Derby Łodzi – kto na papierze ma mocniejszą jedenastkę?


Już w sobotę po ponad dekadzie odbędą się derby Łodzi w ekstraklasie. Analizujemy potencjał obu składów przed sobotnim spotkaniem

11 sierpnia 2023 Derby Łodzi – kto na papierze ma mocniejszą jedenastkę?
Łukasz Grochala/Cyfrasport/ŁKS Łódź

12 sierpnia będziemy świadkami pierwszego w tym sezonie pojedynku drużyn z tego samego miasta. Derby Łodzi powracają do ekstraklasy po ponad jedenastu latach. Dlatego w poniższym artykule dokonujemy analizy obydwu potencjalnych jedenastek i oceniamy, komu w teorii powinno być łatwiej o zwycięstwo.


Udostępnij na Udostępnij na

Po raz ostatni derby Łodzi w ekstraklasie mogliśmy oglądać 9 kwietnia 2012 roku. W tamtym zakończonym remisem spotkaniu gole strzelali Marcin Kaczmarek oraz Marek Saganowski. Jedynym piłkarzem z obu składów, który poznał smak tych derbów w ekstraklasie, jest Adam Marciniak. Środkowy obrońca brał w nich udział w 2007 roku, gdy w barwach ŁKS-u grał jeszcze m.in. Tomasz Hajto. Szmat czasu.

Zaglądając jednak do teraźniejszości, możemy łatwo zauważyć, że początek tego sezonu w wykonaniu obydwu drużyn nie należy do najlepszych. Oba kluby zanotowały bowiem tylko jedno zwycięstwo. Większe problemy ma jednak RTS, a konkretniej trener Janusz Niedźwiedź, nad którym zawisła realna groźba utraty pracy w związku z postępującym od wiosny regresem formy drużyny. Ale derby rządzą się własnymi prawami. Dlatego postanowiliśmy sprawdzić, która drużyna w teorii dysponuje lepszymi jakościowo piłkarzami. W poniższym artykule przeprowadzimy analizę pozycja po pozycji. Na szczęście obydwie drużyny grają w tym samym ustawieniu, dlatego ocena poszczególnych ról będzie dużo łatwiejsza i rzetelniejsza.

Bobek bardziej się wykazał

Zaczynamy rzecz jasna od golkiperów. Obydwaj bramkarze stracili po sześć goli. Jednak gdy zagłębiliśmy się w poszczególne statystyki, to na derby Łodzi wolimy na bramce mieć Aleksandra Bobka niż Heinricha Ravasa. Wychowanek ŁKS-u był częściej zatrudniany do obrony od swojego słowackiego odpowiednika i zanotował więcej udanych interwencji na mecz. Jakby tego było mało, obronił już jeden z dwóch rzutów karnych. Ta sztuka Ravasowi się nie udała w meczu z Jagiellonią, zatem na pozycji bramkarza 1:0 dla ŁKS-u.

Stępiński pewniejszym punktem po prawej stronie

Od razu uprzedzimy, że obrona to nie jest formacja, w której obydwie drużyny mogą poszczycić się monolitem. W obu klubach nastąpiły zmiany, które wpływają na zgranie formacji. Przejdźmy już do konkretów. Kamil Dankowski absolutnie nie jest złym piłkarzem, ale jak na razie nie pokazał niczego zasługującego na szczególną uwagę. Natomiast Patryka Stępińskiego zapamiętaliśmy. Zdobył gola w pierwszej kolejce przeciwko Puszczy Niepołomice i ma także na koncie wspaniałą interwencję na linii bramkowej w meczu z Pogonią, która uchroniła Widzew od utraty bramki. Dodatkowo przemawia za nim fakt, że prawa obrona nie jest jego nominalną pozycją, a w naszych oczach radził sobie na niej lepiej od jego odpowiednika z ŁKS-u. Zatem mamy szybkie wyrównanie ze strony Widzewa Łódź.

Nieoczekiwany duet się sprawdził

Obydwie drużyny mają swoje problemy na tej formacji. Tak jak wspomnieliśmy, obydwa zespoły straciły po sześć goli, co chluby nie przynosi żadnej stronie. Stawianie w obecnej dyspozycji na Adama Marciniaka wydaje się błędem, podobnie jak na Nacho Monsalve, który nie nawiązuje do formy z pierwszoligowych boisk. Duet Serafin Szota – Luis Silva również nie prezentuje się nadzwyczajnie.

Dlatego postawimy na duet Marcin Flis – Adrien Louveau. Argumentujemy to ich współpracą w ostatnim meczu z Koroną, która wyglądała obiecująco, a przede wszystkim przyniosła upragnione trzy punkty. Marcin podtrzymuje swoje dobre występy ze Stali Mielec, w której także dyrygował obroną, a jego pierwszy występ dla łódzkiego zespołu w ostatniej kolejce tylko utwierdza nas w tym przekonaniu. Większe wątpliwości mieliśmy co do Francuza. Co prawda sprokurował rzut karny w meczu z Koroną, ale ponieważ jego konkurenci nie pokazali się z dobrej strony, to nie mamy zbytnich wyrzutów sumienia, stawiając na niego. 3:1 dla ŁKS.

Na lewej obronie mamy remis

No naprawdę niełatwy był to wybór, ponieważ żaden z lewych obrońców nie jest pewnym punktem swojej drużyny. Występ Piotra Głowackiego w 3. kolejce był jak dotąd jego najlepszym, w którym zanotował nawet zwycięską asystę. Ale mamy też w pamięci jego ekstraklasowy debiut z Legią, w którym kompletnie nie poradził sobie z presją, mylił się, nie trzymał pozycji, co w 25. minucie przyniosło Legii gola.

Na jego szczęście Fabio Nunes nie zaprezentował się od Piotra lepiej. Miał bardzo słabe mecze z „Jagą” i Puszczą, w których zanotował mnóstwo strat i nie za bardzo pomagał w ataku. Ratuje go tylko spora liczba wygranych pojedynków w obronie. Przyznalibyśmy punkt widzewiakom, ale mamy w pamięci kapitalne wejście do drużyny Artemijusa Tutyškinasa, który zapewnił trzy punkty dla łodzian. Dlatego tu także damy po pół punktu, ponieważ jeśli to Litwin wyjdzie od początku w sobotę, to będzie to jakość dodana dla „Rycerzy Wiosny”. Zatem po analizie obrony mamy 3,5 do 1,5 dla podopiecznych Kazimierza Moskala.

Na „szóstce” wybieramy Hanouska

Kolejna pozycja, na której mamy problem, ponieważ obydwa potencjalne wybory już zdążyły narozrabiać w tym sezonie. Marek Hanousek w ostatnim meczu zaprezentował się katastrofalnie. Sprokurował rzut karny oraz rzut wolny, po którym Bartłomiej Wdowik dał „Jadze” zwycięskiego gola. Ale po drugiej stronie jego rywal także ma coś na sumieniu. Michałowi Mokrzyckiemu z pewnością nie można odmówić charakteru, ale to przez to wyleciał on z boiska w 2. kolejce.

Obydwaj harują na boisku, jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę przebiegniętych kilometrów, ale aby mieć więcej danych co do ich gry, zerknęliśmy na ich statystyki podane przez Sofascore. Wahaliśmy się długo, ale niczym w bokserskim pojedynku na punkty przyznajemy w pojedynku „szóstek” zwycięstwo Czechowi. Czynimy tak głównie ze względu na mniejszą liczbę strat na mecz, co na tej pozycji stanowi istotny atrybut. Jest to jednak zwycięstwo skromne i wcale nie będziemy zdziwieni, jeśli to Michał okaże się lepszy w sobotnim pojedynku. Widzew zbliżył się na punkt, czyli jest 2,5 do 3,5.

Hiszpański duet w środku pomocy

W środku pomocy umieszczamy po jednym zawodniku z każdej z omawianych drużyn. Z Widzewa będzie to Fran Alvarez, który prezentuje dużą jakość. Kompletnie nie rozumiemy, dlaczego Janusz Niedźwiedź ściąga go w ogóle z boiska. Hiszpan kontroluje tempo gry widzewiaków a gdy schodzi, widzewiacy tracą walory ofensywne i przestawiają wajchę w stronę obrony, co jak dotąd niezbyt wychodziło.

Natomiast drugi pomocnik będzie zależeć od tego, czy do zdrowia wrócił Pirulo. Jeśli będzie on dostępny na nadchodzące spotkanie, to do środka pola, czyli tam, gdzie jego miejsce, wróci Dani Ramirez. Jakości tego piłkarza nie musimy chyba nikomu zbytnio uzasadniać. A jeśli nie dojdzie do zdrowia Pirulo, to pozostaje Michał Mokrzycki, który spokojnie może grać również na „ósemce”. Wtedy na pozycji defensywnego pomocnika zagrałby Mieszko Lorenc, który z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej. A z pewnością lepiej niż Dominik Kun czy Filip Przybułek. Pozostaje również Engjell Hoti, który mimo pewnych problemów notuje najwięcej odbiorów z zawodników ŁKS-u. 4,5 do 3,5 dla beniaminka, zatem punkt różnicy pozostał.

Na tej pozycji jakość jest po jednej i drugiej stronie

Na prawym skrzydle mieliśmy niezłą zagwozdkę. Bardzo podoba nam się gra Ernesta Terpiłowskiego, który jako jeden z nielicznych w Widzewie nie zawodzi. Jednak dalej nie wiemy, czy Pirulo wróci do gry. Wszyscy oglądający mecze „Rycerzy Wiosny” wiedzą, jak kluczową rolę odgrywa ten piłkarz w taktyce Kazimierza Moskala. Z powodu kontuzji ostatnio na pozycji zagrał inny Hiszpan, Dani Ramirez. W meczu z Koroną Hiszpan strzelił gola (co prawda z karnego) i zagrał dobrze, a nie grał na swojej optymalnej pozycji. Dlatego damy po pół punktu obu stronom, ponieważ i jedni, i drudzy posiadają na prawej flance bardzo jakościowych graczy. 5 do 4 wciąż dla beniaminka.

Pawłowski rządzi na lewym skrzydle

To był chyba najłatwiejszy wybór, jeśli chodzi o nadchodzące derby Łodzi. Bezapelacyjnie najlepszy zawodnik Widzewa w zeszłym sezonie i jak na razie w obecnym. Podrywa drużynę swoimi licznymi dryblingami i atakami lewą stroną, co przyniosło mu już gola i dwie asysty. Jeżeli Widzew marzy, aby wygrać 69. derby Łodzi, to nie może się to odbyć bez udziału tego pana. Ani Maciej Śliwa, ani Bartosz Szeliga nie dorastają byłemu graczowi Malagi do pięt. Stan gry się wyrównał, jest 5 do 5.

https://twitter.com/AdamSkrzak/status/1688893166512918530

Napastnicy bez goli, ale Jordi Sanchez ma chociaż dwie asysty

Na tej pozycji obydwie drużyny mają problem ze skuteczną „dziewiątką”. I choć żaden z nominalnych napastników nie strzelił ani jednego gola, to zdecydowaliśmy się na Jordiego Sancheza. Mamy świadomość, że Hiszpan znacząco obniżył loty, podobnie jak cały Widzew. Ale w tym sezonie ma na swoim koncie już dwie asysty, a to już jest jakiś argument za tym, że swoją grą przynajmniej coś wnosi w ofensywne poczynania drużyny.

Jeśli kogoś to jeszcze nie przekonuje, to wspomnimy, że na ataku Kazimierz Moskal próbował ustawiać na Kaye Tejana, Piotra Janczukowicza czy Stipe Juricia, a minęły ledwie trzy kolejki sezonu. Żaden z nich nie przekonał, zatem ostatni punkt na wagę zwycięstwa przyznajemy Widzewowi.

Łączona jedenastka na derby Łodzi

Bilans ostateczny wynosi: Widzew: 6 ŁKS: 5. Choć w teorii to Widzew ma naszym zdaniem odrobinę więcej jakości, to nie potrafi tego od dłuższego czasu pokazać. To zresztą poskutkowało fatalną w wykonaniu Widzewa wiosną i podobnym startem obecnych rozgrywek. W ostatnim meczu Kazimierz Moskal porotował zaś składem i odrzucił potrzebę pięknego grania, co przyniosło pierwsze w sezonie zwycięstwo. Taka ofensywna wizja grania zgubiła tego szkoleniowca w trakcie jego pierwszej przygody z klubem.

Dlatego absolutnie nikogo nie skreślamy przed tym spotkaniem. Jedyne, na co liczymy, to mecz pełen emocji między dwoma zasłużonymi klubami, nawet jeśli nie są one w szczytowej formie.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze