Lechia Gdańsk jest jak dotychczas rewelacją tego sezonu LOTTO Ekstraklasy. Po siedmiu kolejkach biało-zieloni prowadzą w rozgrywkach i do tej pory jako jedyni w lidze nie zaznali goryczy porażki. Pora zadać sobie pytanie, czy to jest ten moment, gdy Lechia wreszcie powalczy o mistrzowski tytuł?
Trener na odpowiednim poziomie
Gdy kilka miesięcy temu miejsce Adama Owena na ławce gdańszczan zajmował Piotr Stokowiec, zmianę te można było oceniać wyłącznie pozytywnie. Kto wie, czy gdyby walijski specjalista od przygotowania fizycznego dalej prowadził gdańszczan, to Lechia nie występowałaby dziś w Fortuna 1. Lidze. Na Lechię Owena nie dało się patrzeć, grali nieskuteczny, brzydki, toporny futbol, którego oglądanie przyprawiało o ból głowy. Dodatkowo mocna kadrowo Lechia nie punktowała i grała słabo w lidze, mimo że przed sezonem klub z Trójmiasta uznawano za jednego z głównych faworytów do tytułu mistrzowskiego.
Obecnie chociaż gdański zespół nadal nie gra pięknego i porywającego futbolu, podobać może się to, że widać iż stanowią drużynę. Wreszcie też gdańska ekipa gra skutecznie, a jej spotkania nie sprawiają, że zastanawiamy się, co poszło nie tak w naszym życiu, że mając 100 innych rzeczy, które możemy robić, włączyliśmy mecz ekstraklasy. Lechia przypomina Zagłębie Lubin sprzed dwóch lat i widać, że zmiana na stanowisku szkoleniowca to najlepsze, co mogło ten zespół spotkać.
– Lechia Stokowca jest spójna taktycznie. Lubi oddać inicjatywę rywalowi, atakuje głównie skrzydłami – mówi nam kibic Lechii Jakub Jabłoński. – Nie powiem, że dobrze broni, bo to nieprawda. Największą jednak różnicą jest przygotowanie fizyczne. Lechia Owena puchła po 30 minutach. Lechia Stokowca biega od początku do końca.
Nowi bohaterowie
Latem z Gdańska odszedł Marco Paixao, dotychczas podstawowy napastnik i strzelec wielu goli dla klubu z ul. Traugutta, król strzelców ekstraklasy z sezonu 2016/2017. Zespół opuścił też drugi napastnik Grzegorz Kuświk. Wydawało się, że po tym, jak z klubem rozstało się dwóch podstawowych napastników, Lechii będzie trudniej strzelać gole. Tymczasem przestawienie na atak Flavio Paixao oraz powrót do Gdańska Jakuba Araka okazały się świetnymi uzupełnieniami napadu gdańszczan.
Ten pierwszy załadował już w tym sezonie pięć bramek i jest w czubie klasyfikacji najlepszych strzelców bieżących rozgrywek. Ten drugi trafił do siatki raz, zaliczył też asystę. Dodatkowo w Gdańsku latem zameldował się Artur Sobiech, który jednak dotychczas tylko raz zameldował się na murawie.
Prawdziwym wzmocnieniem okazało się jednak zakontraktowanie Jarosława Kubickiego. Z początku kibice Lechii byli sceptycznie nastawieni do tego transferu, bowiem zamiast wzmocnienia napadu do Gdańska trafił kolejny środkowy pomocnik. Tymczasem Kubicki na boisku zostawia serce i robi kapitalne wrażenie, będąc momentami prawdziwym liderem Lechii. Gra więcej od bardziej doświadczonego i znacznie wyżej cenionego Ariela Borysiuka, jest też o klasę lepszy od Daniela Łukasika. Kubickiego nie mogą się nachwalić kibice gdańszczan.











