Stanisław Czerczesow został oficjalnie przedstawiony jako nowy trener Ferencvarosu Budapeszt. Zastąpił na tym stanowisku zwolnionego przed tygodniem austriackiego szkoleniowca Petera Stogera. Głównym zdaniem Czerczesowa będzie zaprowadzenie dyscypliny w zespole aktualnego mistrza Węgier.
Nazwisko byłego trenera między innymi Legii Warszawa i reprezentacji Rosji od razu zaczęło przewijać się w plotkach dotyczących potencjalnego następcy Stogera. Zatrudnienie kolejnego zagranicznego szkoleniowca jest zresztą zgodne z dotychczasową filozofią klubu. Ostatni raz węgierski trener prowadził „Fradich” w sierpniu 2012 roku.
Stoger nie rozwinął drużyny
Każdy kolejny szkoleniowiec zatrudniany po tej dacie wynosił zespół na wyższy poziom. Holender Ricardo Moniz w latach 2012-2013 ponownie wprowadził Ferencvaros do czołówki węgierskiej ekstraklasy. Jego następca, niemiecki trener Thomas Doll, w 2016 roku zdobył z „Biało-zielonymi” pierwsze mistrzostwo Węgier od dwunastu lat. Sergiej Rebrow wprowadził ich natomiast wpierw do fazy grupowej Ligi Europy, a w ubiegłym roku do Ligi Mistrzów.
Stoger miał kontynuować stały progres w grze drużyny, która zdominowała rozgrywki na krajowym podwórku. Ostatecznie Ferencvaros nie zakwalifikował się jednak do fazy grupowej LM, a więc nie powtórzył sukcesu osiągniętego pod wodzą Rebrowa. Na dodatek odpadł w play-offach – przegrał w kiepskim stylu ze Young Boys Brno, nie potrafiąc nawet wykorzystać kilkudziesięciu minut gry w przewadze na terenie przeciwnika.
Dwa lata temu „Fradi” także musieli zadowolić się tylko występem w fazie grupowej LE. Wówczas do ostatniej kolejki walczyli jednak o wyjście z grupy. W tym roku uratowali się przed kompromitacją dopiero w ostatniej kolejce rozgrywek, pokonując Bayer Leverkusen. Każdy inny wynik niż zwycięstwo oznaczałby tymczasem, że zostaliby najgorszą drużyną tej fazy LE.
Zespół pod wodzą austriackiego trenera nie zachwycał również w OTP Bank Lidze. Co prawda „Biało-zieloni” spędzą zimową przerwę na pozycji lidera, ale po piętach depcze im Kisvarda FC. Czarę goryczy przelała zresztą ligowa przegrana ze znajdującym się nad strefą spadkową Debreceni VSC. Ogółem na półmetku rozgrywek Ferencvaros ma na koncie trzy porażki, gdy w całym poprzednim sezonie przegrał tylko raz.











