W drugim meczu 5. kolejki najwyższej klasy rozgrywek w Polsce Górnik Zabrze zremisował z Ruchem Chorzów 2:2. Bramki dla gospodarzy zdobyli Mateusz Zachara i Prejuce Nakoulma, dla „Niebieskich” zaś Marek Zieńczuk i Maciej Jankowski.
W roli faworytów tego pojedynku bukmacherzy stawiali gospodarzy. W piątkowym starciu zabrzanie wystąpili jako lider tabeli T-Mobile Ekstraklasy i mieli dążyć do powiększenia przewagi nad Legią. Wiedzieli jednak, że Ruch będzie wymagającym przeciwnikiem ze względu na to, iż ostatnio ograł legionistów na własnym terenie.

99. derby Śląska rozpoczęły się od szybkiego objęcia prowadzenia przez podopiecznych Adama Nawałki. Maciej Małkowski zagrał do Mateusza Zachary, który wyszedł oko w oko z Krzysztofem Kamińskim i pewnie wbił piłkę do siatki. Bramkarz gości nie był w stanie poradzić sobie z tak silnym uderzeniem. Kilka minut później mogło być już 2:0, jednak strzelec pierwszego gola trafił w poprzeczkę. W pierwszym kwadransie Ruch był bezradny. Nie mógł stworzyć składnych akcji ofensywnych, a na dodatek Górnik częściej rozgrywał futbolówkę od własnej połowy.
Zawodnicy Jacka Zielińskiego zaczęli atakować odważniej dopiero po prawie półgodzinnej grze. W 29. minucie pierwszy strzał sprawiający kłopoty Norbertowi Witkowskiemu oddał Kamil Włodyka sprzed linii pola karnego. Golkiper gospodarzy zdołał obronić uderzenie na raty. Na osiem minut przed gwizdkiem na przerwę doskonałą okazję zmarnował Prejuce Nakoulma, który w akcji sam na sam nie potrafił pokonać Kamińskiego. Chwilę później niewykorzystana sytuacja się zemściła i gospodarze stracili bramkę, Marek Zieńczuk popisał się bowiem kapitalnym uderzeniem z woleja z dystansu. Witkowski nie miał nic do powiedzenia przy trafieniu, które na pewno będzie się kwalifikować do miana gola kolejki.
Drugie trzy kwadranse rozpoczęły się od gwałtownego ataku chorzowian, lecz skończyło się na niepowodzeniu. Za to dla Górnika ta połowa rozpoczęła się tak fenomenalnie jak pierwsza. W 50. minucie doskonałe prostopadłe podanie do Nakoulmy posłał Mariusz Przybylski i tym razem reprezentant Burkina Faso wykorzystał okazję sam na sam, umieszczając futbolówkę w siatce. Górnik starał się kontrolować sytuację, choć w 58. minucie doszło do małego zamieszania. Na początku arbiter główny dopatrzył się dotknięcia piłki ręką przez Rafała Kosznika w polu karnym jego zespołu, jednak moment potem po konsultacji z bocznym sędzią decyzję cofnięto. I słusznie, bo zagranie nie było nieprzepisowe.
W 72. minucie Witkowski mógł być głównym winowajcą utraty gola. Bramkarz niepotrzebnie wyszedł z bramki, nie zdążając jej wybić. Sultes dośrodkował w pole karne do Jankowskiego, a napastnik nie trafił, uderzając praktycznie na pustą bramkę. Jankowski mógł strzelić jeszcze dziesięć minut później, lecz spudłował z najmniejszej odległości po strzale głową. Jest jednak reguła „do trzech razy sztuka” i wprowadzony w drugiej części gry napastnik głową pokonał Witkowskiego po dośrodkowaniu Sultesa z rzutu wolnego.











