Sobotniego wieczoru Milan pokonał Fiorentinę 1:0. Siódmego gola w sezonie zdobył wybrany na najlepszego piłkarza Szwecji Zlatan Ibrahimovic. W ostatnich sekundach spotkania drużyna gości kończyła mecz w osłabieniu, czerwoną kartką został ukarany Per Kroldrup.
AC Milan po trzech zwycięstwach z rzędu, zajmując notabene pozycję lidera włoskich rozgrywek piłkarskich, w 13. kolejce podejmował Fiorentinę Florencję. W drużynie gości od pierwszej minuty zaczął spotkanie polski bramkarz Artur Boruc.

Spotkanie na obiekcie San Siro od początku raczyło włoskich tifosi świetnym spektaklem. Na samym początku głównymi aktorami byli między innymi bramkarze obu zespołów. Najpierw już po ledwie 14. sekundach gry udaną interwencją i czujnością na linii bramkowej popisał się Artur Boruc. Popularny „Holy Goalie” i przede wszystkim były golkiper Celticu Glasgow dobrze interweniował po piekielnie mocnym strzale Daniele Bonery. Z kolei niespełna pięć minut później pokaz swoich nieprzeciętnych umiejętności bramkarskich, po uderzeniu Gaetano D’Agostino, zademonstrował Christian Abbiati.
Tak jak pierwszy kwadrans gry upłynął w szybkim tempie, podobnie wyglądały kolejne minuty spotkania. Wziąwszy pod uwagę grę obu drużyn, przyczyna świetnego widowiska piłkarskiego była oczywista. W końcu na płycie boiska znajdowali się piłkarze drugiej najbardziej bramkostrzelnej drużyny w całej Serie A. Podopieczni Massimiliano Allegriego ustępują w tym prestiżowym rankingu tylko Juventusowi Turyn. Z kolei u adwersarzy mediolańczyków występowali piłkarze kojarzeni z wyśmienitą grą w ofensywie, czyli: Alberto Gilardinio, Marco Marchionni czy Adem Ljajić.
Gra była dobra, z tym że raziła nieskuteczność piłkarzy. Taki obrót sprawy powodował, że kibice niejednokrotnie mieli powody do zawodu. Okres, gdy taki stan rzeczy się objawiał, miał miejsce po 30. minucie meczu. Raz za razem pudłowali kolejno: Gattuso, Lajić i Seedorf. Żadnemu z wymienionej trójki nie udało się zmienić wyniku meczu.
Ponownie dobra gra gospodarzy została udokumentowana w 37. minucie. Tym razem w wyśmienitej sytuacji strzeleckiej znalazł się namaszczany swego czasu na następcę wielkiego Filippo Inaghiego, Alberto Gilardinio. Lecz tak jak jego poprzednicy i on nie mógł radować się ze zdobycia bramki dającej prowadzenie. Tuż przed gwizdkiem, kończącym pierwszą połowę meczu, padła bramka dla gospodarzy, aczkolwiek została zdobyta z pozycji spalonej. Co bardzo dobrze wychwycił Antonio Damato, nawiasem mówiąc główny arbiter meczu Milan – Fiorentina. Gdy większość kibiców na San Siro godziła się już z zejściem piłkarzy do szatni z wynikiem bezbramkowym, to dał o sobie znać „Ibracadbra”. Szwedzki napastnik wykorzystał bierną postawę obrońców „Violi”. Najpierw Zlatan Ibrahimović podbił piłkę, by po chwili w ekwilibrystyczny sposób pokonać Artura Boruca. Polski bramkarz może z czystym sumieniem podejść do całej sytuacji, nie miał najmniejszych szans, by uniknąć straty gola, Szwed natomiast mógł tylko wznieść ręce w imię swej piłkarskiej wielkości, dając jednocześnie prowadzenie Milanowi 1:0.











