FIFA Womens World Cup we Francji wchodzi w decydującą fazę. Dzisiaj rozpoczynają się mecze ćwierćfinałowe, w których zobaczymy reprezentantki Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i siedem drużyn europejskich. Co ciekawe pierwszy raz od 1991 roku, czyli od utworzenia mistrzostw świata kobiet, na tym etapie rozgrywki nie zobaczymy żadnej ekipy z Azji. Jak do tego doszło?
Siedem krajów z Europy w ćwierćfinałach mistrzostw świata to spory sukces naszego kontynentu. Na próżno jednak szukać w tym przypadku, a wyjaśnienie tej sytuacji jest bardzo proste – to wzrost jakości i konkurencyjności kobiecych lig piłkarskich we wszystkich tych państwach: Francja, Niemcy, Norwegia, Anglia, Włochy, Holandia, Szwecja. Kobieca piłka wchodzi na wyższy level i już nie tylko – jak było jeszcze do niedawna – Niemki są w stanie konkurować z najlepszymi na świecie. Podnosi się poziom, fizyczność idzie w górę, a profesjonalizacja postępuje w bardzo szybkim tempie.
Lepsze warunki = lepsze wyniki
Piłka nożna w kobiecym wykonaniu była swego czasu obiektem żartów i drwin, ale każdy kolejny rok pokazuje, że należy traktować ją z odpowiednim szacunkiem. To nie jest już podwórkowy futbol w wykonaniu małych dziewczynek, a w pełni profesjonalny sport wyczynowych atletów. Świat się zmienia, wszystko ewoluuje i tak właśnie dzieje się również z tą dyscypliną sportu.
Pionierem i liderem w żeńskim szkoleniu było USA, ale hegemonia tego kraju na międzynarodowej arenie maleje. Oczywiście piłkarki zza wielkiej wody nadal odgrywają kluczowe role i są przykładem, ale inni nie spali i konkurencja staje się coraz mocniejsza, szczególnie w Europie. We Francji, Anglii czy Niemczech zainwestowano spore sumy gotówki w poprawę infrastruktury, szkolenia trenerów czy w ligowe rozgrywki, a efekty tego „kobiecego boomu” są widoczne.
– Francja, a teraz Anglia, mocno zainwestowała. Oba kraje ustanowiły ligi, które przyciągają międzynarodowe zawodniczki na wysokim poziomie, więc wzrasta i poziom rozgrywek i ogólny poziom piłki kobiecej – tak pół roku temu mówiła trener reprezentacji USA, Jill Ellis. Trudno się nie zgodzić, a przykłady znaleźć można na każdym kroku. Pierwszy z brzegu to żeński Olympique Lyon, klub z imponującą infrastrukturą, zdobywający krajowe i europejskie laury hurtowo. Ostatni?! Mocarne plany Realu Madryt i zakup ligowego beniaminka, po to by stworzyć własną, królewską drużynę.











