Kiedy Pogoń ostatni raz grała w Mielcu, był rok 1996. Adam Małysz nie miał wąsów, pojawiła się sklonowana owieczka Dolly, a na ekranach polskich kin królowało Nic śmiesznego Marka Koterskiego. Wtedy górą była mielecka Stal, jednak dziś naprzeciw „Portowców” stanie beniaminek z Niecieczy. Szczecinianie w tym sezonie nie zaznali goryczy porażki, z kolei Termalica w meczach u siebie odprawia kolejnych rywali z kwitkiem. Jedna z tych imponujących serii w sobotę dobiegnie końca, ale konia z rzędem temu, kto wytypuje ostatecznie rozstrzygnięcie.
Rokrocznie Pogoń wymieniana jest w gronie zespołów, które z pewnością włączą się do walki o europejskie puchary. Tymczasem rozbrat „Portowców” z europejską piłką trwa już ponad dekadę. Jednak obecny sezon jest niejako światełkiem w tunelu dla ambicji włodarzy ze Szczecina. Piłkarze „Dumy Pomorza” prezentują się jak dotychczas wyśmienicie, jako jedyni w Ekstraklasie nie doznali jeszcze goryczy porażki. Jak jest recepta na sukces trenera Michniewicza?
Przede wszystkim kolektyw. Doskonale zgrana grupa facetów, która równie dobrze rozumie się na boisku, jak poza nim. Pozytywna atmosfera w szatni to solidny fundament, na którym można zbudować sukces. I to w Szczecinie udało się wypracować. Niemała w tym zasługa trenera Michniewicza, który już od pierwszych dni swojego urzędowania starał się wypracować niezbędny „team spirit”. Dziś jego podopieczni są jak muszkieterzy, którzy w myśl słynnej dewizy „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” są gotowi na poświęcenia w imię dobra drużyny.
https://twitter.com/czesmich/status/643215881275842560/photo/1
„Mistrzostwo wygrywa się obroną” i choć, mimo wszystko, trudno wyobrazić sobie Pogoń jako przyszłego mistrza Polski, to należy przyznać, że defensywa ze Szczecina to niemalże monolit. Jest to o tyle zaskakujące, że opoką linii obronnej są dwaj piłkarze, którzy nigdy wcześniej się nie spotkali. Mowa o Jarosławie Fojucie, byłym piłkarzu m.in Śląska Wrocław i Dundee United oraz Jakubie Czerwińskim sprowadzonym z… Niecieczy, co w kontekście sobotniego meczu wydaje się mieć kluczowe znaczenie. To właśnie w klubie z „krainy kukurydzy” rozkwitł talent Czerwińskiego, który w Termalice spędził blisko cztery lata, stając się kluczową postacią zespołu i jednym z architektów awansu do ekstraklasy. Niewykluczone, że gdy w sobotnie popołudnie spotka swoich byłych kolegów w podziemnym tunelu, w oku zakręci się łezka. Na murawie nie będzie jednak sentymentów i były kapitan „Słoników” zrobi wszystko, aby zatryumfować.
W tym miejscu wypada serdecznie pogratulować trenerowi Michniewiczowi, który stworzył rewelacyjny, jak na ekstraklasowe warunki, duet stoperów. Obaj panowie od początku sezonu grają na bardzo wysokim, ale co najważniejsze równym poziomie. Mieszanka doświadczenia Fojuta i młodzieńczej fantazji Czerwińskiego to prosta recepta na koszmar dla ligowych napastników. Jednak za dobrą grą wspomnianej dwójki stoją także aspekty pozaboiskowe i choć panowie z pewnością nie chodzą do tego samego fryzjera (co wyjaśni poniższy filmik), to nie ulega wątpliwości, że dogadują się wprost doskonale.











