Z czego znani są prezesi polskich klubów piłkarskich? Chyba cechą wszystkich, lub zdecydowanej większości, jest ich niecierpliwość względem trenerów zarządzanych przez nich zespołów. Po rozpoczęciu 2015 r. i tak długo powstrzymywali się przed zwolnieniami, ale jak już wystartowali, to grupowo. Po zwolnionym w zeszłym tygodniu Franciszku Smudzie teraz przyszła kolej na Angela Pereza Garcię.
Prezes Piasta Gliwice Adam Sarkowicz przyznał, że powodem rozwiązania kontraktu z hiszpańskim szkoleniowcem była niezadowalająca go dyspozycja drużyny i słabe wyniki w rundzie wiosennej T-Mobile Ekstraklasy. Na pewno trzeba zgodzić się z tym, iż „Piastunki” nie zachwycają ostatnimi czasy, a skromne dwa punkty w pięciu meczach tego roku to dorobek dość mizerny, ale czy pan Sarkowicz nie pospieszył się ze swoją decyzją? Niedawne porażki w meczach przeciwko Ruchowi Chorzów, Zawiszy Bydgoszcz oraz Cracovii Kraków sprawiły, iż Piast, zajmujący przed przerwą zimową 10. miejsce, pozostaje nadal w tym samym położeniu, ale drużyny z dołu tabeli niebezpiecznie się do niego zbliżyły. Ruch Chorzów, który okupuje obecnie 15. pozycję, traci do gliwiczan już tylko trzy punkty. Czy zatem zmiana trenera w tak ważnym i zarazem trudnym momencie okaże się dla klubu korzystna?
Zakochany w Realu
Wyżej postawione pytanie jest jak najbardziej zasadne, gdyż tzw. efekt nowej miotły niesie zawsze za sobą to samo ryzyko – albo drużyna nabierze chęci do gry pod batutą kolejnego trenera i ruszy z kopyta, albo zacznie grać jeszcze gorzej. Wiadomo, iż zmiana szkoleniowca nie może odbyć się łatwo i przyjemnie, gdyż drużyna potrzebuje trochę czasu, by zrozumieć koncepcję swego nowego przełożonego. Do zakończenia fazy zasadniczej sezonu 2014/2015 pozostało raptem sześć kolejek i trudno oczekiwać od następcy Garcii, ktokolwiek by to był, cudów. Podobno władze Piasta liczyły, iż wakat po Hiszpanie przejmie, zwolniony całkiem niedawno z występującej w Segunda Division Osasuny Pampeluna, Jan Urban, któremu iberyjskie klimaty także nie są obce, ale ten podobno odrzucił ofertę gliwiczan. Były opiekun m.in Legii Warszawa reprezentował niegdyś trzy hiszpańskiego drużyny, ale żadna nie może się równać z macierzystym zespołem Angela Pereza Garcii, czyli Realem Madryt, 10-krotnym triumfatorem prestiżowej Ligi Mistrzów i 32-krotnym mistrzem Hiszpanii.
To właśnie w barwach „Los Blancos” swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał zwolniony kilka dni temu Garcia. Miało to miejsce w roku 1978, kiedy dołączył do rezerw Realu. Wybór młodego wówczas chłopca mógł być tylko jeden, gdyż jest rodowitym madrytczykiem. Na świat przyszedł 16 października 1957 r. i bardzo szybko uświadomił sobie, że jego przeznaczeniem jest futbol. W latach 60. ubiegłego stulecia, a zarazem wczesnym okresie dzieciństwa naszego bohatera, Real całkowicie zdominował krajowe podwórko, aż osiem razy wygrywając hiszpańską ekstraklasę. Może „Królewscy” nie dominowali już tak bardzo w europejskich rozgrywkach, jak to miało miejsce dekadę wcześniej, ale w Hiszpanii dalej rozdawali karty. Perez Garcia, jak wielu innych utalentowanych chłopców, marzył, by dostać się do kadry swego ukochanego zespołu i, po kilku latach spędzonych w kadrze B, sezon 1979/1980 rozpoczął jako członek pierwszej drużyny. Co ciekawe, razem z nim do dorosłej kadry Realu zostało włączonych kilku innych, bardzo podobnie nazywających się zawodników: Angel (środkowy pomocnik, którego pełne nazwisko brzmi: Angel de los Santos Cano), Miguel Angel Portugal (lewy pomocnik), Antonio Garcia Navajas (prawy obrońca) oraz Rafael Garcia Cortes (lewy obrońca).










