Dominik Panek: „Czekam na to aż zapadną wyroki w sprawie Fryzjera – to jest tak jakby moment determinujący” (WYWIAD)


Rozmawiamy z twórcą bloga "Piłkarska Mafia"

15 grudnia 2019 Dominik Panek: „Czekam na to aż zapadną wyroki w sprawie Fryzjera – to jest tak jakby moment determinujący” (WYWIAD)
pixabay

O korupcji w polskiej piłce nożnej wie niemal wszystko. Nie byłoby przesadą, gdybyśmy napisali, że jest on żywą encyklopedią tejże brudnej, ale ciekawej części historii polskiego futbolu. Dominik Panek – dziennikarz, który od wielu lat opisuje na swoim blogu "Piłkarska Mafia" czarną stronę naszej rodzimej piłki zgodził się udzielić nam wywiadu.


Udostępnij na Udostępnij na

Wielu szanujących się kibiców zdaje sobie sprawę z tego, że istnieje tzw. czarna karta w historii naszego futbolu. To wtedy handlowano meczami na potęgę i o uczciwej rywalizacji sportowej nie było mowy. Dopiero 1 lipca 2003 roku weszła w życie ustawa o korupcji w sporcie, która kategorycznie zakazywała ustawiania meczów piłkarskich. Wielka afera zaczęła się rok później i do dziś nie została w pełni wyjaśniona.

Z poniższej lektury można dowiedzieć się m.in. co skłoniło dziennikarza do założenia bloga, czy to prawda, że Łukasz Piszczek również brał udział w owym niechlubnym procederze kupowania meczów, a także o nadchodzącym wyroku w sprawie Ryszarda F. pseud. Fryzjer… W skrócie jest co czytać!

***

Jak się z Panem pierwszy raz skontaktowałem, powiedział Pan, że dobrym pretekstem do wywiadu będzie zbliżający się wyrok Ryszarda F. pseud. Fryzjer. Tak więc od niego zaczniemy. Czy można powiedzieć, że był on kimś w rodzaju „mafiozo”?

Na pewno w chwili obecnej nie wolno użyć takiego sformułowania, bo tak naprawdę nie wiemy, jaki zapadnie wyrok w poniedziałek. Może to być zarówno wyrok skazujący, jak i uniewinniający. Zresztą pojęcie to nie istnieje w kodeksie karnym, a ja również nie używam takich sformułowań.

A co może Pan o nim powiedzieć?

Na pewno można powiedzieć, że Ryszard F. jest oskarżony o zorganizowanie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Każdy może sobie samemu zinterpretować co to tak naprawdę oznacza. 

Jakiego wyroku w tej sprawie się Pan spodziewa?

Nie wiem. Trudno jest mi powiedzieć. W związku z poprzednimi wyrokami skazującymi dotyczącymi pana Ryszarda F. można by gdybać, że będzie to wyrok skazujący. Ale naprawdę mówimy o tak poważnych zarzutach, że trudno byłoby gdybać co do tego, zwłaszcza, że w grę wchodzi kara bezwzględnego pozbawienia więzienia, jeżeli rzeczywiście sąd uzna, że te zarzuty znalazły potwierdzenie w dowodach. Oczywiście tych zarzutów postawionych on ma bardzo dużo i sąd może uznać, że jest winny poszczególnych zarzutów dotyczących ustawiania meczów, a na przykład, że nie jest winny zorganizowania i kierowania grupą przestępczą. 

Wyrok może być różny?

Nie lubię gdybać, gdyż jestem dziennikarzem śledczym, a poza tym jest to dość niebezpieczne pod względem procesowym. Strona oskarżona mogłaby się poczuć znieważona takim gdybaniem na temat nieprawdziwych zarzutów. Wolałbym tego unikać. 

Miał Pan styczność z Ryszardem F.?

Tak. Miałem okazję się z nim spotykać na jego pierwszym procesie dotyczącym ustawiania meczów przez Arkę Gdynia. Ryszard F. był tam jednym z oskarżonych o pomoc w ustawianiu tych meczów. Poza tym widywaliśmy się na innych rozprawach, aczkolwiek nie jesteśmy znajomymi, nie znamy się prywatnie, więc nie były to jakieś spotkania towarzyskie. (Śmiech)

Domyślam się… (Śmiech)

Ja raczej byłem świadkiem jego rozmów z innymi dziennikarzami. Na moim blogu można znaleźć taki artykuł, w którym rozmawia on, a w zasadzie krzyczy i obraża Antka Bugajskiego z „Przeglądu Sportowego”. Ale wracając do pytania. Tak naprawdę pierwszy raz „Fryzjera” miałem okazję osobiście spotkać podczas gdy został zatrzymany i doprowadzany do aresztu w związku z wnioskiem o tymczasowym aresztowaniu przez wrocławski sąd.

Wspomniał Pan o dziennikarzach. Zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że gdyby nie dziennikarze, to nigdy ów proceder (korupcja w polskiej piłce nożnej) nie wyszedłby na światło dzienne?

Są dziennikarze i są pracownicy mediów. Dziennikarze, którzy to opisali i pomogli w wykryciu pierwszego wątku dotyczącego ustawiania meczów, czyli wątku związanego z Polarem Wrocław, który miał wówczas sprzedać mecz Zagłębiu Lubin, opisała „Gazeta Wyborcza”. I w związku z artykułem, w którym to opisano ów proceder, tamtejsza prokuratura rejonowa wszczęła pierwsze w Polsce śledztwo dot. korupcji w sporcie. Było to zaraz po tym jak owe przepisy weszły w życie, czyli 1 lipca 2003 roku, a śledztwo zostało wszczęte rok później. Natomiast ten główny wątek, który zakończył się sukcesem… Trzeba pamiętać o tym, że dziennikarze w zasadzie nie mieli nic wspólnego z wykryciem tej sprawy. Ta sprawa trafiła do wrocławskiej policji dopiero po tym jak zgłosił się do komendy wojewódzkiej we Wrocławiu Piotr D. – ówczesny prezes GKS-u Katowice, który postanowił powiedzieć o tej przestępczości, o tym jak wymuszano od niego łapówki… 

Wziął udział w prowokacji policyjnej?

Można tak powiedzieć. Zgodził się on wziąć udział w operacji specjalnej wrocławskiej policji, która polegała na wręczeniu łapówki. To była ta słynna sprawa z przekazaniem pieniędzy Antoniemu F. pseud. Laguna, łącznie to było 100 tys. złotych za ustawienie dwóch meczów.

Zmieniając nieco temat. Mogło być tak, że piłkarze w ogóle nie wiedzieli nic o korupcji?

Tak ogólnie?

Ogólnie…

Nie. Dlatego, że w wielu wątkach pojawiają się nazwiska piłkarzy. Wielu piłkarzy zostało oskarżonych i skazanych. Choćby wątki Górnika Polkowice, Zagłębia Lubin czy GKS-u Bełchatów, to wątki, w których pojawiają się nazwiska piłkarzy. Jest ich bardzo dużo. U mnie na blogu można znaleźć listę osób, które zostały oskarżone i skazane, no i oczywiście też uniewinnione. Ludzie, którzy za bardzo nie siedzą w polskiej piłce zapewne nie zorientują się kto jest na tej liście, bo używane tam są inicjały. Jednakże przy każdym punkcie jest podane, kim była dana osoba, czyli czy to był piłkarz, sędzia, działacz, obserwator PZPN… Jest tego masa po prostu. Kiedyś robiłem wyliczenia, statystyki, chciałem zliczyć których funkcji jest najwięcej, ale szczerze mówiąc odechciało mi się. 

Za dużo tego wszystkiego?

Dokładnie. Za dużo tego było. Trudno było ot tak to ogarnąć. 

A wracając do oskarżonych piłkarzy. Co może Pan powiedzieć o Łukaszu Piszczku?

Łukasz P. był jedną z osób, które zostały zamieszane w grupie, która uczestniczyła w tym procederze. Ma na koncie udział w ustawianiu jednego meczu, czyli tego słynnego spotkania Cracovii z Zagłębiem Lubin, w którym w grę wchodził awans do Pucharu UEFA. Dlatego piłkarze Zagłębia postanowili zrzucić się na łapówkę dla zawodników Cracovii i przekazać im 100 tys. złotych za remis, który dawał im upragniony awans. Niektórzy twierdzą, że wpadł w machinę kolegów, którzy to wszystko organizowali i jeśli ktoś przeczyta sobie jego wyjaśnienia, które znajdują się na moim blogu będzie miał okazję sam wyciągnąć z tego wnioski. Nie do końca jest tak, że był tylko pionkiem w tej grze. Także on rozmawiał na ten temat z innym piłkarzem, który brał udział w tym procederze. 

Takim głównym zarzutem do niego było to, że w tamtym momencie wolał trzymać język za zębami?

Nie do końca. Otóż Łukasz P. był jednym z tych piłkarzy Zagłębia Lubin, którzy zgłosili się do prokuratury, aby opowiedzieć o tym zdarzeniu. Zarzut jaki można wobec niego mieć to to, że nie zrobił tego od razu. Powinien był się zgłosić zawczasu i na pewno byłoby to dla niego lepsze. A ogólnie sytuacja ze wspomnianym wcześniej meczem wyglądała tak, że jeden z piłkarzy Zagłębia Lubin został zatrzymany, usłyszał zarzuty, przyznał się do ustawienia meczów swojej drużyny, wyszedł z prokuratury i po pewnym czasie wrócił. Okazało się, że chciał opowiedzieć o jeszcze jednym meczu, o którym to prokuratura nie wiedziała. I on nie poniósł konsekwencji. Nie usłyszał zarzutów w tej sprawie.

A co z innymi piłkarzami?

Inni piłkarze, którzy w tym uczestniczyli, kiedy dowiedzieli się o tym, że wspomniany wcześniej piłkarz o wszystkim opowiedział, namówili się, że też trzeba jechać do prokuratury i o tym opowiedzieć… 

Ostatnio Radosław Majdan powiedział, że za czasów jego gry w Pogoni Szczecin miało się mniejszy szacunek do arbitrów, bo wiedziano, że ci nie sędziują zbyt uczciwie, a jego klub nie miał pieniędzy na kupowanie meczów. 

Prawda jest taka, że Pogoń Szczecin była jednym z ważniejszych klubów, które ustawiały mecze piłkarskie. Jednakże z tego co również wyczytałem na ten temat, pan Radosław nie brał w tym udziału, ponieważ grał on w tym klubie wcześniej. Trzeba też pamiętać, że korupcja w sporcie stała się przestępstwem w dniu 1 lipca 2003 roku. Natomiast wcześniej to nie było przestępstwo. Można sobie było ustawiać mecze, a nikt tego nie kontrolował, przynajmniej jeśli chodzi o policję czy prokuraturę. Powinien się tym interesować PZPN, który powinien interweniować i orzekać kary dyscyplinarne. 

Czyli jest w tym jakieś ziarno prawdy?

Trudno mi to ocenić, bo jak już wspomniałem, wydarzenia, o których mówił pan Radosław miały miejsce 2003 rokiem, więc trudno mi powiedzieć, zweryfikować czy jest to prawdą, czy też nie. Na pewno zdarzenia, którymi zajmowała się prokuratura z udziałem Pogoni Szczecin, to zdarzenia, kiedy ówczesnym prezesem Pogoni był pan Dawid P. – syn jednego z najbogatszych Polaków. 

Mówił Pan o Dawidzie P., to ja zapytam o Dariusza W., czyli Wdowczyka. Czy Pana zdaniem został on namaszczony na tak zwaną „czarną owcę”?

Nie on nie był „czarną owcą”. On był jednym z zatrzymanych, jedną z osób, które usłyszały zarzuty. Jedną z tych osób, które zostały oskarżone i jedną z kilkuset osób, które zostały skazane. Szczerze mówiąc nie wiem skąd się wzięła opinia, chociaż nie, wiem od kogo się to wzięło, że to „czarna owca”, ale w mojej opinii to jest absurdalny zarzut, dlatego, że pan Dariusz po prostu uczestniczył w ustawianiu meczów Korony Kielce. Po prostu uznał, że nie jest w stanie awansować normalnie do – wówczas – pierwszej ligi.

Trzeba było sięgnąć po niezbyt uczciwy sposób?

Zgłosiła się do niego osoba, która zaproponowała ustawianie meczów oraz dojście do obserwatorów oraz sędziów i zgodził się za drugim razem ze swoim asystentem panem Andrzejem W., który dzisiaj jest w kadrze Jerzego Brzęczka. Można powiedzieć, że został on po prostu przymuszony tak jakby sytuacją. Nie był w stanie awansować i się zgodził kupować mecze. Ja po raz kolejny odwołam się do swojego bloga, jak kogoś interesuje, to zapraszam do lektury wyjaśnień Arkadiusza B. – ówczesnego kapitana Korony Kielce, który opowiada m. in. o tym, że Dariusz W. pożyczał młodym piłkarzom, których nie było stać, pieniądze na łapówki. I teraz takie pytanie – czy trener powinen tak robić?

Myślę, że to pytanie retoryczne…

Teraz ktoś mówi, że Dariusz W. został namaszczony na „kozła ofiarnego”, a ja mu odpowiadam „hej, a co z tymi zawodnikami, którym zniszczył karierę? Co z tymi młodymi ludźmi, którzy stracili nadzieję na to, że w sporcie można cokolwiek w sposób uczciwy osiągnąć? Co z panem M. – bramkarzem Korony, którego kariera została zniszczona po tym, jak ten się przyznał i opowiedział o całym tym procederze?” Ktoś się nimi interesuje? Dla mnie pan Dariusz W. jest jedną z osób, które zostały skazane i w niczym nie różni on się od innych skazanych. 

A propos wątku kieleckiego nie rozumiem pewnej rzeczy. Na przykład Widzew i Korona zostały zdegradowane. Natomiast Lech został tylko ukarany. Są równi i równiejsi?

Lecha ukarano?

Z tego co wiem, to Piotra Reissa.

Już wyjaśniam. Trzeba rozróżnić kwestię kar dla klubów i kar indywidualnych. To są dwie różne rzeczy. W pewnym momencie PZPN postanowił, że nie będzie już karał dyscyplinarnie klubów za korupcję i bodajże od 2010 bądź 2011 kluby nie są karane. Choć szczerze mówiąc do końca nie rozumiem dlaczego tak jest. PZPN wydał jakieś tłumaczenie, ale ja tego nie przyjmuję do wiadomości. Nie rozumiem, szczerze mówiąc, uważam, że to jest skandal, ale teraz możemy sobie o tym głośno porozmawiać. Bo z czasów ostatnich kar dla klubów to minęło wiele lat. Jeszcze gwoli wyjaśnienia – Reiss został ukarany dyscyplinarnie, ale karę uchylono, wszczęto nowe postępowanie dyscyplinarne, ale jeszcze się nie zakończyło.

A co z resztą kar indywidualnych?

Co do kar indywidualnych, to one cały czas są orzekane. Początkowo PZPN orzekał kary wobec wszystkich osób, które zostały zatrzymane. Spotkało się to z tym, że po wielu latach ileś tam osób zostało uniewinnionych i PZPN obudził się z ręką w nocniku, bo ukarał on dyscyplinarnie wiele osób, a oni zostali, jak już wspomniałem, ostatecznie uniewinnieni. Chyba nie powinno tak być, prawda? Poza tym PZPN od jakiegoś czasu nie publikuje informacji na ten temat. Starałem się o to walczyć, by były to informacje w jakiś sposób jawne, bo to ważne, by opinia publiczna dowiedziała się czym ktoś zawinił, z jaką to spotyka się karą, a może to jakieś prewencyjne działanie… No, ale niestety to nic nie dało, bo szczerze mówiąc PZPN-u nie interesuje coś co pisze jakiś tam bloger spod Warszawy. Nie mam znajomych w PZPN-ie i nie mogę wpłynąć na ich decyzje… (Śmiech)

Ale za to wiem, że Pański blog jest na tyle rozpoznawalny, że może nawet śledczy z niego korzystają.

Nie wydaje mi się. Wiem, że podejrzani czerpali z niego wiedzę i osoby uczestniczące w wydarzeniach tam opisanych. Słyszałem takie historie, że były kluby, w których piłkarze czy też działacze po przyjściu do pracy, to pierwsze co robili, to odpadali mojego bloga, by sprawdzić kogo zatrzymano i czy może mieć to związek z nimi samymi. Natomiast ja jestem dziennikarzem. Nie informowałem o swojej pracy prokuratury ani żadnych organów śledczych. Jednak na moim blogu wielokrotnie pojawiało się wiele informacji z pierwszej ręki, także mogli oni jakoś sobie tym pomóc. 

Co skłoniło Pana do założenia tego bloga? Pasja dziennikarstwa śledczego? 

Ja zajmowałem się dziennikarstwem śledczym w „Radiu Wrocław” i w związku z tym, kiedy pojawiło się pierwsze śledztwo, ja się o nim dowiedziałem jako pierwszy, a ponieważ znałem się na sprawach karnych, na sporcie, więc ta sprawa naturalną koleją rzeczy trafiła do mnie i później kontynuowałem pracę przy tego typu sprawach. Było tego coraz więcej i już miałem takie poczucie, że w radiu ich więcej nie zmieszczę, bo przecież ile można w nim mówić na ten temat… A pomyślałem, że warto by tę wiedzę zachować i podzielić się nią z innymi, dlatego też postanowiłem założyć bloga. No i tak to się zaczęło. Ciągnę to już od ponad 11 lat. 

Ale sprawą zajmuje się Pan od samego początku.

Tak. Zgadza się. Tym procederem zajmuję się od 2004 roku, czyli niemalże od początku. I co też ważne, ten blog poza takimi suchymi wiadomościami, które można znaleźć też w innych mediach, posiada też unikalne informacje. Zresztą faktem jest, że wielu dziennikarzy czerpie z mojego bloga, o czym świadczy fakt, że wielokrotnie się na mojego bloga powoływali. Najważniejszą rzeczą są tam materiały źródłowe, których nigdzie indziej nie można znaleźć. Są to m.in. wyjaśnienia oskarżonych, zeznania świadków, uzasadnienia sądów i są one całkowicie dostępne. 

Można powiedzieć, że to kawał historii polskiej piłki. 

Oczywiście. Kawał smutnego, ale jednak, kawałka polskiej piłki. Trzeba o tym pamiętać, by uczyć się na błędach. Zresztą mało kto dzisiaj już, przynajmniej z młodych, w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, że takie coś miało miejsce. 

Mogę się w pełni zgodzić. Mój rocznik – 2000. – w większości przypadków, zresztą ja sam również, niezbyt wiele wie na ten temat. Na przykład miałem taką sytuacje, że młodszy kolega, kibic GKS-u Bełchatów nie wiedział, że jego ukochana drużyna brała w tym udział. 

Afera w GKS-ie Bełchatów to w miarę świeża sprawa. A co mają powiedzieć młodzi kibice Arki Gdynia? Ten wątek zakończył się przecież w 2009 roku, to jest całe 10 lat temu. Teraz ten temat wróci a propos wyroku „Fryzjera”, ale tak naprawdę przez wiele lat była o tym cisza. I skąd ci młodzi sympatycy Arki, którzy zaczęli kibicować załóżmy sześć lub pięć lat temu, mają wiedzieć, że ich ulubieniec był skazany za korupcje, a dziś uważany jest za legendę czy też ikonę klubu? 

Nie mają o tym pojęcia.

Mają prawo tego nie wiedzieć, bo to było dawno i mało się o tym mówi. Do nich pretensji nie mam, bo to tylko kibice. Natomiast mam pretensje do dziennikarzy, którzy tego nie wiedzą, bo ich to nie interesuje. A potem robią ekspertów z ludzi, którzy zasłynęli tym, że zostali skazani za korupcję. 

Na przykład Dariusz Wdowczyk?

Z tym że warto tutaj dodać, że był on świetnym piłkarzem. Jego gra robiła na mnie ogromne wrażenie. Mam tyle lat, że dokładnie pamiętam jego mecze jako piłkarza. Jako trenera trudno mi ocenić czy był dobrym trenerem, czy też nie. Jednak w pewnym sensie on się na piłce zna. On coś tam zrobił dla polskiej piłki. Dlatego myślę, że on akurat może się wypowiadać na tematy piłkarskie. Natomiast jeśli bierzesz jakiegoś podrzędnego gracza, który w mojej pamięci zapisał się wyłącznie tym, że został zatrzymany i oskarżony, a potem skazany, a teraz wypowiada się w mediach jako autorytet, to chyba coś jest nie tak. 

Pański blog może być dla wielu „niewygodny”. Czy to dla włodarzy, działaczy klubowych, sędziów itd. Miał Pan z jego powodów jakieś nieprzyjemności? Dostawał Pan jakieś pogróżki?

Nie chciałbym się na ten temat wypowiadać. To nie są sprawy, o których chciałbym publicznie mówić. Nie doszło do realizacji żadnych pogróżek. Jedynie była taka sprawa, która najmocniej dała mi popalić… Było to zawiadomienie do prokuratury na temat mojego bloga. Musiałem się wytłumaczyć skąd czerpię informację, jak to wszystko publikuję. Nie ukrywam, że było to dość stresujące. 

Zmieniając temat na nieco bardziej pozytywny. Lubi Pan film „Piłkarski Poker”?

Szczerze mówiąc lubię, ale…

Ma Pan jakiś sentyment do tego filmu?

No właśnie nie. To nie jest film do którego wracam. Obejrzałem kilka razy, zresztą jeśli jest w telewizji to zwykle włączam, by tam w tle leciał, ale nie jest to coś co wzbudzałoby we mnie jakieś większe emocje. Między innymi ze względu na to, że rzeczywistość pokazana w tym filmie była tylko odrobinę prawdziwa. Tak naprawdę było znacznie gorzej. Tamten okres korupcji w polskiej piłce był znacznie paskudniejszy. Być może moja wiedza trochę zaburza odbiór tego filmu. Jednak byłoby fajnie, gdyby powstała druga część. 

Coś tam niedługo ma powstać. Od jakiegoś czasu coraz głośniej się robi na ten temat. 

Od wielu lat mówi się o powstaniu drugiej części. Natomiast z nieznanych mi przyczyn na razie nic nie powstało. Z drugiej strony nie wiem czy ten film wzbudziłby takie zainteresowanie…

Ja z pewnością poszedłbym do kina. 

Ale to ja również bardzo chętnie bym się udał do kina. I pewnie jeszcze paru innych „wariatów” by poszło, ale czy ten film by na sobie zarobił? Obawiam się, że byłby z tym problem. Jednak byłoby dobrze, gdyby ktoś to udokumentował. A może jakaś książka na ten temat wyjdzie?

A Pan nie ma zamiaru napisać książki?

Zamiar mam. Jednak zamiar to jedno, a realizacja to drugie. Od zamiaru do realizacji to dość długa droga. Czekam na to aż zapadną wyroki w sprawie Fryzjera – to jest tak jakby moment determinujący. Wtedy byśmy dowiedzieli się, czy rzeczywiście gang Fryzjera istniał w polskim futbolu. Czy rzeczywiście zorganizowana grupa przestępcza rządziła tym wszystkim. No i czy ci ludzie faktycznie byli poważnymi przestępcami. Bo jeśli okaże się, że zostaną oni uniewinnieni, to sprawa ta nie miałaby żadnej wartości. 

Trzeba być cierpliwym w tym zawodzie…

Warto poczekać, by napisać wprost tak jak było. By była to prawda. Nie żadne przypuszczenia czy gdybania, które mogłyby kogoś skrzywdzić. I co warte podkreślenia, kilkunastu uniewinnionych w tej sprawie pokazuje, że jednak nie wszyscy byli w to zamieszani, tak jak uważała prokuratura. To daje też do myślenia. 

Z tego co wiem, bloga będzie Pan prowadził do momentu, aż zapadną wszystkie prawomocne wyroki. Podtrzymuje Pan to zdanie?

Zapowiadam to od iluś tam lat. I mam nadzieję, że dożyję tego momentu, bo jednak strasznie odkłada się to w czasie. Dla przykładu na taki proces w sprawie Miedzi Legnica czekam już od ponad bodajże sześciu lat! Ta sprawa w sądzie leży już dobrych kilka lat. Ona się jeszcze nie rozpoczęła, tam oskarżonych jest kilka osób i nie wiem czy wyrok w tej sprawie nie zapadnie przed przedawnieniem się tych zarzutów. Jeśli to będzie trwało tyle co typowa sprawa w sądzie w Polsce, to tego wyroku możemy się spodziewać za kolejne pięć czy sześć lat.    

Jeden z najważniejszych wyroków to ten, który ma zapaść w poniedziałek…

Zgadza się. I jeśli 16 grudnia, czyli w najbliższy poniedziałek zapadną te wyroki, to od zatrzymania do wydania wyroku minie prawie 13 lat. Czy Antoni F. to w ogóle pamięta o co został oskarżony?

Trudno powiedzieć…

Dobrze, że on w ogóle żyje. Przecież kilka osób zmarło w trakcie tego procesu. Na przykład pan Marian D. – bardzo znany działacz na Śląsku, z Katowic. Nie było mu dane dożyć wyroku. Nie da się ukryć, że jest to dość smutne, bo wielu z tych ludzi jest, że tak powiem, zaawansowanych wiekowo, i nawet powiem więcej… Napisał do mnie kiedyś jeden z oskarżonych byłych obserwatorów PZPN, który miał już ponad 70 lat. Zrobiło to na mnie dosyć przerażające wrażenie. Naprawdę wymiar sprawiedliwości w Polsce jest kompletnie bezduszny. Ci ludzie powinni zostać albo skazani, albo uniewinnieni, ale nie może się to ciągnąć w nieskończoność. A tak się niestety dzieje…

Na koniec zostawiłem temat bardzo popularnego dzisiaj zjawiska. Mianowicie zakłady bukmacherskie. Co Pan o nich sądzi?

Ja nie ukrywam, że jestem ich przeciwnikiem. Z jednej strony są to legalne firmy, które działają w zgodzie z polskim prawem, płacą podatki i mają prawo działać. Powinna to być w jakiś sposób zabawa…

Ale bukmacherka może mieć wpływ na wyniki sportowe.

To też. Ale pamiętajmy, że jest to uzależniające. Znam wiele historii ludzi, którzy stracili całe życie przez grę u bukmachera. To zwykły hazard. I tak. Może, a nawet bukmacherka miała wielokrotnie wpływ na wyniki sportowe. Zakłady bukmacherskie mogą być narzędziem do ustawienia meczów.

Pamięta Pan ostatnio taki przypadek z korupcją i bukmacherką w tle?

Zawsze się może zdarzyć tak, że piłkarze czy też działacze angażują w grę u bukmachera swoje rodziny czy też kolegów i robią wszystko, by ci wygrali. Po prostu chcą usiłować na tym zarobić. Wydział Dyscyplinarny PZPN wymierzył kilka kar dotyczących właśnie takich sytuacji, dotyczyło to meczów na niższym szczeblu rozgrywkowym, chyba piąta lub czwarta liga, nie pamiętam dokładnie. Po raz kolejny odwołam się do swojego bloga, tam wszystko można na ten temat znaleźć. 

A najgłośniejsza tego typu sprawa?

Niewątpliwie sprawa pana Huberta S. z Białegostoku, który został na gorącym uczynku przyłapany jak obstawia u lokalnego bukmachera. Bardzo szybko został zawieszony i na dzień dzisiejszy słuch po nim zaginął, choć wówczas był to całkiem znany sędzia ekstraklasy…

Jeśli dobrze kojarzę, tłumaczył się, że obstawiał tenis.

Być może tak było, ale nie da się fizycznie udowodnić co tak naprawdę obstawiał. 

Komentarze
K.D (gość) - 10 miesięcy temu

Bloga Pana Dominika znan od wielu lat, robi świetną robotę, choć zarazem niezwykle przygnębiająco było czytać o sprawach powiązanych ze "swoim" klubem, szczególnie będąc młodym kibicem.. Po czasie człowiek zdaje sobie sprawę, że prawda jest jedyną drogą do normalności. Dobrze, że na iGolu są poruszane również tak trudne tematy.
PS. Hubert S. ponoć ma się całkiem dobrze i pracuje dla PZPN-u, polecam przyjrzeć się tematowi.

Odpowiedz
Oldboy69 (gość) - 9 miesięcy temu

Szanowni Państwo,
Korupcja w polskim futbolu była tak powszechna jak chleb. Tylu ludzi było umoczonych, powiązanych a jeszcze 3 razy więcej wiedziało, widziało i biernie się przyglądało, nie robiąc nic. Korupcja spowszechniała i przez wielu nawet do dzisiaj nie jest postrzegana jako coś złego po prostu 'biznes". Smród się będzie ciągnął przez następne pokolenie. Jeszcze masa "trupów wypadnie z szafy" i jeszcze o wielu "szanowanych" trenerach, piłkarzach, dzialaczach, dzinnikarzach itd. usłyszymy. Szkoda mi młodych piłkarzy
którzy zostali przez "szatnię" zmuszeni do udziału w procederze pod groźbą wykluczenia lub kontuzji. Pewnie mogli się postawić ale bali się. Znam faceta, który był dobrze zapowiadającym się napastnikiem w Olimpii Poznań, jeszcze 2 ligowej ale liderem była i z impetem weszła do 1 ligi( teraz ekstraklasa). Postawił się szatni i na treningowej gierce ostry wślizg i kolano + wiązadła strzeliły. Rok przerwy o już nigdy nie wrócił do formy, koniec kariery, w tym czasie również poziom polskiej medycyny w leczeniu takich kontuzji był daleki od zachodnich. Taki jeden przykład jak się łamało niepokornych, albo umoczony trener skreślał zawodnika albo trenera, który nie chciał się umoczyć wywalało się z roboty. Jeszcze długo "smród będzie się unosił".

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze