Czym cechuje się mocna drużyna? Dobrymi zawodnikami, średnią punktów na mecz wynoszącą co najmniej 2,00, wielką gwiazdą w składzie? Tak, m.in. tym, ale równie ważna jest możliwość wystawienia dwóch jednakowo mocnych jedenastek. Czy Raków ma obecnie taką możliwość, a co za tym idzie, czy jest mocną, klasową drużyną? Na to i na tytułowe pytanie postaramy się odpowiedzieć w tym artykule.
Nie ulega wątpliwości, że Raków jest jednym z najszybciej, jeśli nie najszybciej rozwijającym się klubem w Polsce. W ciągu kilku lat z 2. ligi klub spod Jasnej Góry został wicemistrzem Polski, wygrał Puchar Polski i Superpuchar Polski. Oznacza to, że w ciągu pięciu ostatnich sezonów Raków zaliczył ogromny postęp. Pojawia się jednak pytanie, czy nie za szybko uznaliśmy drużynę Marka Papszuna za bardzo mocną ekipę. Bo przecież stosunkowo łatwiej jest wspiąć się na szczyt, niż się na nim utrzymać. A Raków zdaje się mieć z tym na początku sezonu problemy.
Raków Częstochowa – mocna drużyna na dwa fronty?
Nie mamy wątpliwości, że jeśli Raków dysponuje najmocniejszą jedenastką i przychodzi mu grać raz w tygodniu, zespół jest w absolutnej czołówce ligi. Ale gdy już przyjdzie gra co trzy dni, jak ma to miejsce teraz podczas eliminacji do europejskich pucharów, należy się zastanowić, czy do tej czołówki należy. Możemy przecież zobaczyć, że np. Legia czy Śląsk Wrocław dysponują dwoma, a czasami nawet trzema mocnymi zawodnikami na jedną pozycję. Z kolei trener Papszun nie do końca ma takie możliwości.
Doskonale to widać na przykładzie ostatniej kolejki. W czwartek zespół z Częstochowy grał rewanżowy mecz eliminacyjny Ligi Konferencji, w tym spotkaniu na murawę wybiegł najmocniejszy skład. Z problemami, ale jednak pokonali oni rywali. A już w niedzielę w meczu ligowym wystawiono „rezerwy”, które sromotnie przegrały z Jagiellonią. Niemniej gra częstochowian zaczęła wyglądać lepiej dopiero w drugiej połowie, gdy na boisku pojawili się ci podstawowi piłkarze. Pokazuje nam to, że Raków Częstochowa nie dysponuje wystarczająco mocną ławką.
Raków nadąża za sukcesami?
Można to rozdzielić na dwie kwestie. Sportową i infrastrukturalną. Wiemy, jak wygląda ta druga. W dużym skrócie i uproszczeniu władze miasta Częstochowy nie do końca chcą inwestować w infrastrukturę sportową dla klubu. I chociażby z tego powodu „Czerwono-niebiescy” mecze w europejskich pucharach muszą rozgrywać w Bielsku-Białej, ponieważ ich obiekt przypomina bardziej stadion pierwszoligowca niż wicemistrza Polski. Tak że tutaj mamy jasność, nie nadążają, ale nie do końca ze swojej winy, praktycznie wcale nie ze swojej winy. Skupmy się jednak na tej nieco ważniejszej kwestii – sportowej.











