Piłkarze Polonii Warszawa, mimo tego, że do przerwy przegrywali z Ruchem Chorzów 0:1, potrafili się podnieść w drugiej połowie i zdobyć trzy gole. Mecz zakończył się wynikiem 3:1, a dwie bramki dla warszawiaków zdobył były piłkarz „Niebieskich”, Artur Sobiech.
Przed tym meczem podopieczni Waldemara Fornalika plasowali się jedną pozycję niżej od piłkarzy Pawła Janasa. „Niebiescy” z dorobkiem 16 punktów okupowali dziesiąte miejsce, zaś „Czarne Koszule” dziewiąte.

Pierwsze dwadzieścia minut tego pojedynku toczyło się bardzo spokojnym tempem i trudno było znaleźć jakąś dogodną okazję. Gra miała miejsce przeważnie w środku pola, a bramkarze obu ekip musieli rozgrzewać się sami, aby być gotowym na pierwszą interwencję w meczu.
Właśnie w 20. minucie, Perdijicia zaskoczyć chciał Bruno, lecz minimalnie chybił. Sto osiemdziesiąt sekund później, ku zaskoczeniu wielu kibiców przybyłych na stadion przy ulicy Konwiktorskiej w Warszawie, Ruch objął prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Gabora Straki, najlepiej w polu karnym zachował się Maciej Jankowski. Młody napastnik chorzowian zmienił lot piłki i posłał ją do bramki, obok bezsilnego Michała Gliwy. Był to trzeci gol w sezonie 20-letniego piłkarza.
Do drugiego kwadransa piłkarze z Górnego Śląska chcieli pójść za ciosem i starali się pokonać golkipera Polonii. Najpierw Zając kopnął prosto w byłego zawodnika Cracovii i Groclinu, a potem Straka uderzył obok słupka.
Zawodnicy z Warszawy otrząsnęli się już pod koniec tej części. Najpierw bardzo dobrą piłkę od Andreu otrzymał Smolarek, lecz Perdijić był na miejscy. Następnie szczęścia próbował niewidoczny w tej pierwszej połowie Mierzejewski, ale bramkarz Ruchu znowu okazał się lepszy.
Później jeszcze starał się coś zmienić Trałka po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale przestrzelił. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, tak więc Polonia Warszawa przegrywała na własnym obiekcie z Ruchem Chorzów 0:1.

Drugą odsłonę meczu od mocnego uderzenia rozpoczęli piłkarze Pawła Janasa. W 55. minucie meczu z rzutu rożnego dośrodkowywał Adrian Mierzejewski. Piłka spadła pod nogi Artura Sobiecha i ten z najbliższej odległości strzelił gola drużynie, w której barwach grał jeszcze w poprzednim sezonie.











