Real Betis w tym sezonie prezentuje się fatalnie, czego potwierdzenie możemy znaleźć między innymi w tabeli La Liga. Hiszpańska ekipa po 33 meczach ma na koncie zaledwie 37 punktów i okupuje odległą od europejskich pucharów 13. lokatę.
To właśnie europejskie puchary dla Betisu były obowiązkiem, czymś, bez czego kibice oraz zarząd nie wyobrażali sobie końca sezonu. Przy dobrych wiatrach „Beticos” mieli awansować nawet do Ligi Mistrzów. Wszystkie te plany legły w gruzach 1 lipca, kiedy to klub zatrudnił Rubiego na stanowisko szkoleniowca.
Rubi miał odmienić grę Betisu, która pod koniec kadencji Quique Setiena była fatalna. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała nowego trenera, który po pięciu kolejkach zajmował z klubem 15. miejsce w La Liga. Minęły już 34 kolejki sezonu, a „Los Verdiblancos” tylko dwukrotnie byli w pierwszej dziesiątce ligowej tabeli.
Początek końca
Właśnie tak możemy nazwać zwolnienie Quique Setiena. Pod koniec jego kadencji drużyna faktycznie nie grała dobrze i przypominała obecny Betis – nudny, bez polotu, bez pomysłu, nieskuteczny i opierający się na indywidualnościach. Mimo wszystko zaledwie jedna statystyka może nam pięknie pokazać wyższość obecnego szkoleniowca Barcelony nad Rubim. Setien został zwolniony z „Beticos”, mając 42% zwycięstw, podczas gdy jego następca opuścił Estadio Benito Villamarin z procentem niższym od 30.
Pod wodzą Quique Setiena Betis nie grał źle, ponadto prezentował oni bardzo podobny styl do Barcelony. Za Rubiego drużyna ta nie prezentowała absolutnie żadnego stylu, nikt nie wiedział, po co jest na boisku i za co odpowiada. Piłkarze nie potrafili się komunikować, przez co swoją grę opierali tylko i wyłącznie na swoich indywidualnych umiejętnościach. Gra Betisu w pewnym momencie była już tak fatalna, że jeden z hiszpańskich dziennikarzy nazwał klub „żywym trupem”.
„Bez pucharów nie będzie Fekirów”
Właśnie taki nagłówek miała jedna z hiszpańskich gazet w artykule odnoszącym się do Realu Betis. Oznacza to między innymi to, że jeżeli klub wciąż będzie miał problemy z zakwalifikowaniem się do choćby Ligi Europy, to żaden zawodnik z reputacją Nabila Fekira nie będzie chciał przejść na Estadio Benito Villamarin.
Kimś, kto miał odmienić grę Betisu, z pewnością jest Diego Lainez. „Meksykański Messi”, bo tak określają go kibice z jego ojczyzny, gra piłkę juniorską, chce się wykazać jedynie przewidywalnym dryblingiem, przez co ciągle jest zatrzymywany przez stoperów. Przez tak słabą dyspozycję skrzydłowego w Hiszpanii rozgorzała dyskusja, czy aby Lainez nadawał się do ligi na takim poziomie. W mediach pojawiły się informacje, jakoby Diego miał już tego lata wrócić do ojczyzny.














