Czytając tytuł, ktoś zapewne od razu pomyśli, żeby zwrócić mi uwagę, poprawić mnie, bo przecież nie żaden „DVD”, a AVB czyli Andre Villas Boas jest trenerem Zenitu. Ale to nie pomyłka. Gdy Portugalczyk był trenerem londyńskiej Chelsea, piłkarze „The Blues” nazywali go „DVD”, bo zawsze miał pod ręką pełno płyt DVD z meczowymi analizami, które wciskał piłkarzom i kazał im je oglądać. Nie wiadomo, jak mówią do niego piłkarze Zenitu, ale na pewno warto zmierzyć się z innym wątkiem. Jak wpłynął na drużynę St. Petersburga po pięciu miesiącach kadencji?
Nie ulega wątpliwości, że największe sukcesy portugalski szkoleniowiec święcił jak dotąd w FC Porto. Później jednak zaliczył nieudany, niewiele ponad półroczny epizod na Stamford Bridge. „The Blues” za jego kadencji zawodzili, trener nie potrafił się dogadać z najbardziej doświadczonymi zawodnikami zespołu i w końcu niezbyt duża cierpliwość Romana Abramowicza została wyczerpana, a Portugalczyk zwolniony. Dostał jednak jeszcze jedną szansę na Wyspach. Dał mu ją Daniel Levy – prezes Tottenhamu Hotspur.
Levy Deal
Villas Boas przejął w miarę poukładaną drużynę. W końcu jego poprzednikiem był Harry Redknapp. Jednak mimo to ciągle nie udawało się „Spurs” awansować do Ligi Mistrzów. A właśnie udział w tych rozgrywkach jest od paru lat nadrzędnym celem klubu z White Hart Lane. AVB miał więc doszlifować szczegóły, aby ,,Koguty” działały niczym bezawaryjna maszyna. Dodatkowo miał drużynie nadać europejski styl gry, ładniejszy dla oka, oparty na technice i posiadaniu piłki. Redknapp nie jest mimo wszystko taktykiem pierwszej klasy. A bez dobrego przygotowania taktycznego w Europie nie można daleko zajść.
Młody Portugalczyk osiągał w Londynie naprawdę dobre wyniki do momentu sprzedaży Bale’a do Madrytu. Za pieniądze ze sprzedaży Walijczyka dyrektor sportowy Franco Baldini kupił siedmiu nowych piłkarzy. Ci potrzebowali czasu, aby się zaaklimatyzować w zespole, a AVB potrzebował czasu, aby stworzyć na nowo z drużyny kolektyw. Ale niestety znów natrafił na niecierpliwego prezesa. O ile Abramowicz zrobił słusznie, zwalniając „The Special Two”, o tyle Daniel Levy nieco się pośpieszył. W dodatku działał pod wpływem emocji w chwili dymisjonowania młodego szkoleniowca, gdyż zrobił to raptem parę godzin po domowej porażce z Liverpoolem (0:5). Na White Hart Lane Andre Villas Boas wytrwał więc półtora roku, a podpisany przez niego kontrakt opiewał na o wiele dłuższy okres.
W ocenie jego poczynań w Tottenhamie pada wiele błędnych wyroków. Po pierwsze, to nie on kupował piłkarzy w miejsce Bale’a tylko Franco Baldini. Po drugie, na pewno nic nie broni go przed porażkami z Liverpoolem (0:5) czy Manchesterem City(0:6), ale warto zwrócić uwagę na fakt, iż jest najlepiej punktującym menedżerem Tottenhamu w historii – ze średnią 1,91 punktu na mecz. Jego poprzednik Harry Redknapp miał 1,73 punktu na mecz, a następca, Tim Sherwood – 1,65 punktu na mecz. Wydaje się więc, że decyzja o zwolnieniu Portugalczyka była przedwczesna. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, tylko warto przyjrzeć się dokonaniom AVB na ławce trenerskiej Zenitu St. Petersburg.











