Tydzień temu na Emirates Stadium Valencia przegrała 3:1, czym mocno skomplikowała sobie możliwość awansu do finału Ligi Europy. Przed podopiecznymi Marcelino stoi nie lada wyzwanie. Wyeliminowanie Arsenalu z pewnością nie będzie zadaniem prostym, jednak nie jest to misja niemożliwa. Odrobienie dwubramkowej straty w półfinale Ligi Europy, czy też Pucharu UEFA to coś, co praktycznie się nie zdarza. Mimo wszystko nie można przedwcześnie skreślać drużyny z Walencji, która zrobi wszystko co w jej mocy, aby 29 maja zagrać na Stadionie Olimpijskim w Baku.
Porażka w pierwszym meczu półfinałowym dla Valencii wcale nie musi oznaczać pożegnania z Ligą Europy. W meczu rewanżowym mogą wykorzystać słabe punkty Arsenalu i odwrócić losy rywalizacji. Nie będzie to sprawą banalną, ale takie rzeczy w historii się już zdarzały, więc czemu nie miałoby się to stać i dzisiaj?
31 lat…
Dokładnie tyle czasu upłynęło od ostatniego półfinału, wtedy jeszcze Pucharu UEFA, w którym udało się odrobić dwubramkową stratę z pierwszego meczu. Dokonał tego inny hiszpański klub, RCD Espanyol. W pierwszym meczu zespół z Katalonii przegrał wyjazdowy mecz z Club Brugge zero do dwóch. W rewanżu, po golu w ostatniej minucie dogrywki strzelonym przez Pichiego Alonso, Espanyol przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść i mógł cieszyć się z wygranej.
Pozostając w klimacie lat osiemdziesiątych, warto przypomnieć jeszcze inne mecze, w których drużyny pomimo różnicy dwóch bramek po pierwszym półfinale zdołały odwrócić losy rywalizacji.
Zespołem, który w dwóch sezonach z rzędu dokonał takiej sztuki, jest Real Madryt. W sezonie 1984/1985 i 1985/1986 rywalem Królewskich był Inter Mediolan. Oba pierwsze mecze półfinałowe zostały rozegrane w Mediolanie. Inter pokonał Real kolejno 2:0 i 3:1, ale nie potrafił obronić tych wyników w meczach rewanżowych. Piłkarze z Madrytu na własnym stadionie zwyciężyli mediolańczyków 3:0, a w następnym roku, po dogrywce, 5:1.
To, że należy walczyć do samego końca i nie składać przedwcześnie broni, udowodnili także piłkarze RSC Andrelecht w 1984 roku. Zdołali odmienić losy dwumeczu i wywalczyć awans do finału. W pierwszej odsłonie rywalizacji ulegli na wyjeździe Nottingham Forest 2:0. W rewanżu jednak nie dali szans Anglikom i pokonali ich 3:0.
Co prawda te wydarzenia miały miejsce ponad 30 lat temu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w dzisiejszym meczu Valencia zapisała się na kartach historii przez podobne osiągnięcie. Tym bardziej, że istnieją konkretniejsze argumenty przemawiające za ekipą Nietoperzy, niż mecze sprzed trzech dekad.
Mestalla i gol na wyjeździe
Piłkarze bardzo liczą na doping swoich kibiców i wierzą, że ich wsparcie pomoże im odwrócić losy dwumeczu. O niesamowitej atmosferze, która panuje na tym stadionie przekonał się były zawodnik Sewilli, a obecny napastnik Valencii, Kevin Gameiro.
W wywiadzie udzielonym dla Marca.com, a przetłumaczonym przez vcf.pl, opowiedział o tym, jak ciężko przeciwnikom gra się na Mestalla. – Nigdy nie jest łatwo grać przy takiej atmosferze, jednak dla nas takie wsparcie jest potrzebne. Doping fanów dodaje nam dodatkowych sił w sposób wyjątkowy. Uwielbiam tego typu spotkania.










