Kibice zgromadzeni na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej oglądali dziś wspaniałe widowisko. Jednak fani gospodarzy nie będą miło wspominać pojedynku z Ruchem. Legia prowadziła już 2:0, lecz chorzowianie zdołali rozstrzygnąć losy meczu na swoją korzyść. Niekwestionowanym bohaterem tego spotkania był Arkadiusz Piech, który popisał się hat-trickiem.
Mecz pomiędzy Legią i Ruchem poprzedziła minuta ciszy na cześć szóstej rocznicy śmierci papieża Jana Pawła II.

Od pierwszego gwizdka do ofensywy ruszyli legioniści. Już 9. minuta spotkania przyniosła pierwszą bramkę. W roli asystenta wystąpił Kucharczyk, który popisał się dokładnym podaniem do świetnie ustawionego Rybusa, a ten doskonale wywiązał się z roli egzekutora, posyłając piłkę w długi róg bramki Perdijicia. Warto odnotować, że duży udział w tej bramce miał Takesure Chinyama, który wygrał pojedynek główkowy przed polem karnym gości.
Podrażnieni chorzowianie po stracie gola zaczęli grać nieco agresywniej. Piłkarze Legii nie przebierali w środkach, żeby powstrzymać ofensywnie nastawionych rywali. Po chwili sytuacja wróciła do normy i warszawianie znów dyktowali warunki gry. Na skutki nie trzeba było długo czekać, bo w 24. minucie, po akcji Chinyamy, Miroslav Radović wpisał się na listę strzelców. Odpowiedź była błyskawiczna, bo zaledwie minutę później Ruch powinien zdobyć gola, jednak znakomita szansa Jankowskiego zakończyła się udaną interwencją Komorowskiego.

Od tego momentu mecz toczył się w nieco wolniejszym tempie, lecz to akcje legionistów wydawały się groźniejsze. Jednak w piłce nożnej nie zawsze drużyna, która dyktuje warunki, strzela bramkę. Tę tezę potwierdził w ostatniej minucie pierwszej połowy Arkadiusz Piech, który wykorzystał błąd Komorowskiego i w sytuacji jeden na jednego poradził sobie z Marijanem Antoloviciem.
W drugiej połowie to legioniści jako pierwsi stworzyli sobie znakomitą okazję do podwyższenia wyniku. Autor pierwszej bramki, Maciej Rybus, popisał się indywidualną akcją, którą zakończył minimalnie niecelnym strzałem. Później do głosu doszedł Ruch i za sprawą Arkadiusza Piecha fani zespołu z ulicy Łazienkowskiej z niedowierzaniem patrzyli na to, co się dzieje na boisku. Najpierw napastnik Ruchu znakomicie wykończył dośrodkowanie Łukasza Janoszki, pakując piłkę do bramki po strzale głową i przy asyście dysponującego znacznie lepszymi warunkami fizycznymi Kelhara. Kibice gości jeszcze nie przestali świętować bramki wyrównującej, a już mieli kolejne powody do radości. Znów błysnął Piech, który przepchnął w walce o piłkę Kelhara i w pojedynku z Antoloviciem wykazał się wyśmienitym kunsztem snajperskim. W ten sposób napastnik czternastokrotnych mistrzów Polski odwrócił losy spotkania o 180 stopni, doprowadzając warszawskich fanów do rozpaczy.












