Obecny sezon jest dość charakterystyczny szczególnie w Bundeslidze, gdzie tabelę zamykają kluby, których raczej spodziewalibyśmy się u góry. I nagle wszyscy zaczęli się zastanawiać, jak by to wyglądało, gdyby tak zasłużony klub wylądował na zapleczu? W zasadzie nic w tym dziwnego, w tym stuleciu było już kilka takich ekip, które spadały z najwyższych lig. I nawet byłe sukcesy nic nie pomagały.
Jak więc teraz wygląda tabela niemieckiej ligi? Całe zestawienie zamyka Werder Brema, który jeszcze kilka lat temu walczył z Szachtarem Donieck w finale Pucharu UEFA. Eljero Elia, Ludovic Obraniak czy Franco Di Santo dają teraz ciała na całego, a w klubie już zapomnieli o czasach świetności. Cztery tytuły mistrza Niemiec teraz nie mają żadnego znaczenia.
To jednak nic w porównaniu z ekipą znajdującą się na przedostatniej lokacie. O Borussii Dortmund pisano już wiele, więc nie będę się rozpisywał, ale dalej nie zdążyłem się przyzwyczaić do widoku żółtego logo w dolnych rejonach.
Przed nią jest pięciokrotny mistrz Niemiec, VfB Stuttgart. Od ostatniego tytułu minęło zaledwie siedem lat, ale „Szwaby” to już całkiem inny zespół. Choć nadal skład jakoś nie pasuje do tej lokaty, skończyły się lata sukcesów, teraz trzeba się bronić przed spadkiem.
Na teoretycznie bezpiecznym miejscu jest Hamburger SV, który w przeszłości sześć razy wygrywał na krajowym podwórku, a także zanotował jedno zwycięstwo w Pucharze Mistrzów. Najwyraźniej poprzedni sezon niczego nie nauczył graczy z północnych Niemiec, którzy teraz grają w najwyższej klasie tylko dzięki pokonaniu Greuther Fuerth w barażach po zakończeniu poprzedniej edycji. A mieli taką szansę na debiut w drugiej Bundeslidze. Przecież ten zespół jeszcze nigdy nie spadł z elity.
Co prawda do końca sezonu jeszcze bardzo daleko, ale nawet jeśli któraś z tych ekip przepadnie, czy będzie to taki wyjątek? Nie sądzę. W ostatnich latach było wiele zasłużonych drużyn, które spadały z najwyższych lig.
Skoro już jesteśmy w Niemczech, to trzeba wspomnieć o 1 FC Nuernberg. Co prawda czasy ośmiu zdobytych krajowych tytułów już dawno przeminęły, a ludzie raczej przyzwyczaili się do tego, że ta drużyna balansuje na granicy pierwszej i drugiej Bundesligi, ale nadal liczba sukcesów robi wrażenie. W tym wieku klub z Norymbergi już trzy razy spadał z najwyższej ligi, również w poprzednim sezonie. Raz fartem udało się utrzymać, wygrywając barażowy dwumecz. I czy ktoś teraz pamięta zasługi tego zespołu?
Podobnie wygląda sytuacja w Moenchengladbach, które spadło w 2007 roku do drugiej Bundesligi, lecz po roku posuchy awansowało. W 2011 roku udało się utrzymać tylko dzięki barażom. Ten moment najwyraźniej mocno zadziałał na Borussię, która z roku na rok gra coraz lepiej. A przecież to pięciokrotny mistrz Niemiec oraz dwukrotny zwycięzca Pucharu UEFA. W swoich trofeach ma również Puchar Europy.
Niemcy to jednak niejedyny taki kraj. W ostatnich latach klub Kamila Glika dwukrotnie spadał do Serie B. Torino to bardzo zasłużony dla Włoch zespół, który siedem razy wygrywał w najwyższej lidze. Lata 2003 i 2009 to jednak spadki, po których dopiero po kilku latach udawało się awansować.










