Z założenia wszystkie derby są wyjątkowe. Gdyby jednak zestawić ze sobą wszystkie historie, podteksty i animozje, naprawdę mało która rywalizacja może równać się z derbami Zagłębia Ruhry.Już samo nazywanie ich „matką wszystkich derbów’’ pokazuje, jak bardzo ceni się w Niemczech mecze pomiędzy Schalke Gelsenkirchen a Borussią Dortmund. Miano najstarszych derbów nad Łabą dzierżą rozgrywki pomiędzy Greuther Fürth i FC Nürnberg. To pojedynki Bayernu z Hamburgerem SV były nazywane niegdyś „derbami Niemiec’’. Ze względu na stały, wysoki poziom oraz lokalną nienawiść to właśnie Revierderby wyrosły na najbardziej wyczekiwane wydarzenie w Niemczech.
„Śmierć BVB’’, „Lehmann Judaszu!’’
Fanami mogą rządzić emocje. Czasami. Takie jest ich prawo i wszyscy to rozumieją. Nic nie wyzwala takich emocji, jak rywalizacja z lokalnym rywalem. Walka o prymat w mieście lub w regionie. Dortmund i Gelsenkirchen dzieli zaledwie 30 kilometrów. Oznacza to, że przy tak wielkiej aglomeracji jak Zagłębie Ruhry mieszkańcy obu miast właściwie codziennie stykają się ze sobą. Wszystko jest w porządku, dopóki nie nadejdzie czas derbów. „Śmierć BVB’’ – to jedno z łagodniejszych haseł wypisywanych i skandowanych przez kibiców Schalke. Dla nich Revierderby to w ostatnich latach jedna z niewielu okazji do radości. Znów są tymi mniejszymi, tak jak na początku swojej historii. Bo i cała otoczka wokół tych meczów nie miałaby miejsca, gdyby nie wątek historyczny. „Königsblauen’’ zawsze byli utożsamiani z klubem robotniczym, przede wszystkim górnikami. Tak zresztą rozpoczęła się ich działalność, co zresztą później do swojej propagandy wykorzystywały władze III Rzeszy, wspierające właśnie Schalke (dziwnym trafem w tamtym okresie klub z Gelsenkirchen zdobył aż sześć mistrzostw kraju). Pogardliwie nazywani „polaczkami’’, bo wśród piłkarzy i założycieli klubu znajdowało się wielu imigrantów z Mazur i okolic. Przez kogo tak nazywani? Oczywiście przez kibiców Borussii, których przedstawiciele najczęściej pochodzili z bogatej klasy średniej. Jakby tego było mało, Borussia była klubem antynazistowskim, co było w latach późniejszych zaczątkiem kolejnych konfliktów.
Nic dziwnego, że niełatwo mają piłkarze, którzy zmieniają klub na drużynę lokalnego rywala. Choć cokolwiek by nie mówić, było ich zaskakująco wielu, co też czyni tę rywalizację wyjątkową. Najbardziej znani z nich to: Reinhard Libuda, Rolf Russmann, Jens Lehmann, Andreas Möller, Christoph Metzelder i Felipe Santana. Oprócz Libudy, który odszedł z Schalke, by po trzech latach w BVB (zdobyty m.in. Puchar Zdobywców Pucharów), najwięcej zamieszania wywołał Lehmann. Były bramkarz reprezentacji Niemiec po dziesięciu latach gry w barwach „Königsblauen’’ na pół roku odszedł do Milanu, by zimą 1999 zamienić Mediolan na Dortmund. Fani oczywiście czegoś takiego nie byli w stanie wybaczyć. Słowa są zbędne, niech przemówi obraz.










