Kiedy z Eintrachtu przed kilkoma miesiącami odchodzili czołowi zawodnicy wielu przeczuwało, że sezon 2019/2020 będzie zdecydowanie trudniejszym dla Orłów. Dyrektor sportowy Fredi Bobic wraz z trenerem Adim Huetterem nie załamali się jednak ubytkami, zakasali za to rękawy i wzięli ostro do pracy w celu znalezienia odpowiednich następców. Rzeczywiście, do łatwych zadań to nie należało, poniekąd jednak udało się znaleźć takich piłkarzy, z których można być zadowolonym.
W pierwszej kolejności padło nazwisko Basa Dosta, niegdyś bardzo skutecznego zawodnika VfL Wolfsburg, który wrócił do Niemiec z mało udanych portugalskich wojaży. Swoją szansę dostał także Andre Silva – Portugalczyk, który z roku na rok robi coraz większe postępy i którego w klubie chcieliby wyszkolić na jeszcze lepszego piłkarza.
Obaj panowie jakoś sobie radzą, a na pewno lepiej ich sytuacja wygląda niż w przypadku Dejana Joveljicia, o którym przed sezonem było głośno, a 20-latek dotychczas w 10 spotkaniach zdobył ledwie jednego gola. Co innego Daichi Kamada. Pomocnik wrócił z wypożyczenia w czerwcu i choć nikt szczególnie o nim nie mówił, ten zaczął grać wcale nie gorzej niż ci, od których najwięcej się spodziewano.
Nie samą Bundesligą człowiek żyje
Japończyk właściwie z miejsca stał się pierwszym wyborem trenera Adolfa Huettera. Już od pierwszej kolejki mógł liczyć na regularne występy, co tylko potwierdzało, że pobyt w St. Truidden zrobił mu dobrze. W budowanym na nowo zespole Eintrachtu Kamada musiał się odnajdywać w różnych rolach, a to grając jako rozgrywający tuż za plecami napastnika, jak miało to miejsce na inaugurację sezonu, a z kolei w spotkaniu z Borussią Dortmund jako wchodzący na kilkanaście minut zawodnik, od którego wymagało się zrobienia różnicy.
https://twitter.com/iF2is/status/1230563705730912257
I zawodnik nie zawiódł. To właśnie po jego podaniu do własnej bramki trafił Thomas Delaney i dzięki tej akcji Eintracht mógł cieszyć się z punktu wywalczonego z jednym z głównych faworytów do mistrzowskiej patery.
Nieźle poradził sobie także w spotkaniu z inną Borussią – z Moenchengladbach. Co prawda, Orły tamte mecz przegrały, ale na pocieszenie akcje Kamady dały dwa gole. Na uwagę zasługuje także inny fakt – w tym spotkaniu 23- latek zagrał już w roli napastnika.
Niestety, na tym dobre występy ukoronowane asystami bądź też golami w przypadku Japończyka się kończą. Ten wciąż mógł liczyć na regularne występy, niemniej jednak na niemieckim podwórku zawsze było coś nie tak. To jednak się tyczy także i całego zespołu. Eintracht ogólnie zbyt często traci punkty w lidze, wszystko nadrabia jednak występami na podwórku europejskim.
Druga twarz
Statystyki Kamady z ligi niemieckiej mogą na kolana nie powalać. Inaczej natomiast ma się rzecz, gdy się spojrzy na to, co ten zawodnik wyprawia w Europie. Gołym okiem widać, że całemu zespołowi bardzo zależy na udanych występach na tym szczeblu, a i być może ostatni sezon sprawił, że apetyty w Frankfurcie wzrosły.
Daichi Kamada także świetnie sobie radzi o czym świadczą jego zdobyte gole. I to nie tylko te ostatnie z pierwszego spotkania z Salzburgiem, ale i także te z fazy grupowej. Japończyk zaczął jednak dość niewinnie. Dopiero w 3. kolejce sprawił, że przez jego grę problemy zaczęła mieć defensywa Standadu Liege. Sam asystował przy obu golach jakie strzelił Eintracht w tamtym spotkaniu.











