Fot. Ivan Djurdjević (z lewej), Dmitrije Injac oraz Gordan Golik dziękują kibicom
Lech Poznań w minionym sezonie zajął piąte miejsce w ligowej tabeli. Oznacza to, że poznaniacy nie zagrają w europejskich pucharach. „Kolejorz” nie wykorzystał również szansy, jaką był Puchar Polski, ponieważ w finale uległ Legii Warszawa. Czy faktycznie był to stracony sezon dla Lecha? Co spowodowało, że poznaniacy tracili tak dużo punktów? Odpowiedzi na te pytania szukaliśmy u zawodnika wielkopolskiego klubu, Ivana Djurdjevicia.
Tego sezonu chyba nie możecie zaliczyć do najbardziej udanych. Piąte miejsce w lidze i porażka w finale PP oznaczają, że zabraknie Was w europejskich pucharach.
No tak, na pewno nie jesteśmy zadowoleni z tego sezonu. Staraliśmy się do końca walczyć w lidze i w pucharze, ale niestety nie udało nam się, chociaż było naprawdę blisko. Na plus można ocenić mecze w Lidze Europejskiej. Takie spotkania jak te z Manchesterem City czy Juventusem sprawiają, że na stałe trafia się do historii polskiej piłki. Poza tym te pojedynki dały nam bardzo dużo doświadczenia, co zaprocentuje w przyszłości.
Ivan Djurdjević (z lewej), Dimitrije Injac oraz Gordan Golik dziękują kibicom (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Warto również dodać, że każdą drużynę buduje się od obrony, a nasza defensywa w tym sezonie wyglądała całkiem przyzwoicie. Straciliśmy najmniej bramek w całej lidze. Szkoda, że z przodu nie było trochę lepiej, ale tak jak mówię, są dobre podstawy ku temu, by stworzyć silny zespół.
Wspomniał Pan o Lidze Europejskiej. Byliście chyba najbliżej wyeliminowania finalisty tych rozgrywek, Sportingu Braga. Czy to osładza Wam nieco gorycz porażki?
Nie patrzymy na to w ten sposób. Braga to był naprawdę dobry zespół. Faktycznie byliśmy blisko wyeliminowania ich. Przed meczem finałowym dzwonili do mnie dziennikarze z Portugalii, wypytując o zdanie na temat Sportingu. Mówili, że Lech zaprezentował się w meczach z tą drużyną bardzo dobrze i że tylko my oraz Benfica byliśmy w stanie wygrać w pierwszym meczu z Bragą. Także tak jak wspominałem, Liga Europejska to była dla nas świetna przygoda, która dała nam dużo doświadczenia.
Wiele mówiło się o tym, że przez LE nie potraficie odpowiednio skoncentrować się na mecze ligowe. Czy faktycznie był to powód słabszej dyspozycji Lecha w tym sezonie?
Nie sądzę. Proszę zobaczyć, że na wiosnę praktycznie nie graliśmy już w pucharach, a mimo to traciliśmy punkty. Poza tym, Lech jest już doświadczonym klubem jeśli chodzi o grę w pucharach. W ciągu kilku ostatnich sezonów zagraliśmy ponad 20 meczów w rozgrywkach europejskich. Ponadto jesteśmy piłkarzami Lecha i musimy koncentrować się na każdy mecz tak samo. Bycie w tym klubie do czegoś nas zobowiązuje. Gramy dla kibiców i przed nimi odpowiadamy za wyniki, dlatego staramy się zawsze zaprezentować jak najlepiej. Oczywiście mecze w LE wyzwalają odrobinę więcej adrenaliny. Dla wielu piłkarzy szansa zagrania z Manchesterem City czy Juventusem może się już nie powtórzyć, więc mobilizacja jest wyjątkowa, ale nie mogę zgodzić się z opinią, że mecze w lidze były dla nas mniej ważne.
Przez pewien czas byliście w dolnych rejonach tabeli, później w jej środku. Jak wpływało to na atmosferę w drużynie?
Mecze w LE dały Lechowi sporo doświadczenia (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Przez cały czas graliśmy o puchary. Byliśmy bardzo blisko wywalczenia miejsca w LE, ale nie udało się. Z pewnością wpłynęło to na nas negatywnie. Wiadomo, że gdy są słabe wyniki, to i w szatni jest nieco smutniej. Lech zawsze musi grać o wygraną. Kibice wierzyli w nas do końca, dostaliśmy od nich spory kredyt zaufania i w przyszłym sezonie musimy go spłacić dobrymi występami.
No właśnie, w Poznaniu jest piękny obiekt, mogący pomieścić ponad 40 tysięcy kibiców. Nie boi się Pan, że po słabszym sezonie trudno będzie o dobrą frekwencję?
Absolutnie. Kibice Lecha to najlepsi kibice w Polsce, którzy są z nami na dobre i na złe. Bardzo nam to pomaga. Jestem pewien, że niezależnie od wyników, będą nas wspierać.
Po nieudanym sezonie z Lechem pożegnali się Marek Pogorzelczyk i Łukasz Mowlik. Czy Pana zdaniem to są osoby, które najbardziej odpowiadały za wyniki Lecha?
Jestem piłkarzem Lecha i proszę mi wybaczyć, ale nie mogę wypowiadać się na ten temat. Taką decyzję podjęły władze klubu. To była ich opinia, ich decyzja i to do nich proszę kierować pytania.
W „Kolejorzu” przeżył Pan już kilku trenerów. Z którym współpracowało się Panu najlepiej?
Od każdego trenera wyniosłem coś innego. Każdy sprawił, że stawałem się lepszym piłkarzem. Niedawno skończyłem kurs trenerski i cieszę się, ponieważ jako zawodnik Lecha mogłem podpatrywać warsztat pracy kilku szkoleniowców. Od każdego mogłem się czegoś nauczyć, co z pewnością pomoże mi w przyszłej pracy.
W zeszłym roku to Wy reprezentowaliście naszą ligę w eliminacjach LM. Porównując Waszą drużynę sprzed roku i obecną Wisły czy myśli Pan, że „Białą Gwiazdę” stać na awans do tych elitarnych rozgrywek?
Ivan Djurdjević kibicuje wszystkim polskim drużynom grającym w pucharach (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
W zeszłym sezonie w eliminacjach odpadliśmy ze Spartą Praga. Mieliśmy dobry zespół. Myślę, że Wisła również ma niezłą drużynę i jest w stanie o LM powalczyć. My z całą pewnością będziemy im kibicować podobnie jak pozostałym polskim drużynom. W lidze ze sobą rywalizujemy, ale w europejskich pucharach wspieramy inne kluby. Zdajemy sobie sprawę, że nie tylko promują polską piłkę w Europie, ale również walczą o cenne punkty do rankingu. Także Wisła, Jagiellonia, Legia i Śląsk mogą liczyć na nasze wsparcie. Na pewno będziemy im kibicować.
Jest Pan bardzo walecznym zawodnikiem. Czy jest to wrodzone, wynika z tego, że jest Pan Serbem?
Piłkarze są jakby lustrzanym odbiciem ich kibiców. Jeśli fani są ambitni i mocno wspierają swoją drużynę, to zawodnicy powinni odznaczać się podobnymi cechami. Lech to wspaniały klub, któremu wiele zawdzięczam. Jest tu wielu wspaniałych kibiców, dla których gra jest wielką przyjemnością. Myślę, że waleczność na boisku nie wynika z tego, że jestem Serbem, ale raczej z tego, jakim jestem człowiekiem.
Niejednokrotnie podkreśla Pan, że jest nie tylko piłkarzem Lecha, lecz również jego wielkim kibicem. Co sprawiło, że tak bardzo kocha Pan „Kolejorza”?
Myślę, że każdy piłkarz powinien lubić klub, w którym gra. Wtedy pewne jest, że zawsze daje z siebie wszystko w każdym meczu. Jak mówiłem, Lech jest klubem, któremu wiele zawdzięczam. Przychodząc tutaj chciałem się ustatkować, pozostać trochę w jednym miejscu i udało mi się. Jestem bardzo zadowolony z pobytu w Poznaniu. Spotkałem wielu wspaniałych ludzi, dzięki czemu mogę powiedzieć, że uwielbiam to miasto i ten klub.
Wielu obcokrajowców, przychodząc do Ekstraklasy, ma problemy z nauką języka polskiego. Pan bardzo szybko go przyswoił. Czy zawsze miał Pan taką łatwość w nauce nowych języków?
Ivan Djurdjević należy do najbardziej walecznych zawodników w naszej lidze (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Nie miałem nigdy większych problemów z nauką języków. Polski jest trochę podobny do serbskiego. Szczególnie język używany dawniej niewiele różnił się od mojego ojczystego. Poza tym miałem kilka dobrych książek, które pomogły mi w nauce. Myślę, że to bardzo ważne, by umieć posługiwać się językiem kraju w jakim mieszkamy i pracujemy. Szczególnie piłkarze muszą dobrze komunikować się między sobą na boisku. Na początku uczyłem się podstawowych zwrotów, ale z czasem poszerzałem swoje słownictwo. To ważne, żeby umieć komunikować się z ludźmi również w życiu codziennym.
Kiedy „Djuka” zamierza zakończyć karierę?
Jak na razie chcę pograć jeszcze w Lechu. W najbliższych dniach będę rozmawiał w sprawie nowego kontraktu. Prawdopodobnie pogram jeszcze rok. Wiem, że koniec kariery zbliża się nieuchronnie. Wraz z władzami klubu zamierzamy również rozmawiać o przyszłości, ponieważ chciałby zostać w Lechu jako trener. Mam potrzebne papiery i mam nadzieję, że przydam się w klubie.
Chciałby Pan w przyszłości poprowadzić pierwszą drużynę „Kolejorza”?
Na tę chwilę jestem jeszcze piłkarzem Lecha. Nie chcę wybiegać tak daleko w przyszłość. Życie pisze różne scenariusze. Zobaczymy, co będzie za rok, dwa. Mam pewne plany, marzenia, ale nie chcę na razie o tym mówić. Czas pokaże, co będzie dalej.
Lech Poznań w minionym sezonie zajął piąte miejsce w ligowej tabeli. Oznacza to, że poznaniacy nie zagrają w europejskich pucharach. „Kolejorz” nie wykorzystał również szansy, jaką był Puchar Polski, ponieważ w finale uległ Legii Warszawa. Czy faktycznie był to stracony sezon dla Lecha? Co spowodowało, że poznaniacy tracili tak dużo punktów? Odpowiedzi na te pytania szukaliśmy u zawodnika wielkopolskiego klubu, Ivana Djurdjevicia.
Tego sezonu chyba nie możecie zaliczyć do najbardziej udanych. Piąte miejsce w lidze i porażka w finale PP oznaczają, że zabraknie Was w europejskich pucharach.
No tak, na pewno nie jesteśmy zadowoleni z tego sezonu. Staraliśmy się do końca walczyć w lidze i w pucharze, ale niestety nie udało nam się, chociaż było naprawdę blisko. Na plus można ocenić mecze w Lidze Europejskiej. Takie spotkania jak te z Manchesterem City czy Juventusem sprawiają, że na stałe trafia się do historii polskiej piłki. Poza tym te pojedynki dały nam bardzo dużo doświadczenia, co zaprocentuje w przyszłości.
Ivan Djurdjević (z lewej), Dimitrije Injac oraz Gordan Golik dziękują kibicom (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Warto również dodać, że każdą drużynę buduje się od obrony, a nasza defensywa w tym sezonie wyglądała całkiem przyzwoicie. Straciliśmy najmniej bramek w całej lidze. Szkoda, że z przodu nie było trochę lepiej, ale tak jak mówię, są dobre podstawy ku temu, by stworzyć silny zespół.
Wspomniał Pan o Lidze Europejskiej. Byliście chyba najbliżej wyeliminowania finalisty tych rozgrywek, Sportingu Braga. Czy to osładza Wam nieco gorycz porażki?
Nie patrzymy na to w ten sposób. Braga to był naprawdę dobry zespół. Faktycznie byliśmy blisko wyeliminowania ich. Przed meczem finałowym dzwonili do mnie dziennikarze z Portugalii, wypytując o zdanie na temat Sportingu. Mówili, że Lech zaprezentował się w meczach z tą drużyną bardzo dobrze i że tylko my oraz Benfica byliśmy w stanie wygrać w pierwszym meczu z Bragą. Także tak jak wspominałem, Liga Europejska to była dla nas świetna przygoda, która dała nam dużo doświadczenia.
Wiele mówiło się o tym, że przez LE nie potraficie odpowiednio skoncentrować się na mecze ligowe. Czy faktycznie był to powód słabszej dyspozycji Lecha w tym sezonie?
Nie sądzę. Proszę zobaczyć, że na wiosnę praktycznie nie graliśmy już w pucharach, a mimo to traciliśmy punkty. Poza tym, Lech jest już doświadczonym klubem jeśli chodzi o grę w pucharach. W ciągu kilku ostatnich sezonów zagraliśmy ponad 20 meczów w rozgrywkach europejskich. Ponadto jesteśmy piłkarzami Lecha i musimy koncentrować się na każdy mecz tak samo. Bycie w tym klubie do czegoś nas zobowiązuje. Gramy dla kibiców i przed nimi odpowiadamy za wyniki, dlatego staramy się zawsze zaprezentować jak najlepiej. Oczywiście mecze w LE wyzwalają odrobinę więcej adrenaliny. Dla wielu piłkarzy szansa zagrania z Manchesterem City czy Juventusem może się już nie powtórzyć, więc mobilizacja jest wyjątkowa, ale nie mogę zgodzić się z opinią, że mecze w lidze były dla nas mniej ważne.
Przez pewien czas byliście w dolnych rejonach tabeli, później w jej środku. Jak wpływało to na atmosferę w drużynie?
Mecze w LE dały Lechowi sporo doświadczenia (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Przez cały czas graliśmy o puchary. Byliśmy bardzo blisko wywalczenia miejsca w LE, ale nie udało się. Z pewnością wpłynęło to na nas negatywnie. Wiadomo, że gdy są słabe wyniki, to i w szatni jest nieco smutniej. Lech zawsze musi grać o wygraną. Kibice wierzyli w nas do końca, dostaliśmy od nich spory kredyt zaufania i w przyszłym sezonie musimy go spłacić dobrymi występami.
No właśnie, w Poznaniu jest piękny obiekt, mogący pomieścić ponad 40 tysięcy kibiców. Nie boi się Pan, że po słabszym sezonie trudno będzie o dobrą frekwencję?
Absolutnie. Kibice Lecha to najlepsi kibice w Polsce, którzy są z nami na dobre i na złe. Bardzo nam to pomaga. Jestem pewien, że niezależnie od wyników, będą nas wspierać.
Po nieudanym sezonie z Lechem pożegnali się Marek Pogorzelczyk i Łukasz Mowlik. Czy Pana zdaniem to są osoby, które najbardziej odpowiadały za wyniki Lecha?
Jestem piłkarzem Lecha i proszę mi wybaczyć, ale nie mogę wypowiadać się na ten temat. Taką decyzję podjęły władze klubu. To była ich opinia, ich decyzja i to do nich proszę kierować pytania.
W „Kolejorzu” przeżył Pan już kilku trenerów. Z którym współpracowało się Panu najlepiej?
Od każdego trenera wyniosłem coś innego. Każdy sprawił, że stawałem się lepszym piłkarzem. Niedawno skończyłem kurs trenerski i cieszę się, ponieważ jako zawodnik Lecha mogłem podpatrywać warsztat pracy kilku szkoleniowców. Od każdego mogłem się czegoś nauczyć, co z pewnością pomoże mi w przyszłej pracy.
W zeszłym roku to Wy reprezentowaliście naszą ligę w eliminacjach LM. Porównując Waszą drużynę sprzed roku i obecną Wisły czy myśli Pan, że „Białą Gwiazdę” stać na awans do tych elitarnych rozgrywek?
Ivan Djurdjević kibicuje wszystkim polskim drużynom grającym w pucharach (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
W zeszłym sezonie w eliminacjach odpadliśmy ze Spartą Praga. Mieliśmy dobry zespół. Myślę, że Wisła również ma niezłą drużynę i jest w stanie o LM powalczyć. My z całą pewnością będziemy im kibicować podobnie jak pozostałym polskim drużynom. W lidze ze sobą rywalizujemy, ale w europejskich pucharach wspieramy inne kluby. Zdajemy sobie sprawę, że nie tylko promują polską piłkę w Europie, ale również walczą o cenne punkty do rankingu. Także Wisła, Jagiellonia, Legia i Śląsk mogą liczyć na nasze wsparcie. Na pewno będziemy im kibicować.
Jest Pan bardzo walecznym zawodnikiem. Czy jest to wrodzone, wynika z tego, że jest Pan Serbem?
Piłkarze są jakby lustrzanym odbiciem ich kibiców. Jeśli fani są ambitni i mocno wspierają swoją drużynę, to zawodnicy powinni odznaczać się podobnymi cechami. Lech to wspaniały klub, któremu wiele zawdzięczam. Jest tu wielu wspaniałych kibiców, dla których gra jest wielką przyjemnością. Myślę, że waleczność na boisku nie wynika z tego, że jestem Serbem, ale raczej z tego, jakim jestem człowiekiem.
Niejednokrotnie podkreśla Pan, że jest nie tylko piłkarzem Lecha, lecz również jego wielkim kibicem. Co sprawiło, że tak bardzo kocha Pan „Kolejorza”?
Myślę, że każdy piłkarz powinien lubić klub, w którym gra. Wtedy pewne jest, że zawsze daje z siebie wszystko w każdym meczu. Jak mówiłem, Lech jest klubem, któremu wiele zawdzięczam. Przychodząc tutaj chciałem się ustatkować, pozostać trochę w jednym miejscu i udało mi się. Jestem bardzo zadowolony z pobytu w Poznaniu. Spotkałem wielu wspaniałych ludzi, dzięki czemu mogę powiedzieć, że uwielbiam to miasto i ten klub.
Wielu obcokrajowców, przychodząc do Ekstraklasy, ma problemy z nauką języka polskiego. Pan bardzo szybko go przyswoił. Czy zawsze miał Pan taką łatwość w nauce nowych języków?
Ivan Djurdjević należy do najbardziej walecznych zawodników w naszej lidze (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Nie miałem nigdy większych problemów z nauką języków. Polski jest trochę podobny do serbskiego. Szczególnie język używany dawniej niewiele różnił się od mojego ojczystego. Poza tym miałem kilka dobrych książek, które pomogły mi w nauce. Myślę, że to bardzo ważne, by umieć posługiwać się językiem kraju w jakim mieszkamy i pracujemy. Szczególnie piłkarze muszą dobrze komunikować się między sobą na boisku. Na początku uczyłem się podstawowych zwrotów, ale z czasem poszerzałem swoje słownictwo. To ważne, żeby umieć komunikować się z ludźmi również w życiu codziennym.
Kiedy „Djuka” zamierza zakończyć karierę?
Jak na razie chcę pograć jeszcze w Lechu. W najbliższych dniach będę rozmawiał w sprawie nowego kontraktu. Prawdopodobnie pogram jeszcze rok. Wiem, że koniec kariery zbliża się nieuchronnie. Wraz z władzami klubu zamierzamy również rozmawiać o przyszłości, ponieważ chciałby zostać w Lechu jako trener. Mam potrzebne papiery i mam nadzieję, że przydam się w klubie.
Chciałby Pan w przyszłości poprowadzić pierwszą drużynę „Kolejorza”?
Na tę chwilę jestem jeszcze piłkarzem Lecha. Nie chcę wybiegać tak daleko w przyszłość. Życie pisze różne scenariusze. Zobaczymy, co będzie za rok, dwa. Mam pewne plany, marzenia, ale nie chcę na razie o tym mówić. Czas pokaże, co będzie dalej.