Sobota na Półwyspie Apenińskim upłynęła pod znakiem emocji. W starciu Interu z Juventusem padł remis 1:1. W związku z tym po Derby D’Italia nie został wyłoniony zwycięzca. Milan w ostatniej chwili zdołał wywalczyć punkt w spotkaniu z Torino, natomiast Napoli kontynuuje passę wygranych meczów, odprawiwszy z kwitkiem w trzeciej serii spotkań Atalantę Bergamo.
Inter Mediolan – Juventus Turyn 1:1 (0:0)
Mecze takie jak Interu z Juventusem powodują, że całe Włochy jeszcze bardziej żyją swoją religią, jaką niewątpliwie jest calcio. W zasadzie od sobotniego poranka jedynym tematem w mediach był mecz, w którym podopieczni Waltera Mazzarriego rywalizowali ze „Starą Damą”. Dodatkowego smaczku tej rywalizacji przysporzyło, że obie drużyny miały przed meczem trzeciej kolejki Serie A komplet punktów na swoich kontach.
Sam mecz do najciekawszych na pewno nie należał. A z pewnością były już lepsze. W pierwszej połowie jedyna godna uwagi sytuacja wyniknęła w 31. minucie. Wówczas Andrea Pirlo zagrywał do Pogby. Jednak reprezentant Francji swojej szansy nie wykorzystał. Aczkolwiek miał trudną sytuację, bo strzelał z ostrego kąta.
W drugiej odsłonie worek z bramkami się otworzył. Najpierw w 73. minucie na listę strzelców wpisał się Icardi, który dał prowadzenie gospodarzom. Natomiast dwie minuty później do wyrównania doprowadził Vidal. Niemniej to wszystko, na co było stać sobotniego wieczoru piłkarzy obu zespołów.
O ile Inter z takiego obrotu boiskowych wydarzeń może być zadowolony, to na pewno zespół dowodzony przez Antonio Contego może czuć niedosyt. Tym bardziej że tuż przed końcem świetną okazję na drugiego gola miał jeszcze Vidal. Jednak uderzenie głową Chilijczyka obronił bramkarz Interu.
Protokół meczowy
FC Torino – AC Milan 2:2 (0:0)
Drugiem meczem, którym piłkarskie Włochy żyły w sobotę, było starcie Torino z Milanem. Spotkanie to było istotne, ponieważ w zespole z Mediolanu po raz pierwszy po kilkuletnim pobycie w Realu wystąpił Brazylijczyk Kaka, który według wielu miał być receptą na skuteczną grę osiemnastokrotnych mistrzów Włoch.
Rzeczywistość okazała się brutalna, bo jeśli na placu gry w tym spotkaniu był zawodnik, który zasłużył na jakiekolwiek pochwały, to był nim Alessio Cerci. Prawdziwy koncert gry zawodnik turyńczyków dał w drugiej odsłonie. Piłkarz ekipy ze stolicy Piemontu w 47. minucie popisał się wyśmienitym podaniem do D’Ambrisio, a ten 25-latek zabawił się defensywą rywali i strzałem obok słupka dał swojej drużynie prowadzenie.
Gol na 2:0 padł w 71. minucie. Tym razem do protokołu meczowego w rubryce strzelcy goli zapisał się Cerci, który pomknął lewym sektorem boiska niczym Kuba Wojewódzki swoim Porsche na autostradzie A4 i ładnym, technicznym strzałem nie dał szans na skuteczną interwencję bramkarzowi adwersarzy.
Tego, co stało się w końcowych fragmentach meczu, chyba nawet Alfred Hitchcock by nie wyreżyserował. Najpierw w 88. minucie w nieprawdopodobnych okolicznościach bramkę zdobył Muntari. Natomiast w czwartej minucie doliczonego czasu gry z rzutu karnego remis zapewnił Milanowi Mario Balotelli i ekipa ze stolicy miasta mody wróciła z dalekiej podróży.










