Przed nami mecz numer 64 afrykańskiego mundialu. Spotkanie, w którym Hiszpania i Holandia powalczą o swój pierwszy triumf, będzie z pewnością wspaniałym zakończeniem niezapomnianego turnieju. O tym, kto zapisze się annałach futbolu, przekonamy się już dziś wieczorem.
Kręte drogi do finału
Holandia, jako jedyna drużyna w RPA, wygrała jak dotąd wszystkie mecze, jednak tylko ten pierwszy, z Danią, różnicą więcej niż jednego gola. W fazie grupowej wyraźnie brakowało Arjena Robbena, którego powrót przyniósł ożywczy powiew świeżości. Gwiazdą ekipy Van Marvijka jest jednak przede wszystkim Wesley Sneijder, który strzelił w fazie pucharowej cztery gole (więcej niż wszyscy Hiszpanie). Miarą siły „Oranje” było spotkanie z Brazylią, z kolei starcie z Urugwajem pokazało, że Holandia nie jest jednak aż taka straszna. Łącznie w całym turnieju „Pomarańczowi” uzbierali 12 trafień – pięć Sneijdera, dwa Robbena i po jednym Van Bronckhorsta, Van Persiego, Huntelaara i Kuyta. Ostatnie, brakujące trafienie, to gol samobójczy z meczu z Danią.

Gracze z Półwyspu Iberyjskiego, cały czas stawiani w roli zdecydowanych faworytów, nie zawiedli – są w finale. Zawiódł trochę styl, zachwiała się koncepcja gry, ale zwycięzców, póki zwyciężają, się nie sądzi. Mundial dla Hiszpanów zaczął się od terapii szokowej w postaci porażki ze Szwajcarią, potem przyszedł mecz o życie z Hondurasem (2:0) i spotkanie o pierwsze miejsce w grupie z Chile (2:1). Oba, jakże ważne mecze, wygrał niemal w pojedynkę David Villa, strzelając trzy gole. Jednego dołożył Andres Iniesta. Później zrobiło się naprawdę trudno – Hiszpanom przyszło zmierzyć się z Portugalią. Sprawę załatwił „El Guaje”. Podobnie w ćwierćfinale z Paragwajem. W półfinale z Niemcami wyręczył go Carles Puyol. W sumie w fazie pucharowej gracze „La Furia Roja” strzelili trzy gole, nie tracąc przy tym ani jednego. Duża w tym zasługa Ikera Casillasa, który zawsze stawał na wysokości zadania. Pięć trafień Davida Villi, po jednym Iniesty i Puyola to dorobek bramkowy Hiszpanów.
Trochę historii
Obie drużyny grały ze sobą dziewięć razy, jednak tylko trzy razy w ramach turniejów. Po raz pierwszy miało to miejsce w roku 1920, podczas olimpijskich zmagań w Antwerpii. Opierająca się na graczach klubów z Kraju Basków Hiszpania gładko wygrała, strzelając trzy gole, tracąc jednego. Trafienie w tym meczu zaliczył między innymi słynni „Pichichi”. 37 lat później po raz kolejny wygrali Hiszpanie, gromiąc Holendrów aż 5:1. Mecz ten był szczególnie ważny z jednego powodu – zadebiutował w nim wielki Di Stefano. Jak przystało na gracza tego formatu, sprawił sobie prezent w postaci hattricka. Po golu dołożyli Kubala i Garay. W 1973 roku obie drużyny stanęły naprzeciw siebie po raz trzeci. Mecz był niezwykle wyrównany, ostatecznie wygrała Holandia, między innymi dzięki samobójczemu trafieniu ojca Pepe Reiny, Miguela. W roku 1983 tegoroczni finaliści trafili na siebie w eliminacjach, w miarę sprawiedliwie dzieląc się punktami (1:0 i 1:2). W 2000 roku w meczu z Holandią zadebiutowali architekci tegorocznego sukcesu, Xavi Hernandez i Carles Puyol. Dwa lata później właśnie z „Oranje” Raul rozegrał swój 50. mecz w czerwonej koszulce.












