Zaledwie trzy dni po ostatniej, świątecznej rundzie spotkań Serie A przygotowała kolejną porcję emocji. We wtorek, środę i czwartek zaprasza nas na bardzo ciekawe pojedynki, które mogą zadecydować o mistrzostwie, losach Ligi Mistrzów i spadku.
Wszystkie mecze rozpoczną się o 20:45, co z pewnością spowodowane jest chęcią zapełnienia stadionów. Na pierwszy rzut we wtorek ruszamy z pojedynkiem Chievo – Milan. Mistrzowie Włoch po tym, jak stracili ostatnio przodownictwo w tabeli na rzecz Juventusu, będą chcieli się odkuć. W Weronie o sukces nie będzie łatwo. Miejscowa drużyna ciągle nie straciła jeszcze szans na europejskie puchary. Obecnie zajmuje dziewiątą lokatę, ale do piątego miejsca traci tylko sześć oczek i nie odda łatwo spotkania. Tym bardziej że u siebie zawodnicy ci grają całkiem przyzwoicie. W 15 rozgrywanych tam starciach wygrali siedem, cztery razy zremisowali i tylko cztery razy polegli. Co prawda, Chievo nie jest szczególnie skuteczną ekipą. Zdobywa mało goli, lecz równie mało traci. Bilans bramek 15:14 u siebie pokazuje, że możemy być świadkami meczu nieobfitującego w akcje podbramkowe. Gra powinna skupić się w środku pola, gdzie silni pomocnicy gospodarzy postarają unicestwić jedną z najlepszych środkowych formacji w lidze. Jak wielkie gracze Milanu mają umiejętności i jak dobrze radzą sobie w takich spotkaniach, przekonaliśmy się w poprzedniej rundzie. Wynik 4:0 mówi sam za siebie. Jednak wówczas forma obu teamów była inna. W tej chwili piłkarze z Mediolanu są w lekkim dołku, stracili przodownictwo w tabeli. Przegrali z Fiorentiną w sobotę, zostali zatrzymani przez Artura Boruca. Tego samego dnia Chievo po bardzo ekscytującym meczu pokonało Catanię, swojego bezpośredniego rywala w walce o europejskie puchary. Jego przeciwnik kończył pojedynek w dziesiątkę, ale poległ jedynie 2:3. Co było zupełnym zaprzeczeniem tego, co przeważnie dzieje się w Weronie, ponieważ zazwyczaj nie pada tam aż tyle goli. Ciekawe, czy obrona Chievo wyciągnie wnioski do wtorku, kiedy na stadion tego klubu zawita wielki Milan. Tyle błędów z mediolańczykami nie może popełniać, jeśli chce myśleć o zwycięstwie.

W środę zostanie rozegranych aż osiem spotkań, lecz najciekawsze z nich czekają nas w Rzymie i Turynie. Miejscowa Roma podejmie w stolicy Udinese, a „Juve” zmierzy się z Lazio. Dwa wielkie pojedynki z podtekstami. Turyńczycy, jak wiadomo, walczą z Milanem o tytuł. Na razie to oni są bliżej scudetto, pierwszego sukcesu, odkąd zostali zdegradowani po aferze dopingowej. Całe Włochy śledzą ten wyścig. Piłkarze Antonio Conte ostatnio odzyskali utracone przodownictwo. Podnieśli się z dołka. Zwyciężyli cztery razy, nie tracąc nawet gola, a strzelili ich aż 12. Dość powiedzieć, że ostatnio ich bramkarz piłkę z siatki musiał wyjmować w spotkaniu z Chievo 3 marca. Od tamtej pory kolejno takie ekipy, jak: Genoa, Fiorentina, Inter, Napoli i Palermo, nie znalazł sposobu na Buffona. Włoch ratował kilka razy swoją formację defensywną po błędach, ale były to nieliczne pomyłki. A przecież siła ofensywna wymienionych przeciwników to nie przelewki. Oprócz Genoi każdy z nich to potentat, gdyż Palermo u siebie to także bardzo groźny rywal. „Juve” nie rozpieszcza terminarz, ale w takich momentach poznaje się charakter drużyny. Owe zwycięstwa pokazały, że ten zespół jest gotowy do zdobycia mistrzostwa. Pokonanie w środę Lazio może ostatecznie zadecydować o tytule, ponieważ później zostanie mu tylko Roma z trudnych spotkań. Nie znaczy to jednak, że gracze z niebieskiej części stolicy, czyli Lazio, stoją na straconej pozycji. Oni także ostatnio nie zawodzą, dzielnie odpierając ataki Napoli i Udinese. Skutecznie bronią trzeciej lokaty, która da im prawo gry w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie. Obecnie mają trzy oczka przewagi nad Udine i aż sześć nad Napoli, które pokonali w poprzedniej kolejce. Ich forma jest co prawda dość chimeryczna, bo jeszcze wcześniej polegli 1:3 w Parmie. Dlatego większe szanse daje się niepokonanemu w tym sezonie Juventusowi, ale mecz z pewnością będzie wyrównany. To będzie starcie z gatunku tych najwyższej próby.










