Kiedy przychodzi właściwy moment dla asystenta menedżera, aby samodzielnie objąć zespół? Pep Guardiola od razu po ukończeniu kursów trenerskich dostał pod swoje skrzydła Barcelonę B, Mourinho natomiast aż dziesięć lat pomagał szkoleniowcom w pięciu różnych klubach. Jak potoczyły się kariery tych dwóch jegomości, wiemy doskonale. Są jednak w świecie futbolu tacy asystenci, którzy tylko na takim stanowisku spełniają się zawodowo – innymi słowy: którym nie poszło na etacie pierwszego trenera.
Wielu fanów Manchesteru United optuje za zatrudnieniem na stanowisku menedżera zespołu Ryana Giggsa. Walijczyk jest dzisiaj asystentem Louisa van Gaala, podobną funkcję pełnił już u Davida Moyesa, którego zresztą zastąpił na cztery ostatnie spotkania sezonu 2013/2014. Doświadczenie ma niewielkie, jednak jego zwolennicy zauważają fakt, że przez ponad 20 lat podpatrywał przy pracy sir Aleksa Fergusona.
Prędzej czy później były skrzydłowy pójdzie w ślady Garry’ego Neville’a i przejmie stery w jakiejś drużynie, niekoniecznie będzie to jednak ekipa „Czerwonych Diabłów”. Czy poradziłby sobie w mateczniku? Przykład Guardioli pokazuje, że podpatrywanie bądź niepodpatrywanie ze stanowiska prawej ręki bardziej doświadczonych w trenerskim fachu nie musi być wymiernikiem faktycznego przygotowania do zawodu. Działa to również w drugą stronę – nawet wybitny asystent może być przeciętnym menedżerem.
W pogoni za aspiracjami

Zostańmy w Manchesterze, gdzie na wieczny szacunek zasłużył sobie Carlos Queiroz – chyba najlepszy przykład, że świetny asystent nie musi być równie świetnym szkoleniowcem. Portugalczyk zwiedził kawał świata – pracował już w Europie, Ameryce Północnej i Afryce, aby w 2011 roku objąć stery reprezentacji Iranu, z którą związany jest do dzisiaj. Za trenerkę wziął się przeszło 25 lat temu, ma na koncie kilka sukcesów, takich jak mistrzostwo świata portugalskiej kadry U-20 w latach 1989 i 1991. To właśnie Queiroz stworzył team złożony m.in. z Luisa Figo, Rui Costy czy Fernando Couto, którzy po latach tworzyli trzon srebrnej reprezentacji z ME 2004.
62-latek pracował nawet w Realu Madryt – dokładnie przez jeden sezon, 2003/2004. Był to czas „Galacticos” z Ronaldo, Beckhamem, Figo i Zidane’em w składzie, a Queiroz miał z konstelacji gwiazd stworzyć maszynę do wygrywania. Łatwe? Zmagania ligowe „Królewscy” zakończyli na czwartym miejscu, z Ligi Mistrzów odpadli w ćwierćfinale, przegrali w finale Pucharu Króla. Portugalczyk nie potrafił współpracować z plejadą sław, piłkarze nie widzieli w nim autorytetu. Z Perezem również nie było Queirozowi po drodze, toteż po zaledwie dziesięciu miesiącach wyjechał ze stolicy Hiszpanii…















