Londyn na jeden dzień stal się centrum angielskiego futbolu. Dwa ostatnie spotkania 32. kolejki zostały rozegrane w stolicy Wysp Brytyjskich, gdzie swoje siły zmierzyli Arsenal ze Stoke oraz Chelsea z Tottenhamem. Miało być intensywnie, miało być emocjonująco i było.
Zgodnie z przewidywaniami kibice w obu niedzielnych spotkaniach zobaczyli to, co w futbolu najpiękniejsze – gole. Nie zabrakło także kontrowersji oraz niesamowitej dawki emocji, do których przyzwyczaiły mecze Premier League.
Ekipa Pochettino na kartach historii
Spotkanie Chelsea z Tottenhamem było zapowiadane jako starcie o czwarte miejsce w tabeli. Różnica jedynie pięciu punktów pomiędzy oboma zespołami sprawiła, że remis nie zadowoliłby raczej nikogo, a na pewno nie „The Blues”. Rangę spotkania rozumieli wszyscy – piłkarze, kibice oraz szkoleniowcy.
–Wiemy, że jeśli mamy mieć szansę pozostania w wielkiej czwórce, musimy pokonać dziś Tottenham. Te derby to dla nas ważny mecz, musimy sięgnąć po trzy punkty. Musimy skupić się na boisku, aby osiągnąć swój cel. To nie będzie łatwe, ponieważ gramy przeciwko silnej drużynie, która wyprzedza nas w tabeli – powiedział przed spotkaniem menedżer Chelsea, Antonio Conte.
– To bardzo ważne, aby piłkarze pokazali dziś swoją pasję i entuzjazm. Pasja to podstawowa sprawa w futbolu i dla trenera, i dla piłkarza. Jeśli brakuje ci pasji, to bardzo trudno będzie ci osiągnąć coś w futbolu – dodał włoski szkoleniowiec.
Największym atutem „The Blues” przed dzisiejszym spotkaniem miała być gra na własnym stadionie. Na terenie Chelsea „Spurs” wygrali ostatnio w 1990 roku, czyli jeszcze przed wprowadzeniem Premier League.
Już początek spotkania pokazał, że Conte wyegzekwował od zawodników to, czego oczekiwał. Chelsea postawiła się wyżej notowanemu rywalowi, odpowiadając akcją za akcję. Jak przystało na derby, oba zespoły nie odstawiały nóg oraz łokci, co zmuszało Andre Marrinera do częstego używania gwizdka. Szczególnie w pierwszej połowie meczu.
Wymiana ciosów weszła w decydującą fazę kwadrans po rozpoczęciu spotkania. Inicjatywę zdecydowanie przejęli podopieczni Conte, a strzał Williana z około siedemnastego metra z trudem obronił Hugo Lloris. Chwilę później „The Blues” udało się umieścić piłkę w siatce, lecz Alonso w momencie uderzenia był na pozycji spalonej. Co się odwlecze to nie uciecze. Kolejne ataki Chelsea przyniosły zamierzony skutek. Po dośrodkowaniu i błędzie golkipera Tottenhamu piłkę w bramce, z bliskiej odległości, umieścił głową Alvaro Morata.











