Pięć lat w piłce nożnej to wieczność. Wszystko zmienia się w ekspresowym tempie i nie sposób nadążyć ze wszystkimi zmianami. Jak wiemy, futbol nienawidzi stagnacji i nie wybacza błędów. Dlatego w piłkarskim świecie panuje ciągły ruch i mamy wiele zwrotów akcji. Manchester United jest doskonałym przykładem. Zniszczoną potęgę, którą stworzył sir Alex Ferguson, odbudować miał Louis van Gaal. Wiązano z nim wielkie nadzieje, jednak projekt nie wypalił. Teraz trenerem jest Ole Gunnar Solskjaer i prawdopodobnie prędko się to nie zmieni. Czym różni się Manchester United Holendra od drużyny Norwega?Zanim przejdziemy do różnic i porównania sytuacji, musimy wspomnieć o jednym ważnym czynniku, bez którego ten tekst by nie powstał. W sezonie 2015/2016 Louis van Gaal wylosował sobie grupę marzeń w Lidze Mistrzów. Wolfsburg, PSV Eindhoven i CSKA Moskwa.
Zapowiadał się komplet zwycięstw i łatwe 18 punktów. Rzeczywistość pokazała co innego. Zespół Holendra skompromitował się na całej linii, zajmując 3. miejsce, odpadł z fazy grupowej i grał w Lidze Europy.
Podobny los może czekać obecny zespól Ole Gunnara Solskjaera. Co prawda Manchester United w tym sezonie ma trudniejszych rywali niż kilka lat temu. PSG, RB Lipsk i İstanbul Başakşehir to rywale ze zdecydowanie wyższej półki.
I choć „Czerwone Diabły” zajmują w tej chwili 1. miejsce w grupie, to porażka w ostatnim meczu z RB Lipsk automatycznie spycha ich o dwie lokaty w dół. A wtedy Manchester United znów odpadnie z Ligi Mistrzów już w fazie grupowej i zacznie zmagania w Lidze Europy. Do takiego przebiegu wydarzeń nikt nie chce dopuścić, ponieważ fani zespołu z Old Trafford nie wyobrażają sobie Ligi Mistrzów bez ich ukochanego klubu. Porównamy więc, czym różni się ten klub pod wodzą dwóch różnych trenerów.
Cel? Uśpić przeciwników

Celem drużyny Louisa van Gaala było znudzenie przeciwnej drużyny do gry w piłkę nożną. Holender za wszelką cenę chciał wprowadzić styl gry taki, jaki obserwowaliśmy w Barcelonie. Mnóstwo podań, utrzymywanie się przy piłce, zamknięcie rywala na własnej połowie.
Problem w tym, że Manchester United nie potrafił tego wykorzystać. Statystykę podań nabijali pomocnicy z obrońcami, wymieniając się piłką. W tej drużynie brak było jakiegokolwiek pomysłu na grę.
W zespole Ole Gunnara Solskjaera widzimy przeciwieństwo drużyny van Gaala. Obecny Manchester United jest chętny do otwartej gry, lubi atakować i stwarzać zagrożenie pod bramką rywali, a nie bezsensownie podawać wzdłuż boiska. I choć „Czerwonym Diabłom” został jeszcze jeden mecz, to już strzelili sześć bramek więcej niż w sezonie 2015/2016. A rywali mieli znacznie trudniejszych.
Premier League? Podobnie












