przebyli zawodnicy Błękitnych Stargard Szczeciński, brutalnie przerwaną wczoraj przez Lecha Poznań, nie była pierwszym takim wydarzeniem w historii krajowego pucharu. Raz na jakiś czas piłkarze z niższych poziomów rozgrywkowych lubią zaskoczyć ekstraklasowych rywali i razem z nimi dotrzeć do półfinału PP. Na tym jednak zazwyczaj ich sny o wygraniu rozgrywek się kończą, choć nie zawsze.
O drużynie Krzysztofa Kapuścińskiego i jego podopiecznych ostatnimi czasy było bardzo głośno, a sami zainteresowani doświadczyli na własnej skórze, co to znaczy być gwiazdą. Po wyeliminowaniu Cracovii oraz domowym zwycięstwie nad Lechem w półfinale Pucharu Polski, twarze stargardzian nie schodziły z pierwszych stron gazet, a i oglądając telewizję też można było zobaczyć ich niemal na wszystkich sportowych kanałach. Cały naród zastanawiał się nad tym, jak to możliwe, że półamatorska drużyna, której gracze traktują futbol jako rozrywkę po pracy, mogła upokorzyć dwa ekstraklasowe zespoły. Ostatecznie poznaniacy uniknęli kompromitacji, ale zwycięstwa nad „Pasami” nikt Błękitnym już nie odbierze. Bez problemu można było zauważyć, iż przed wczorajszym meczem większość Polaków kibicowała drugoligowcom, a dlaczego tak się dzieje, nietrudno wytłumaczyć.
Zawsze bowiem ci słabsi wzbudzają u nas większą sympatię niż bogaci i „źli”. Błękitni skradli nasze serca, ponieważ są jednymi z ostatnich prawdziwych romantyków w zepsutym świecie futbolu. Ich wygląd, zachowanie i boiskowa postawa różnią się znacznie od wizerunków zawodników z T-Mobile Ekstraklasy. Stargardzianie pokazali, że nie zawsze drużyna skazywana na pożarcie musi już przed początkiem meczu dać się stłamsić i poddać bez walki. Po kolejnych zwycięstwach drużyny z województwa zachodniopomorskiego dostrzec można było wielką, prawdziwą radość i dumę z solidnie wykonanej pracy. Wszystko to sprawiło, iż życzyliśmy Błękitnymi oraz samym sobie, by to oni zagrali w finale na Stadionie Narodowym z Legią i tam może pokusili się o kolejną sensację. Tak, jak uczyniły to drużyny Czarnych Żagań, Rakowa Częstochowa oraz Lechii Gdańsk, które dawno temu, grając na co dzień w niższych ligach, potrafiły dotrzeć do wielkiego finału Pucharu Polski.
Błękitnym nie udało się powtórzyć tego osiągnięcia, ale i tak awans do półfinału zapewnił im miejsce wśród 12 zespołów potrafiących przed laty zajść równie daleko lub nawet odrobinę dalej. Oprócz wspomnianych wcześniej trzech drużyn, wczorajszym osiągnięciem stargardzian pochwalić się może jeszcze siedem innych (niektóre już nie istnieją). A były to: Calisia Kalisz, Unia Racibórz, Baildon Katowice, PKS Odra Wrocław, GKS Jastrzębie, Chrobry Głogów oraz Pogoń Oleśnica. Każdy z tych zespołów zaliczył wspaniałą przygodę z krajowym pucharem, nie reprezentując najwyższego wówczas poziomu rozgrywkowego. Rakowowi Częstochowa udało się nawet dwukrotnie dotrzeć do półfinału – w sezonie 1966/67 oraz 1971/72.











