Spoglądając na tabelę Serie A, każdy kibic z pewnością przeciera oczy ze zdumienia, widząc drużynę AC Milanu znajdującą się na… jedenastej pozycji. Patrząc przez pryzmat historii oraz osiągnięć, taki stan rzeczy wydaje się być, co najmniej, nienormalny. Na słabą grę, która zaprowadziła „Rossonerich” na dno, miało wpływ wiele aspektów. Jednym z nich można określić byłą legendę Milanu, Filippo Inzaghiego, którego kiepskie wyniki doprowadziły do tego, że jego pozycja w klubie zawisła na włosku. Media rozpoczęły spekulacje dotyczące ewentualnego następcy, zaś „scoutingowe ogary” CEO Milanu, Adriano Gallianiego, poszły w las.Trudno określić, czy Inzaghi w ogóle zostanie kimkolwiek zastąpiony, ponieważ stosunkowo niedawno zarząd potwierdził swoje zaufanie do byłego supersnajpera z Piacenzy. Wydaje mi się jednak, że pomimo ostatniego poparcia ze strony włodarzy za całą sprawą kryje się coś jeszcze. Tuż przed spotkaniem mediolańczyków z Lazio środowisko osób związanych z Milanem obiegła informacja o warunku, który został postawiony przed Inzaghim. Jeżeli drużyna pod jego wodzą odpadłaby wtedy z Pucharu Włoch, „SuperPippo” pożegnałby się z posadą trenera. Jak potem się okazało, Milan rzeczywiście odpadł z Pucharu, lecz Pippo nie odszedł, co zaskoczyło naprawdę wielu fanów.

Oczywiście mówię tutaj o polskich sympatykach Milanu, ponieważ kibice z Curva Sud (sektor ultrasów Milanu na San Siro) od samego początku wspierali go, stając się swego rodzaju tarczą, która nie pozwoliła obarczać go winą za wyniki, jakie osiąga klub. Głównym winowajcą został Adriano Galliani, którego oskarżono o brak dobrych transferów i systematyczne niszczenie klubu. Jednak fakty są niepodważalne i nawet kibice z „Curvy” nie mogą im zaprzeczyć. Drużyna pod wodzą Pippo prezentuje się niezwykle słabo, co doskonale widać na boisku. Zawodnicy Milanu mają problemy z pokonaniem takich ekip jak Atalanta czy Lazio, które, przyjeżdżając na San Siro osiem lat temu, drżałyby na samą myśl o przekroczeniu bram prowadzących do twierdzy Wielkiego Milanu.
To właśnie te fakty dają podstawy do stwierdzenia, że czas Inzaghiego powoli zaczyna się kończyć, a nazwiska potencjalnych następców nie są jedynie wymysłem mediów. Pora, by wymienić ewentualnych kandydatów.
Komora nabojowa numer 1. Pocisk: Luciano Spalletti
O szkoleniowcu Zenitu St. Petersburg mówiło się już w 2010 roku, kiedy trenerem był jeszcze Leonardo. Z czasem można by powiedzieć, że nawet cyklicznie pojawiały się kolejne plotki, które na miejscu szkoleniowca „Rossonerich” umieszczały właśnie Luciano. Za każdym razem spekulacje zostały brutalnie ucinane czy to przez klub Spallettiego, czy też przez niego samego.
















