Na kilka dni przed rozpoczęciem się październikowego zgrupowania reprezentacji Polski z listy graczy z powodu kontuzji wypadł Karol Linetty. Selekcjoner Jerzy Brzęczek uznał, że będzie potrzebować kogoś w miejsce piłkarza Sampdorii Genua. Awaryjne powołanie otrzymał Dominik Furman, a u nas w kraju zaczęła się przez to mała burza. Kolejny znajomy zawodnik powołany przez polskiego trenera dodał kolejnych argumentów do atakowania. My postanowiliśmy stanąć przeciwko większości i lekko obronić dowodzącego kadrą. Zwyczajne atakowanie za ten ruch tak naprawdę… nie ma większego sensu.Praktycznie każdy selekcjoner na początku swojej kadencji stawia na zawodników, którzy do tej pory stanowili trzon reprezentacji. Do tego najczęściej dodaje paru piłkarzy, których znał z wcześniejszej posady. Tak też na początku postępował Adam Nawałka czy Jerzy Brzęczek. Akurat ten drugi trzymał się długo powołań dla Arkadiusza Recy. Ale akurat on wreszcie zaczął grać w klubie, to może trochę na bok zejdzie to zaczepianie. W przeszłości w kadrze znalazło się miejsce dla Adama Dźwigły czy Damiana Szymańskiego. Tych dwóch zawodników już nie ma na liście, ale pojawił się kolejny osobnik znany polskiemu szkoleniowcowi. Dominik Furman powrócił do reprezentacji Polski po ponad sześcioletniej przerwie.
Dominik Furman piłkarsko się broni
Swoją karierę w ekstraklasie zaczynał w Legii Warszawa. Dominik Furman dość szybko wywalczył sobie miejsce w warszawskiej drużynie i zaledwie po trzech latach gry zdecydował się na transfer zagraniczny. Niestety FC Toulouse nie było ziemią obiecaną dla Polaka. Z resztą nie tylko Francja zweryfikowała poczynania polskiego piłkarza. Wypożyczenie do Hellas Werona też nie było dobrym posunięciem, bo Furman nie potrafił przekonać do siebie trenera. W Serie A zagrał tylko w jednym spotkaniu, a w Ligue 1 w pięciu. Z takim skromnym dorobkiem wrócił do Polski, a konkretnie został zawodnikiem Wisły Płock. W tym klubie występuje do dnia dzisiejszego.












