Człowiek, który odmienił angielski futbol na zawsze. Przybył znikąd. Legenda głosi, że Abramowicz zauważył stadion, przelatując helikopterem nad Tamizą. „A co to?” – zapytał. Ktoś odpowiedział: „Chelsea”. Transakcja trwała zaledwie piętnaście minut. Ten kwadrans całkowicie odmienił oblicze Premier League i nie tylko. Rzadko kiedy ktoś z zewnątrz słyszał, jak udziela się w rozmowach. I pomyśleć, jakie pojęcie mieli o nim zwykli ludzie w lipcu 2003 roku. W sumie dziś niektórzy też go nie mają. Jak ten czas leci… Dziś na liczniku lat spędzonych w klubie ze Stamford Bridge wybiła liczba „10”, w dodatku z Jose Mourinho na ławce trenerskiej. Nie wiadomo, co wpłynęło na decyzję Romana Abramowicza, aby dać drugą szansę „The Special One”. Ale nie będę snuł swoich domysłów na temat tego, jakie czynniki miały wpływ na takie działanie.

Chelsea została przekształcona ze średniaka lepszej jakości, będącego na skraju bankructwa, na światowego giganta. Stary, brytyjski model, który także miał na celu zdobywanie sukcesów, od razu został podarty na kawałki. Z góry wiadomo, że każdy inny klub Premier League bez względu na to, czy dorabia się fortuny samodzielnie, czy dodatkowo dzięki dziedziczeniu funduszy od bogatego właściciela jest zmuszony do takiej transformacji, jeżeli myśli o batalii w czołówce tabeli. I możecie się zgadzać lub nie, ale lista trofeów układa się jako korzystny argument na rzecz powstałego dekadę temu nowego modelu „The Blues”. Dla przypomnienia wymienię je wszystkie: trzy mistrzostwa Anglii, cztery Puchary Anglii, dwa puchary ligi angielskiej, puchar Ligi Mistrzów oraz Ligi Europy. Oczywiście w świecie Chelsea wygrywanie nie jest wszystkim. To jedyna rzecz dla tego klubu.
Znając Abramowicza z przeróżnych doniesień i przyjaciół jego przyjaciół, ten człowiek zawsze bardzo czegoś pragnie. No i w sumie takie spostrzeżenie możemy opierać na latach 2009-2011. W tym okresie drużyną zza linii bocznej sterowała taka postać jak Carlo Ancelotti. Rosyjskiemu miliarderowi nie wystarczyło najwidoczniej wygrywać raz, tylko po raz kolejny i kolejny.
Polub Brytyjską krainę futbolu na Facebooku
Wyobraźnia Romana na temat futbolu wyglądała skąpo. Po raz pierwszy poczuł smak tej dyscypliny w 2003 roku, kiedy w ramach rozgrywek Champions League w spotkaniu pomiędzy Manchesterem United a Realem Madryt był obecny na trybunach Old Trafford. Ponoć wydarzyła się nawet taka historia, że Graeme Souness, były szkoleniowiec Liverpoolu, był dla Rosjanina tylko zwykłym szoferem i żadną inną, rozpoznawalną osobą. To właśnie z taką osobistością Abramowicz miał okazję poczuć prawdziwą rywalizację i, jak się potem okazało, zasmakować nowego wyzwania w Zachodnim Londynie. Fajną relację zdał dla angielskich gazet Avram Grant, były tymczasowy menedżer Chelsea w sezonie 2007/2008.











