Wisła Kraków po porażce w pierwszym meczu liczyła na korzystny wynik. Jednak wystarczyło 35 minut, aby Azerowie pokazali wicemistrzom Polski, gdzie ich miejsce. Trzy bramki w pierwszej połowie położyły wiślaków na kolana. W drugiej połowie krakowianie strzelili dwie bramki, jednak ostatecznie przygoda pucharowa zakończyła się na zespole z Azerbejdżanu, który jeszcze niedawno był uważany za futbolowych kelnerów.
Wisła przed spotkaniem zapowiadała walkę o awans, ale ambicji wystarczyło zaledwie na 30 minut. Chociaż już od początku spotkania zespół z Agdamu zdecydowanie przeważał, to jednak jakimś cudem golkiperowi „Białej Gwiazdy” udało się utrzymać czyste konto.

Już w 23. minucie Azerowie mogli zdobyć prowadzenie. Mocny strzał z dystansu odbił przed siebie Jovanić, rywale próbowali jeszcze dobijać, lecz obrońcy Wisły skutecznie blokowali uderzenia piłkarzy Qarabagu. Kilka minut później znów zagotowało się pod bramką Wisły, lecz tym razem Jovanicia uratował słupek. W 28. minucie już żaden cud nie uratował „Białej Gwiazdy”. Dośrodkowanie w pole karne ze stoickim spokojem wykorzystał Izmaiłow, pokonując strzałem głową golkipera wicemistrzów Polski.
Wydawało się, że Wisła szybko ruszy do odrabiania strat, ale okazało się, że ten gol wyraźnie podciął skrzydła podopiecznym trenera Henryka Kasperczaka, bo zaledwie pięć minut później było już 2:0. Kolejne dośrodkowanie na pole karne tym razem trafiło na głowę Alijewa i znów strzegący bramki Wisły Jovanić był bez szans. Chwilę później wiślaków dobił Sadygow. Zawodnik Qarabagu znalazł się sam na sam z golkiperem Wisły i nie miał żadnego problemu z umieszczeniem piłki w bramce. Po 35 minutach wiślacy nie tylko zostali pozbawieni szans na awans, ale także zostali obdarci z jakichkolwiek nadziei na korzystny wynik.
Kolejne minuty to nieustanne ataki Azerów. Piłkarze Qarabagu mieli kilka kolejnych szans na podwyższenie wyniku, lecz szczęście dopisywało „Białej Gwieździe”. Zawodnicy Wisły sprawiali wrażenie jakby nie do końca wiedzieli, co się dzieje na boisku i trzeba przyznać, że trzybramkowe prowadzenie Azerów było jak najbardziej zasłużone.
Na drugą połowę wiślacy wyszli z jedną zmianą. Na boisku pojawił się nowy nabytek „Białej Gwiazdy”, Cezary Wilk. Ta zmiana nie dała zupełnie nic, bo już minutę po wznowieniu gry dobrą okazję mieli Azerowie, jednak tym razem zabrakło im skuteczności. Jednak chwilę później zespół Henryka Kasperczaka wreszcie stworzył sobie dogodną sytuację. Po dośrodkowaniu z prawej strony boiska głową strzelał Boguski, lecz jego uderzenie poszybowało obok bramki i Walijew nawet nie musiał interweniować.












