W sobotnich derbach Moskwy Dynamo zremisowało po emocjonującym starciu ze Spartakiem 1:1 (1:0). Ten wynik sprawia, że „Niebiesko-biali” zakończą sezon zasadniczy Premier Ligi na trzecim miejscu w tabeli, wyprzedzając swojego dzisiejszego rywala o dwa punkty.
W obu zespołach nie oglądaliśmy kilku kluczowych graczy. Trener Dynama nie mógł skorzystać z usług kontuzjowanego Andrija Woronina oraz zawieszonego za kartki Władimira Granata. Natomiast w ekipie gości zabrakło leczących urazy Wellitona, Demy’ego de Zeeuwa, Żano Ananidze i Marcosa Rojo.

Jako pierwsi szansę na objęcie prowadzenia mieli piłkarze Spartaka. Akcja Artioma Dziuby zakończyła się jednak niecelnym uderzeniem tego zawodnika. Jeszcze lepszą okazję goście stworzyli sobie w 15. minucie gry. Prawym skrzydłem popędził Aiden McGeady, wpadł w pole karne Dynama i strzelił obok wychodzącego z bramki Antona Szunina. Piłka trafiła w słupek, po czym dopadł do niej Emmanuel Emenike. Pierwszą próbę Nigeryjczyka zablokował Luke Wilkshire, natomiast za drugim razem skutecznie interweniował Szunin.
Podopieczni Siergieja Siłkina dopiero w 26. minucie oddali pierwszy groźny strzał. Z rzutu wolnego uderzył Zvjezdan Misimović, a piłka powędrowała tuż obok słupka bramki strzeżonej przez Andrija Dzikania. Następnie niecelnie strzelił głową Leandro Fernandez.
Mimo przewagi Spartaka wynik meczu otworzyli w 39. minucie gracze Dynama. Aiden McGeady sfaulował przed własnym polem karnym Zvjezdana Misimovicia, za co obejrzał żółtą kartkę. Do piłki podszedł Aleksandr Samiedow i dośrodkował wprost na głowę Kevina Kuranyiego, a ten mimo asysty Nicolasa Parei wpakował futbolówkę do siatki.
60 sekund później tylko dobra obrona Dzikania spowodowała, że na listę strzelców nie wpisał się Igor Siemszow. Ukraiński bramkarz z najwyższym trudem odbił uderzenie reprezentanta Rosji. Jeszcze przed przerwą na głowę opiekuna Spartaka, Walerego Karpina, spadło kolejne nieszczęście. Boisko musiał opuścić kontuzjowany Siergiej Parszywliuk, a jego miejsce zajął Kiriłł Kombarow.

Druga połowa zaczęła się od groźnej akcji Emmanuela Emenike, lecz były gracz Karabuksporu ponownie przegrał pojedynek z Szuninem. Po chwili do ataku ruszyli „Niebiesko-biali”. Szturm na bramkę Dzikania zakończył strzeleniem gola przez Kevina Kuranyiego, ale sędzia słusznie dopatrzył się pozycji spalonej byłego reprezentanta Niemiec.











