Droga, którą przebył Samuel Eto’o, obfitowała w różnorodne przystanki. Jednym z bardziej znaczących był pobyt w Mediolanie.
Niektórzy zarzucają Eto’o, iż posiadając tak ogromny talent, rozmienia się na drobne, zbyt często zmieniając kluby. A w tych niespecjalnie przebierając. Do tej pory zaliczył występy w afrykańskiej spiekocie, hiszpańskim słońcu, chłodzie angielskiej bryzy i zimnie rosyjskich wiatrów. Piłkarz grał w największych klubach świata, ale i występował w nieco mniej utytułowanych drużynach. Co ciekawe, zawodnik ma niezwykłą smykałkę do interesów, tak kieruje swoją karierą, aby wyjść na swoje. To jak widać, piłkarzowi wychodzi doskonale, podczas występów w Anży Machaczkale sportowiec zarabiał około 20 milionów rocznie. Nie dziwi więc fakt, że apartament, który Eto’o wynajmował w centrum Moskwy, kosztował go 80 tysięcy euro w skali miesiąca. Zaskakujące nie było też kupno Bugatti Veyrona, samochodu, który wśród fanów motoryzacji wywołuje dreszcze emocji na plecach. Sam piłkarz nie ukrywał nigdy roli mamony w swojej karierze.
– W Barcelonie czy Mediolanie grałem dla pieniędzy, by żyć jak biały. Gra dla rodaków daje mi czystą frajdę – miał kiedyś powiedzieć Afrykańczyk.
Szczodre serce Kameruńczyka
Sportowiec, mimo dostatku, nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach. „Fundación Privada Samuel Eto’o” to dziecko piłkarza, z którego jest szczególnie dumny. Organizacja zajmuję się nie tylko rozwojem sportowym dzieci z biednej części afrykańskiego kontynentu, ale także pomaga społecznie, umożliwiając edukację czy pomoc medyczną najbiedniejszym. Gracz doskonale wie, co znaczy ubóstwo, ponieważ dorastał w biedzie kameruńskiej rzeczywistości.
– Rodzina, w której dorastałem, była oparta na wartościach i wierze w siebie. Ojciec zawsze mówił mi: „Broń swojego zdania, jeśli jesteś przekonany, że masz rację, i rób wszystko, by to doprowadziło cię do zamierzonych celów”. Całe życie o to walczyłem. Zostanie piłkarzem, może pewnego dnia najlepszym, było moim marzeniem odkąd pamiętam. Pracowałem na to ciężko i kiedy patrzę wstecz na drogę, którą przebyłem, wiem, że to konsekwentna praca jest kluczem do sukcesów – tak swoje dzieciństwo wspomina piłkarz, który dziś jest ojcem pięciorga dzieci.
– Tu jest moja ziemia. Tu jest moja radość. Tutaj jest moje życie. Jestem częścią tej ziemi. To, jakim jestem piłkarzem, a przede wszystkim człowiekiem, zawdzięczam temu, skąd pochodzę. Swojej ziemi daję całą swoją radość – wypowiadał się o swoim pochodzeniu zawodnik.
Proza życia, czyli piłkarz też człowiek
Żywy symbol Kamerunu, mimo szczytnej działalności, ma także na swoim koncie kilka mniej chwalebnych „dokonań”. Zawodnik nie zawsze potrafił zapanować nad swoimi emocjami na boisku oraz poza nim. Gdy był jeszcze w składzie Anży, zdarzało się, że w trakcie meczu puszczały mu nerwy. Jak podczas spotkania przeciwko Dynamo Moskwa, kiedy po nieudanej akcji wyładował swoją frustrację na piłkarzu drużyny przeciwnej, dusząc rywala. Do podobnego zdarzenia doszło, kiedy napastnik reprezentował barwy Interu Mediolan. Wówczas ofiarą ataku temperamentnego zawodnika stał się Bostjan Cesar.











