Dzisiaj po południu o 15:00 rozegrane zostały cztery spotkania. W najciekawszych pojedynkach Udinese zmierzyło się z Chievo, a Sampdoria z Palermo.
Udinese – Chievo
Można powiedzieć, że spotkanie nie zapowiadało się nadzwyczaj imponująco. Zespoły ze środka i końca tabeli. Walka o czołowe pozycje już dawno zakończona, więc raczej nie miał to być zacięty pojedynek.

W istocie tak wyglądały pierwsze minuty. Plan gospodarzy był jasny. Gramy na Di Natale, a on może coś z tego zrobi. Przez dwadzieścia minut te zagrania jednak nie przynosiły rezultatu. Dopiero w 20. minucie tragiczny i amatorski błąd popełnił bramkarz Chievo. Obrońca zagrał mu piłkę, a ten przyjął ją, zatrzymał w miejscu i zawahał się, co skrzętnie wykorzystał Antonio Di Natale. Wystarczyło, że przystawił stopę, i piłka wpadła do pustej bramki. Ten żenujący błąd pokazał, w jak trudnej sytuacji jest Chievo. Pięć minut później Di Natale, tym razem bez żadnego wspomagania, strzelił najpiękniejszą bramkę tej kolejki. Kapitalne dośrodkowanie Włoch zakończył bez chwili wahania pięknym wolejem z lewej nogi i dodatkowo z ostrego kąta, pokonując Puggioniego. Idealne połączenie siły i precyzji.
Wydawało się, że goście złożą broń już po 25 minutach gry. Światełko nadziei pojawiło się, gdy podczas zamieszania pod bramką Udinese gola zdobył Paul Papp. Brkić próbował jeszcze rozpaczliwie wybić piłkę, ale ta przekroczyła już linię bramkową.
W drugiej połowie gra toczyła się szybciej. Oba zespoły poczuły, że mogą ugrać coś dla siebie w tym spotkaniu. Niestety, wynik utknął w martwym punkcie i mimo prób Di Natale nie mógł zdobyć upragnionego hat-tricka. Strzały z dystansu również nie przynosiły zamierzonego efektu. Wreszcie w 85. minucie Benatia wykorzystał podanie Di Natale i podwyższył wynik na 3:1, tym samym pozbawiając resztek złudzeń piłkarzy Chievo na wywiezienie choćby jednego punktu.
W 89. minucie kapitalnie grającego Di Natale zmienił Piotr Zieliński.
Sampdoria – Palermo
W tym spotkaniu piłkarze wynik otworzyli dopiero po ponad 30 minutach gry. Steve von Bergen dał prowadzenie Palermo w 35. minucie. Sampdoria nie zastanawiała się zbyt długo i już osiem minut później wyrównała za sprawą Gianni Munariego. Po trzech kwadransach gry wynik nadal pozostawał nierozstrzygnięty.
Mowa motywacyjna trenera Palermo pomogła, gdyż chwilę po wyjściu z szatni goście dobili Sampdorię, strzelając jej dwie kolejne bramki. W 50. minucie Ilić, a sześć minut później Garcia. Gospodarze do końca spotkania nie mieli kompletnie żadnych argumentów, żeby wygrać ten pojedynek, i ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem gości 3:1.











